Zjazd do zajezdni
REMANENT - Jerzy Chromik
Ostatnio mam kalendarz wypełniony zjazdami. Po 50-leciu matury tym razem 45 lat po odebraniu dyplomów Uniwersytetu Wrocławskiego. Zjazd weteranów. Był trzygodzinny pokaz zdjęć z archiwów prywatnych i lawina anegdot. Kolega Tadek opowiedział nam przed północą, że gdy zwołano któryś z rzędu zjazd przewodniej siły narodu, to ktoś z dyrekcji Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego we Wrocławiu wysłuchał towarzysza z KW i zarządził rezygnację z obrazoburczych tablic w niebieskich tramwajach. Zakazano wystawiania w pierwszym wagonie tablicy „Zjazd do zajezdni”! Bo treść się źle kojarzyła...
Widziałem kilka walnych zebrań (zwanych zjazdami) PZPN-u. Co jeden, to śmieszniejszy. Starałem się to już zasugerować w tytułach kolejnych reportaży. Jeden z nich, zamieszczony w drugim tomie „Remanentu”, to „Hamulce w kapciach”. Rok bez znaczenia. Delegatów zakwaterowano wtedy w nowo otwartym hotelu Holiday Inn vis-a-vis dworca Warszawa Centralna. Biesiadowano oczywiście do świtu, więc nic dziwnego, że część co bardziej przytomnych, zaraz po śniadaniu, weszła do sali obrad w kapciach. Po co zmieniać obuwie na wyjściowe, skoro sami swoi.
Było też takie zgromadzenie, że gościem honorowym był Janusz Chomontek, który seryjnie bił wtedy rekordy Guinnessa w żonglerce piłką, nawet tenisową. No, to już temu zjazdowi było bardzo blisko do cyrku. Co prawda nie proponowano tresury wyleniałych lwów, ale był niezły prestidigitator, no i oczywiście duży zastęp pseudobiznesmenów z najdalszych zakątków kraju.
Doczekałem walnego zgromadzenia PZPN-u 30 czerwca 2025. Zaproszenia jako weteran obsługi prasowej nie dostałem, ale kto by się przejmował drobiazgami. Czekałem wygodnie na werdykt przed telewizorem. Nowego prezesa ze starego portfela działaczy wybierano o 13:33. Decyzja była od razu, w tej samej minucie – 98 za, 7 przeciw i 11 wstrzymujących się.
Ta pora głosowania to chyba nie przypadek, bo w PRL-u, gdy ktoś na rusztowaniu pytał, która godzina, to padała zawsze ta sama odpowiedź: też bym się napił! Nie tylko bowiem budowlańcy czekali, aż wybije magiczna trzynasta, po której można było już spokojnie kupić alkohol i ugasić pragnienie. Do 12:59 obowiązywała bowiem prohibicja.
Dziesięciolecia mijają, PZPN jest ciągle blisko zajezdni, ale na razie nikt nie nakazuje jeszcze zdjęcia tablic informacyjno-ostrzegawczych. To nawet roztropne! Podobnie jak zakup 24 hektarów w Karczewie na Dom Kadry. Gdyby było to 24 ha pod szkłem, to można byłoby nawiązać do szklanych domów Żeromskiego. Na razie związek skończył z dzierżawą budynku przy Bitwy Warszawskiej, odkupił gmach i teraz sam będzie zarabiał na wynajmie.
Roztropne. Ale mnie nadal nurtuje, co zrobiono z działką Laty pod Wilanowem, którego podejrzewano przed laty przy okazji kolejnego zjazdu o sprzeniewierzenie dużej kwoty na wybudowanie nowej siedziby PZPN-u. Kolejni prezesi traktują ją jak zgniłe jajo, ale solidarnie ponoszą coraz wyższe koszty niezrealizowanej inwestycji.
Całe to przedstawienie przy Skalnicowej na obrzeżach stolicy i w zaprzyjaźnionym Hiltonie to była spora dawka prozy polskiego futbolu, ale w dyskusji pojawiła się też poezja. Choćby wiersz Adama Asnyka zacytowany przez jedynego dyskutanta, honorowego prezesa Michała Listkiewicza.
Daremne żale, próżny trud,Bezsilne złorzeczenia!
Przeżytych kształtów żaden cud
Nie wróci do istnienia.
Świat wam nie odda, idąc wstecz,Zniknionych mar szeregu:
Nie zdoła ogień ani miecz
Powstrzymać myśli w biegu.
Po życie sięgać nowe:
A nie w uwiędłych laurów liść
Z uporem stroić głowę!
Wy nie cofniecie życia fal!
Nic skargi nie pomogą!
Bezsilne gniewy, próżny żal!
Świat pójdzie swoją drogą.
PS Mała poprawka – w oryginale jest „żaden cud”, a nie jak wygłosił recytator – „żaden trud”.
A TRUD, jak wiadomo, nie zawsze oznacza... CUD.
Radom, rok 2019, knajpa „U Grubego”. Delegaci z okręgowych związków zjechali wtedy w obronie swych praw i zanegowali po raz pierwszy sens hasła „Łączy nas piłka”. O wiele częściej dzieli, a łączą tylko interesy baronów i prezesa. Fot. JCh