Zły przykład
CZADOBLOG - Paweł Czado
Otóż bardzo nie podoba mi się dystrybucja pieniędzy - sposób ich rozdziału za ligowe osiągnięcia, bo to powoduje, że silniejsi stają się coraz silniejsi, coraz bardziej ustabilizowani. Przez to tworzy się futbol ligowy dwóch prędkości: dla jednych, którzy znajdują się w elitarnym czubie, do którego coraz trudniej będzie się dostać, i reszty, która ma tworzyć tło, szczęśliwa, że znajduje się w elicie i że może ją gościć.
W tym roku do podziału było ponoć około 280 mln zł, to podobno rekord w historii ligi. Fajnie, że każdy z osiemnastu klubów otrzymał prawie 8 mln startowego, to kwota niebagatelna, szczególnie dla ludzi z zewnątrz.
Jednak tak naprawdę najmocniejsi i tak dostają najwięcej i to właśnie mi się nie podoba. Nie jestem oczywiście za tym, żeby najwięcej dostawali najsłabsi, ale żeby z tego źródła było jednak po równo. Najwięksi tworzą siłę własnych budżetów dzięki marce i potężnym społecznościom. Brawo, ale dlaczegóż z tego tytułu mieliby dostawać z ekstraklasy jeszcze więcej? Nie podoba mi się choćby ranking historyczny, według którego liczy się pięć ostatnich sezonów i fakt, że im klub dłużej gra w ekstraklasie, tym więcej zarobi. To, w mojej opinii, nie jest jednakowe traktowanie klubów – w tej materii wszyscy powinni być równi. Tymczasem Lech mógłby liczyć na jakieś 35 mln, a ostatnia Puszcza – ponad 10. Tak właśnie tworzy się futbol dwóch prędkości.
Niektórzy powiedzą, że to jedyny sposób, żeby móc konkurować w Europie. W klubowej Europie, w której dystrybucja pieniędzy odbywa się w ten sam sposób, w której futbol różnych prędkości funkcjonuje od dawna, nasz należy właśnie do tych – delikatnie stwierdzając – wolniejszych. Dlatego trzeba stworzyć polskie klubowe marki, które będą bronić honoru piłki klubowej nad Wisłą. A lepiej byłoby, żeby zawsze byli to ci sami, z największych miast, przyciągający tłumy.
Ktoś stwierdzi, że dysproporcja być musi, bo przecież lepiej powinno się płacić za lepszą pracę. Moim zdaniem to jest tworzenie i betonowanie w piłce stałego układu, umacnianie elit, do których bardzo trudno będzie dostać się innym. To tworzenie układu wzajemnej adoracji, budowanego przez społeczności, które tak naprawdę często się nie znoszą i sobie zazdroszczą, ale które łączy niechęć do powiększania towarzystwa. Im mniej chętnych do znalezienia się w czołówce i ustawieniu się na autostradzie prowadzącej do europejskich rozgrywek, a więc związanych z tym kolejnymi profitami - tym lepiej.
Moim zdaniem u podstaw wszystkiego leży zachłanność, a futbolowa Europa daje w tym względzie zły przykład futbolowej Polsce. Gorzej, że futbolowa Polska na to ochoczo przystaje.
