Sport

Zostało trochę „luftu”

Rozmowa z Krzysztofem Bizackim, byłym napastnikiem Ruchu Chorzów, obecnie pracownikiem GKS-u Tychy

Krzysztof Bizacki jeszcze raz miał okazję stworzyć słynny duet z Mariuszem Śrutwą. Fot. Marcin Bulanda / Press Focus

Jak wrażenia z pożegnania Cichej?

– Było bardzo miło. Mam nadzieję, że powstanie tutaj nowy stadion i będziemy go mogli otworzyć. Ruch powinien mieć swój stadion, bo taki klub na to zasługuje.

Tak jak w Tychach...

– Tak jak w Tychach. Przykre jest to, że stadiony są wszędzie, tylko nie w Chorzowie. To boli, że taki klub, z takimi kibicami może i ma swój dom, ale nie na miarę możliwości, tradycji i potencjału.

Jak u pana z formą piłkarską? Płuca wyplute czy jeszcze trochę „luftu” zostało?

– „Luftu” jeszcze trochę zostało, ale chyba uciekła... skuteczność. Wynik Meczu Gwiazd był nie taki, jaki powinien być (drużyna Bizackiego przegrała 2:3 – przyp. red.), ale miło było spotkać tylu zawodników Ruchu, także tych dużo, dużo młodszych. Pogoda dopisała i oby to był sygnał do powstania nowego stadionu – sygnału, który zauważą ludzie nie tylko w mieście, ale też na zewnątrz.

Co pan najmilej wspomina z Cichej?

– Najmilej wspomina się zwycięstwa! Grałem tu prawie 15 lat, więc jest o czym opowiadać. Nigdy nie udało mi się zdobyć mistrzostwa, co najwyżej wicemistrzostwo czy trzecie miejsce. Wiele było miłych chwil, mecze pucharowe, dużo spotkań, dużo bramek – to się wspomina najlepiej. Nie chce się wspominać tych gorszych rzeczy, choć one także były. Tak jak w życiu, raz się jest u góry, raz na dole, ale w Chorzowie więcej było chyba lepszych chwil.

Kibice długo tęsknili za duetem Śrutwa – Bizacki.

– To bardzo miłe, ale to już historia. Pracuję w piłce cały czas, więc jeździ się do Chorzowa – zawodowo czy prywatnie. Chciałoby się tu przyjechać na piękny stadion.

Nadal pan działa w GKS-ie Tychy, gdzie zaczynał pan grać w piłkę.

– Zgadza się, jestem pracownikiem GKS-u zajmującym się sprawami organizacyjnymi. Po dobrej wiośnie chcemy podtrzymać formę. Przemeblowaliśmy trochę skład, niektóre ruchy chcieliśmy zrobić, innych nie, ale takie jest życie. Przyszli nowi piłkarze, trener ich zgrywa. Po obozie w Gniewinie były dwa dni wolnego i zespół ponownie spotkał się we wtorek. Miejmy nadzieję, że drużyna dobrze przepracuje okres przygotowawczy i będzie się scalała. W Tychach można się jeszcze spodziewać jednego czy dwóch transferów.

Znowu kierunek niemiecki czy może coś krajowego?

– Szukamy napastnika, bo chcemy, aby było ich trzech i z przodu było coś ciekawego. Będziemy wzmacniać ofensywę, żeby była tam większa konkurencja.

Rozmawiał Piotr Tubacki