Zegarmistrzowska precyzja...
Biało-czerwone po raz trzeci z rzędu stanęły na najniższym stopniu podium w prestiżowym turnieju!
O brązowym medalu Polek zadecydowała skuteczna gra blokiem. Fot. PAP/Marian Zubrzycki
LIGA NARODÓW KOBIET
Wierzę, że siatkarki pod kierunku Stefano Lavariniego znów staną na podium – przekonywa nas na dzień przed inauguracją turnieju finałowego Ligi Narodów w Łodzi prezes związku, Sebastian Świderski. Jego słowa znalazły potwierdzenie, bo Biało-czerwone w tym prestiżowym turnieju grały z zegarmistrzowską precyzją i w meczu o brązowy medal pokonały silny zespół Japonii, choć w półfinale z Włoszkami zaprezentowały się mizernie. To kolejny sukces pod okiem włoskiego szkoleniowca i teraz czekamy na mistrzostwa świata. Po złoty medal po raz drugi z rzędu sięgnęły mistrzynie olimpijskie z Paryża, Włoszki, wygrywając w finale z Brazylią 3:1.
Bez historii
Doskonale zdawaliśmy sobie sprawę, że mistrzynie olimpijskie i świata oraz obrończynie trofeum LN, siatkarki Włoch, będą niezwykle wymagającymi rywalkami. Jednak nie spodziewaliśmy się, że wszystko rozstrzygnie się w zaledwie 73 minuty. Półfinałowe przeciwniczki wręcz nas zdeklasowały i w każdy elemencie były zdecydowanie lepsze. Stefano Lavarini na pewno miał ułożony plan, który dość szybko się rozsypał i potem szukał ostatnich desek ratunku. Zgodnie z planem obie drużyny pojawiły się na boisku w standardowych ustawieniach. Jednak Julio Velasco dotrwał w nim, z dobrymi roszadami, do samego końca. Natomiast Lavarini od połowy 1. seta po podwójnej zmianie Alicji Grabki i Malwiny Smarzek zaczął rotować składem i tak było do samego końca. Trudno mu się dziwić, wszak gra pozostawiała wiele do życzenia i trzeba było szukać ratunkowych rozwiązań, ale ich nie znalazł.
Dziwnie usztywnione Polki sprawiały wrażenie zagubionych i ten stan pogłębiał się w miarę upływu czasu. Potrzeba było udanych akcji, zarówno w obronie, jak i w ataku, a ich nie było i stąd zwątpienie oraz frustracja. W naszym zespole trudno było wskazać liderkę. Nawet Agnieszka Korneluk, kapitanka zespołu, była dziwnie osowiała i też nie potrafiła się cieszyć po udanej akcji. Dodajmy od razu, że takowych było niewiele. Oczywiście Włoszki to klasa światowa i pod kierunkiem argentyńskiego szkoleniowca grają znane im schematy gry. Mimo wszystko, takie odnieśliśmy wrażenie, były zaskoczone, że dość łatwo przychodzi im zdobywanie punktów i obrona ataków.
Im dalej w las...
Zaczęło się wielce obiecująco - od prowadzenie 4:0 i sprawozdawca Polsatu piał z zachwytu, ale dość szybko zmarkotniał. Włoszki szybko zniwelowały straty, objęły prowadzenie 10:9 i już go nie oddały do końca pierwszej odsłony. Owszem, do połowy była walka, ale od stanu 17:15 dla Italii ta przewaga się powiększała. Niewiele pomogła podwójna zmiana, bo rywalki z uśmiechem radziły sobie w każdej sytuacji. Przegrana różnicą 7 punktów nie była wcale najwyższa. W kolejnych partiach gra zupełnie się rozleciała i w rezultacie nie było żadnego punktu zaczepienia.
Dwa kolejne sety były zupełnie bez historii. Trener Lavarini brał przerwy, zmieniał zawodniczki i był bezradny wobec niemocy jaka dotknęła jego podopieczne. Włoszki rozegrały bardzo dobre spotkanie, ale nasz zespół ułatwił im zadanie.
Bez kalkulacji
Publiczność, która pojawiła się na drugim półfinale, zaliczyła siatkarską ucztę, bo zespoły Brazylii i Japonii przez 122 minuty dostarczyły niesłychanych emocji. Wszystko rozstrzygnęło się się w tie-breaku, w którym Canarinhos osiągnęły przewagę nad mocno zmęczonymi Azjatkami. Od pierwszej piłki niemal do ostatniej trwał twardy bój, zaś oba zespoły popisywały się efektownymi paradami w obronie, jak i mocnymi zbiciami w ataku. Japonki nieznacznie okazały się lepsze w 1. secie, ale rywalki mocno się zmobilizowały i dość pewnie sięgnęły po wygraną w kolejnych dwóch. Wydawało się, że opór Azjatek został złamany, a tymczasem znów wskoczyły na wyższy poziom i doprowadziły do remisu, jednak w decydującym secie Brazylijki objęły prowadzenie 5:1 i to był kluczowy moment. Japonki starały się za wszelką cenę odrobię straty, ale rywalki trzymały fason i nie dały się zaskoczyć.
Wysokie płoty
Biało-czerwone w półfinale z Włochami rozegrały najgorszy mecz na przestrzeni ostatnich dwóch lat. I byliśmy przekonani, że spotkanie z Japonią o brązowy medal będzie miało zupełnie inny przebieg. Trener Lavarini powrócił do wyjściowego składu i zobaczyliśmy mocno odmienne zawodniczki - skoncentrowane i wojowniczo nastawione. Przygotowanie mentalne w tym spotkaniu odegrało wiodąca rolę, acz elementy czysto siatkarskie również miały znaczenie. Japonki są najniższym zespołem ze światowej elity i Biało-czerwone postawiły im wysokie płoty, czyli niezwykle szczelny blok. W tym elemencie wygraliśmy z Azjatkami aż 15-2 i zostały zupełnie zneutralizowane. Ponadto popełniliśmy o sześć błędów mniej (24-30), co też miało niebagatelne znacznie.
Japonki znakomicie broniły, ale już nie były tak skuteczne w ataku. Nasze panie nie tylko blokowały, ale również starały się podbijać każdą piłkę. Oczywiście, że nie wszystkie próby były udane, ale rywalki były trochę zaskoczone postawą naszych zawodniczek. Grały one niezwykle agresywnie i w 1. secie szybko wyszły na 7:2 i systematycznie punktowały. Wygrana ani przez moment nie podlegała dyskusji, jednak w kolejnej odsłonie Azjatki miały inicjatywę i prowadziły kilkoma punktami. W końcu po blokach Korneluk i Stysiak było remis 20:20. Końcowe fragmenty były zacięte i porażki podczas gry na przewagi można było uniknąć. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. W 3. secie podopieczne Lavariniego znów wróciły do solidnego punktowania i przewaga była wyraźna. Japonki znalazły się pod ścianą i musiały podjąć ryzyko. I po raz kolejny rozgorzała twarda walka. Jednak nasze siatkarki wykazały się większym opanowaniem i wygrały. Radości na parkiecie oraz na trybunach było co niemiara. Trudno się dziwić, wszak polskie siatkarki pod kierunkiem Lavarinego potrafią odnosić zwycięstwa w prestiżowych turniejach.
Finał już nie stał na wysokim poziomie, bo zarówno Włoszki, jak i Brazylijki odczuwały trudy turnieju. Siatkarki Italii były zespołem lepszym, posiadającym zdecydowanie więcej atutów. O wielkim pechu może mówić włoska przyjmująca Alice Degrasi, która w 2. secie doznała kontuzji i udała się do szpitala. Jednak bez tej podstawowej zawodniczki Włoszki również sobie poradziły.
Półfinały
◼ Włochy – Polska 3:0 (25:18, 25:16, 25:14)
WŁOCHY: Orro (2), Degradi (13), Fahr (9), Egonu (17), Sylla (10), Danesi (8), De Gennaro (libero) oraz Antropowa (6), Cambi, Giovannini. Trener Julio VELASCO.
POLSKA: Wenerska, Łukasik (3), Korneluk (11), Stysiak (5), Czyrniańska (6), Gryka (1), Szczygłowska (libero) oraz Grabka, Smarzek (9), Jurczyk (1), Damaske (1), Piasecka. Trener Stefano LAVARINI.
Sędziowały: Karina Noemi Rene (Argentyna) i Stanislava Simic (Serbia). Widzów 11090.
Przebieg meczu
I: 10:9, 15:12, 20:16, 25:18.
II: 10:4, 15:8, 20:14, 25:16.
III: 10:8, 15:10, 20:12, 25:14.
Bohaterka – Paola EGONU.
◼ Brazylia – Japonia 3:2 (23:25, 25:21, 25:18, 19:25, 15:8)
BRAZYLIA: Roberta, Gabi (25), Diana (12), Rosamaria (9), Bergman (24), Julia (13), Marcelle (libero) oraz Macris (2), Tainara. Trener Jose ROBERTO.
JAPONIA: Seki (3), Yoshino (14), Shimamura (10), Ishikawa (19), Wada (20), Airi (5), Kojima (libero) oraz Fukudome (libero), Kitomado, Araki (2), Yamada (1), Shioda, Iwasawa. Trener Ferhat AKBAS.
Sędziowali: Juraj Mokry (Słowacja) i Ismail Ibrahim Alblooshi (Zjednoczone Emiraty Arabskie). Widzów 5196.
Przebieg meczu
I: 6:10, 8:15, 20:19, 23:25.
II: 10:8, 15:11, 20:14, 25:21.
III: 10:8, 15:13, 20:16, 25:18.
IV: 8:10, 12:15, 18:20, 19:25.
V: 5:1, 10:5, 15:8.
Bohaterka – GABI BRAGA.
O 3. miejsce
◼ Polska – Japonia 3:1 (25:15, 24:26, 25:16, 25:23)
POLSKA: Wenerska (1), Łukasik (11), Korneluk (16), Stysiak (18). Czyrniańska (12), Jurczyk (9), Szczygłowska (libero) oraz Grabka, Smarzek (2), Łysiak. Trener Stefano LAVARINI.
JAPONIA: Seki (2), Yoshino (8), Shimamura (15), Wada (8), Ishikawa (12), Airi (5), Kojima (libero) oraz Fukumode (libero) oraz Tsukasa, Akimoto (6), Kitamado, Yamada. Trener Ferhat AKBAS.
Sędziowali: Ismail Ibrahim Alblooshi (Zjednoczone Emiraty Arabskie) i Marie-Catherine Boulanger (Belgia). Widzów 10261.
Przebieg meczu
I: 10:5, 15:8, 20:13, 25:15.
II: 7:10, 11:15, 18:20, 24:26.
III: 10:8, 15:12, 20:14, 25:16.
IV: 10:9, 14:15, 20:19, 25:23.
Bohaterka – Magdalena STYSIAK.
Finał
◼ Włochy – Brazylia 3:1 (22:25, 25:18, 25:22, 25:22)
WŁOCHY: Orro (3), Degradi (1), Fahr (10), Egonu (12), Sylla (16), Danesi (7), De Gennaro (libero) oraz Giovannini, Cambi (1), Antropowa (18), Nervini (7). Trener Julio VELASCO.
BRAZYLIA: Macris, Gabi (15), Diana (9), Rosamaria (5), Bergman (11), Julia (12), Marcelle (libero) oraz Roberta (1), Helena (2), Kisy (4). Trener Jose ROBERTO.
Sędziowali: Stanislava Simic (Serbia) i Juraj Mokry (Słowacja). Widzów 5600.
Przebieg meczu
I: 8:10, 15:13, 20:16, 22:25.
II: 10:5, 15:10, 20:12, 25:18.
III: 9:10, 15:11, 20:18, 25:22.
IV: 9:10, 15:13, 20:6 25:22.
Bohaterka – Jekaterina ANTROPOWA.
(sow)
29 MECZÓW z rzędu wygrały siatkarki Włoch!