Zmienić do spodu!
Rozmowa z Robertem Załęskim, byłym piłkarzem Rakowa Częstochowa
Zdaniem Roberta Załęskiego obecność w zarządzie PZPN-u m.in. Dariusza Mioduskiego jest początkiem zmian na lepsze. Fot. Wojciech Dobrzyński / Press Focus
Cezary Kulesza pozostał prezesem PZPN-u, co było praktycznie wiadome. Jaki to będzie czas dla polskiej piłki?
– Raczej nie czeka nas nic nowego i nic lepszego, co mogłoby odmienić odbiór pierwszej jego kadencji. Jedyną oznaką, że cokolwiek może się zmienić, jest to, że trzech wiceprezesów wskazanych przez Kuleszę nie uzyskało poparcia delegatów. Wiceprezesi zostali odsunięci, ale prezes zostaje ten sam, a on jest głównym zarządzającym.
Co oznacza w praktyce ta zmiana wiceprezesów? Odrzucenie kandydatur prezesa w dwóch głosowaniach pokazało, że środowisko jednak domaga się zmian.
– Znam zależności tych zasad z poziomu okręgu czy województwa. Znam zasady funkcjonowania mechanizmu wyborczego i widać, że ktoś tam na pewno jest niezadowolony z tego, co było, ale nie na tyle, aby pokusić się o wystawienie kontrkandydata na prezesa.
No właśnie, wszyscy narzekają, a nikt nie chciał stanąć w szranki z Kuleszą. Trochę dziwnie to wygląda.
– Nie wiem, co było głównym tego powodem. Na pewno brakuje w tej chwili kogoś, kto by się pokusił o pokierowanie związkiem jak należy. Jak to ujął jeden z działaczy: „Po prezesie Kuleszy już przynajmniej wiemy, czego się spodziewać”. Oni wiedzą doskonale, czym może ich obdarować przez najbliższe cztery lata prezes Kulesza i wolą się tego trzymać, niż próbować wybierać kogoś nowego, poniekąd trochę w ciemno. Nie ma odważnego, który teraz chciałby pokierować polską piłką, bo prawdopodobnie trzeba by ją wywrócić do góry nogami. Struktura musiałaby zostać wymieniona od samego spodu, bo wiem, ile złego zostało wyrządzone, patrząc choćby z pozycji tylko podokręgu częstochowskiego.
Dlaczego Wojciech Cygan nie stanął do rywalizacji z Kuleszą?
– O to najlepiej zapytać jego, ale myślę, że ma tyle funkcji w innych strukturach, że podejrzewam, iż mógł się bać, że będzie tego wszystkiego już za dużo. Kilka dni wcześniej został wybrany na wiceprezesa rady nadzorczej Ekstraklasy SA, jest też przewodniczącym rady nadzorczej w Rakowie. Drugi powód pewnie był taki, że doskonale wie, jaka sytuacja panuje w PZPN-ie, ile trzeba zmienić, a nie miał za sobą tylu ludzi, od których czułby wsparcie. Osobiście chciałbym, żeby pojawił się ktoś, kto w końcu dokonałby realnych zmian w PZPN-ie, bo tych złych rzeczy w ostatnim czasie nagromadziło się za dużo. Przydałoby się wpuścić trochę świeżego powietrza.
Czego możemy spodziewać się po nowych wiceprezesach? Jakie zmiany mogą za nimi przyjść?
– Osobiście nie znam się z żadnym z nich. Wiadomo, że Dariusz Mioduski czy Marcin Animucki to medialnie mocno kojarzone osoby. Dają nadzieję, że za cztery lata, a może dopiero za osiem, coś się zmieni. Nie można też wykluczyć, że jeszcze w tej kadencji nastąpią jakieś zmiany. Wszystko jest wynikiem pewnych układów i zawiązanych sojuszy przez część delegatów, którzy chcą zmian. Te osoby wydają się bardziej kompetentne od poprzedników.
Śląsk w zarządzie będzie reprezentowany przez wspomnianego Cygana, Henryka Kulę oraz Seweryna Siemianowskiego. Jak silna będzie to grupa?
– Prezes Kula mocno się angażował za pierwszej kadencji Kuleszy, stąd zapewne prezes tak mocno walczył, aby zatrzymać go jako wiceprezesa. Moim zdaniem to nie będzie bardzo silne lobby śląskie, jakiego należałoby się spodziewać choćby ze względu na liczbę drużyn w tym regionie.
Przedstawiciele klubów będą mieć w nowej kadencji ośmiu z osiemnastu członków zarządu. Nigdy jeszcze nie mieli tak dużo. Czy to ostateczny dowód, że dziś piłka klubowa jest najsilniejszym filarem naszego futbolu?
– Jestem zdania, że w każdej strukturze we władzach powinny zasiadać osoby kompetentne, które znają się na danym obszarze. Przedstawiciele klubów na pewno znają się na wielu rzeczach lepiej, przede wszystkim znają problemy od środka, więc to należy odczytywać jako pozytywną tendencję.
Nie jest łatwo być dziś kibicem reprezentacji Polski...
– Na duże zmiany w reprezentacji nie ma co liczyć, bo piłkarzy mamy, jakich mamy. Jedyne, co możemy zmieniać, to trenera i ten proces właśnie trwa. Ja od zawsze powtarzam, i zdania nie zmieniam, że selekcjonerem powinien być Polak. Wiem, że to gorące krzesło, ale tej osobie powinno mu się dać spokojnie popracować. Te częste zmiany trenerów nie są niczym dobrym. Przede wszystkim zmiana Jerzego Brzęczka była zbyt pochopna, bo wyniki miał całkiem niezłe. Być może udałoby mu się zbudować coś trwałego, gdyby dostał więcej czasu. Po nim mamy pasmo samych niewypałów. Czekamy cierpliwie, kogo prezes Kulesza powoła na to stanowisko.
Ponoć Brzęczek ma duże szanse, aby na to stanowisko powrócić.
– Nie miałbym nic przeciwko temu. To byłby dobry wybór i nie mówię tego tylko dlatego, że się dobrze znamy (w drugiej połowie lat 80. jako nastolatkowiegrali w piłkę w Rakowie – przyp. red.). To byłby wybór trenera będącego poza wszelkimi układami koleżeńsko-towarzyskimi. Powinien dostać kredyt zaufania, zresztą jak każdy inny trener. Kadra powinna być naszym powodem do dumy. Zaangażowanie zawodników musi wzrosnąć, na boisku powinno być widać więcej woli walki, ambicji. Mecz można przegrać, ale jeśli będzie widać zaangażowanie, to prawdziwy kibic zawsze to doceni.
Pan ubiegał się kiedyś o stanowisko prezesa podokręgu. Skruszenie betonu nawet na lokalnym obszarze okazało się jednak zbyt trudne?
– Podokręg częstochowski został całkowicie zdewastowany przez prezesa Kulę. Obecnie podokręg praktycznie nie ma żadnej decyzyjności, nawet obsady sędziowskie w większości dokonywane są w Katowicach. Zostało to zrujnowane tylko dlatego, że był ktoś taki jak ja, który się przeciwstawiał pewnym rzeczom i próbował swoje zdanie głośno wyartykułować poza jakimikolwiek układami i nie wchodząc w nie. Najbardziej ucierpiałem na tym jednak nie ja, tylko struktury piłkarskie w Częstochowie. Tak to już jest, że jeśli ktoś się odważy na ruchy, które nie spodobają się władzom, to zostaje zniszczony i sprowadzony do parteru. Najgorsze, że PZPN na to pozwalał, bo działo się to za jego wiedzą. Dopóki nie zmienią się struktury na górze, w podokręgach również nic się nie zmieni. Finansowo i sportowo podokręg częstochowski jest w tej chwili na dnie. Nastąpiła pełna marginalizacja.
Chciałby pan jeszcze kiedyś spróbować powalczyć o zmiany na częstochowskim podwórku piłkarskim?
– Wszystko jest do rozważenia, ale poprzez swoje doświadczenia doszedłem do wniosku, że przede wszystkim kluby na samym dole muszą chcieć zmian. Odnoszę wrażenie, że kluby płyną z nurtem, jaki nakreślają im władze wojewódzkie czy ogólnopolskie, nie zważając na to, jaka im wyrządzana jest krzywda. To na pewno hamuje ich rozwój. Obserwując to wszystko, ciężko jest o motywację.
Na koniec jeszcze chciałem zapytać o Raków. Na razie wicemistrz Polski dokonał zaledwie dwóch transferów przychodzących, a do nowego sezonu zostało dwa i pół tygodnia.
– Doświadczenie poprzednich transferów sprawiło, że teraz zapewne każdy zawodnik jest mocniej weryfikowany. Raków teraz raczej nie będzie szastał pieniędzmi na lewo i prawo. Obstawiam, że to będą bardzo przemyślane zakupy. Ci, którzy trafią do klubu, powinni być wartością dodaną. Zdarzało się bowiem za grube pieniądze kupić zawodnika, który przesiedział całą rundę na ławce.
Rozmawiał Mariusz Rajek
Robert Załęski