Sport

Złojony spadkowicz

Odmieniona po spadku Stal Mielec zaliczyła twarde lądowanie w 1. lidze w starciu z Wisłą Kraków

Łukasz Zwoliński nie bał się uderzać z nawet najtrudniejszej pozycji. Fot. Marta Badowska/PressFocus

W pierwszej połowie to było dziwne spotkanie. Goście wygrali ją 2:0, jednak ich gra była daleka od dobrej, a Paweł Kruszelnicki nie wykorzystał sam na sam. 

Odwołany karny 

Na początku wiślakom się upiekło. Po zbyt krótkim zagraniu Bartosza Jarocha do Kamila Brody, Kruszelnicki był pierwszy przy piłce, a następnie teatralnie upadł na murawę. Sędziowie ponad cztery minuty sprawdzali, czy bramkarz kopnął napastnika i w końcu orzekli, że nie było kontaktu między graczami. Mielecka publiczność przyjęła decyzję arbitrów gwizdami, a dla gości ta sytuacja była poważnym sygnałem ostrzegawczym. 

Mariusz Jop zaskoczył składem na spotkanie ze spadkowiczem z ekstraklasy, zwłaszcza środkiem obrony i skrzydłami. Z pozyskanych piłkarzy – nie licząc Krzyżanowskiego, który wrócił z wypożyczenia – w pierwszym składzie debiutował tylko Julius Ertlthaler. Austriak, jeden z zaledwie dwóch obcokrajowców, zagrał prostopadle do Angela Rodado i Hiszpan uderzył niecelnie. Później miał jednak udział przy strzelonych golach, a także bardzo dużo pracował w obronie. 

Wynik lepszy niż gra 

Krakowianie długo potrafili narzucić swoich warunków, szybko tracili piłkę. Stal była lepsza i tylko interwencja Brody w sytuacji sam na sam z Kruszelnickim sprawiła, że było 0:0. W 29 minucie krakowianie objęli prowadzenie po główce najlepszego strzelca w meczach sparingowych, Łukasza Zwolińskiego. Po przerzucie Ertlthalera Maciej Kuziemka wycofał do Jarocha, a ten dośrodkował do pozostawionego bez opieki napastnika. Mielczanie oddali kilka strzałów, brakowało im celności. A krakowianie przed przerwą podwyższyli prowadzenie. Po świetnym dorzuceniu Ertlthalera z rożnego Biedrzycki trafił w obrońcę, zrobiło się zamieszanie, w którym w końcu drogę do bramki znalazł Jaroch. Stal często dopuszczała do dośrodkowań z obu stron i na radar kryła w polu karnym. Dlatego niedługo po przerwie po dośrodkowaniu rezerwowego Frederica Duarte podwyższył Rodado. Portugalczyk też miał wyborną szansę, lepiej jednak dogrywał, niż kończył. Jak być skutecznym po raz drugi, pokazał mu Hiszpan. Wybicie głową Mariusza Kutwy zaskoczyło gospodarzy, Rodado przejął piłkę, ograł obrońców i zaliczył dublet. 

Będzie trudniej

Mielczanie bezskutecznie walczyli o honorowe trafienie. Nie udało im się i na ten moment nic nie zapowiada, by mieli się włączyć w grę o powrót do ekstraklasy. Władze klubu nie kryją, że budżet nie jest wysoki, szacują go na 10-11. w stawce. Dlatego nadrzędnym celem będzie utrzymanie, a o sile zespołu więcej będzie można powiedzieć po kilku tygodniach. Wisła wróciła z Podkarpacia z wysoką wygraną, ale pierwszy triumf na inaugurację od trzech lat nie może jej uśpić. W sobotę naprzeciwko nim stanie znacznie mocniejszy ŁKS Łódź.

Michał Knura

OCENA MECZU ⭐

◼   Stal Mielec - Wisła Kraków 0:4 (0:2)

0:1 - Zwoliński, 29 min (głową), 0:2 - Jaroch, 45 min, 0:3 – Rodado, 55 min (głową) 0:4 - Rodado, 65 min  

STAL: Jałocha - Kowalik, Bukowski, Senger (86. Kwiatkowski) - Diez,Wlazło, Piszek (46. Niedźwiedź), Szeliga - Kruszelnicki, Domański - Losada. Trener Ivan DJURDJEVIĆ.

WISŁA: Broda - Jaroch, Biedrzycki, Kutwa, Krzyżanowski (46. Lelieveld) - Ertlthaler, Duda (70. Carbo) - Kuziemka (70. Baniowski), Rodado, Sukiennicki (54. Duarte) - Zwoliński (80. Nikaj). Trener Mariusz JOP.

Sędziował Karol Arys (Szczecin). Widzów 5200. Żółte kartki: Niedźwiedź - Krzyżanowski.