Sport

Znów zapłonie czwartoligowy ogień

Po zwycięskim barażu z Odrą Wodzisław na piąty poziom rozgrywkowy w kraju wróciła ekipa z północy województwa śląskiego. Jej barw nadal mają bronić ci, którzy przyczynili się do awansu.

Wielu z tych zawodników już od sierpnia walczyć będzie o czwartoligowe punkty. Fot. Facebook/Zalchem Znicz Kłobuck

ZALCHEM ZNICZ KŁOBUCK

Droga do IV ligi śląskiej dla podopiecznych trenera Adriana Pluty nie była łatwa. Na ostatniej prostej zostali bowiem wyprzedzeni przez Szombierki Bytom i jako wicemistrzom grupy pierwszej V ligi o awans przyszło im walczyć w dwustopniowych barażach.

Najważniejsza jest drużyna

Najpierw musieli wyeliminować wicemistrza grupy drugiej, MRKS Czechowice-Dziedzice (2:2 po dogrywce, karne 5:4), a następnie uporać się z ekipą, która zostawiła trwały ślad w historii polskiej piłki, jeszcze w XXI wieku występując na boiskach najwyższej klasy rozgrywkowej. – Pewnie, że pamiętam grę Odry Wodzisław w ekstraklasie – mówi nam prezes klubu z Kłobucka Andrzej Zalski, który, ciesząc się z wyjazdowego zwycięstwa (2:0), stara się być nieco powściągliwy w emocjach. – Czy zakładaliśmy awans w tym sezonie? Mnie zależy przede wszystkim na tym, aby tworzyć drużynę. Młodzi mają słuchać starszych, uczyć się od nich, a starsi im pomagać. U nas taka jest zasada. Widzę zaangażowanie, progres naszych zawodników i to mnie bardzo cieszy. Byliśmy już w IV lidze, ograliśmy się w niej i teraz przyszedł efekt w postaci awansu. Nasza drużyna właściwie od „okręgówki” niewiele się zmieniła. Zawodnicy potraktowali sprawę poważnie i osiągnęli sukces. Ja jestem od finansów, organizacji, a oni mają grać – wyjaśnia sternik Znicza.

Burmistrz nie odbiera telefonu

Prezes Zalski z jednej strony cieszy się z sukcesu, ale z drugiej nie kryje żalu do pewnych osób, które spotkał na swej drodze. – Trzy lata temu przejąłem klub, a tydzień później pewne osoby stwierdziły, że nie nadaję się na prezesa. Nie robię tego dla lansu, tylko dlatego, że to lubię i zwyczajnie mnie na to stać – mówi, gdy zaczynamy rozmawiać o tym, jak się prowadzi klub w niższej lidze. Za skórę zaszły mu przede wszystkim władze gminy oraz część kibiców, którzy – delikatnie mówiąc – nie zachowywali się na stadionie zgodnie z zasadami savoir-vivre'u.

Zalchem Znicz może liczyć na gminną dotację w wysokości 105 tysięcy złotych. To niewiele, biorąc pod uwagę, że w sąsiedniej gminie klub z dolnego rejonu klasy B, czyli dziewiątego szczeblu rozgrywek, otrzymuje połowę tej kwoty. Roczne koszty funkcjonowania na tym poziomie to około 700-800 tysięcy złotych. Biorąc pod uwagę, że około 100 tysięcy przynoszą rodzice adeptów, Zalchem, czyli rodzinna firma prezesa, musi wyłożyć 500 tysięcy złotych rocznie. – Przeżyłem tu już wiele upokarzających sytuacji, a z gminą nie ma żadnej współpracy, burmistrz nie odbiera ode mnie telefonu. To jest powód, dla którego nie za bardzo chcę się udzielać się medialnie. Kibice też się na mnie obrazili, bo nie pozwalam im odpalać rac i wykrzykiwać wulgarnych haseł na stadionie. Mecz to są dwie godziny, podczas których nie chciałbym bez przerwy słyszeć przekleństw – tłumaczy Zalski.

Młodzi dostaną szansę

Awans często wiąże się z koniecznością przebudowy zespołu, ale w Kłobucku chcą do tego podejść nieco inaczej. Każdy, kto przyłożył się do promocji, ma możliwość pozostania w Zniczu. – Kilku zawodników na pewno dołączy do drużyny, bo problemem jest krótka ławka rezerwowych. Głównie będziemy chcieli wzmocnić atak. Na konkrety mamy jeszcze trochę czasu. Chcemy, aby zmiany dokonywane w czasie meczu nie obniżały poziomu gry – podkreśla prezes.

Czy naturalnym celem beniaminka będzie utrzymanie? – Powtórzę, że przede wszystkim chcemy grać w piłkę. Do każdego meczu trzeba się przyłożyć, bo tego wymagają od nas kibice. Młodzi zawodnicy dostaną szansę i będą mieć perspektywę zaistnienia na tym poziomie. Jak od początku będziemy mówić, że gramy tylko o utrzymanie, to w podświadomości pojawi się myśl, że możemy spaść. Po to planujemy wzmocnienia, aby wyglądało to dobrze – kończy prezes Zalski. Na stadionie w Kłobucku IV liga już gościła, więc spełnia on wszelkie kryteria licencyjne.

Mariusz Rajek