Zdecydowany lider
Piotr Pawlicki znów był najjaśniejszą postacią Włókniarza Częstochowa.
Świetna postawa Piotra Pawlickiego nie uchroniła częstochowian przed porażką. Fot. Grzegorz Misiak / Press Focus
ŻUŻEL
Lwy do starcia w Zielonej Górze podeszły z motywacją, żeby zdobyć kolejne punkty. Ekipa Mariusza Staszewskiego stawiała opór Falubazowi zwłaszcza przez pierwsze dwie serie. Po siedmiu wyścigach częstochowianie tracili do gospodarzy jedynie cztery „oczka” i nic nie zapowiadało łatwej wygranej zielonogórzan w końcówce. Tymczasem triumf w spotkaniu miejscowi zapewnili sobie przed ostatnią gonitwą. – Chcieliśmy powalczyć o punkty i postarać się wygrać, ale niestety to się nie udało. Mamy świadomość, jaką drużyną jest Falubaz. Może zielonogórzanie nie mieli udanego początku sezonu, ale patrząc na skład, można wywnioskować, że jest to zespół na medal, a na pewno na pierwszą czwórkę. Zdawaliśmy sobie sprawę, że może być to ciężki mecz. Nie poszło po naszej myśli. Trzeba zapomnieć o tym spotkaniu i skupić się na kolejnym – mówił przedstawiciel gości, Piotr Pawlicki.
Chciał pomóc
W sumie młodszy z braci Pawlickich wywalczył 14 „oczek” w sześciu startach, ponownie będąc najlepszym zawodnikiem zespołu. Bardzo dobrze spisywał się przede wszystkim w dwóch pierwszych wyścigach, w których przywiózł dwie „trójki”. W późniejszych również gromadził kolejne punkty, lecz nie zdołał odnieść już indywidualnego zwycięstwa. Bliski tego lider Włókniarza był choćby w 14. biegu, gdy razem z Madsem Hansenem po momencie startowym wyszli na podwójne prowadzenie. Nie odpuszczał jednak Jarosław Hampel, który już na pierwszym łuku wyprzedził Duńczyka. Potem doświadczonemu Polakowi udało się ograć także „Pitera”.
Pawlicki potem mówił, że popełnił błąd, który spowodowany był… chęcią pomocy koledze z pary. – Szczególnie szkoda wyścigu 14., w którym Jarek odebrał mi pierwszą pozycję. Straciłem ją tak naprawdę z racji chęci pomocy Madsowi. Chciałem pomóc, bo wiedziałem, że tylko wygrana 5:1 mogła nas zbliżyć do wywiezienia z Zielonej Góry punktu meczowego. Oglądałem się za siebie, przez co zwolniłem i zawodnik Falubazu po prostu to wykorzystał. W każdym wyścigu, w którym startowałem, za rywali miałem dobrych zawodników, którzy nie wybaczali błędów – stwierdził zawodnik Włókniarza.
Teraz Rybnik
W najbliższą niedzielę Włókniarza będzie czekać batalia w Rybniku. ROW wydaje się w zasięgu Biało-zielonych, lecz beniaminek ekstraligi niejednokrotnie udowadniał swój charakter na swoim i obcym terenie. Rekiny również potrzebują punktów, bo na razie są na ostatnim miejscu. Będzie to potyczka ekip, które przed startem zmagań były typowane do walki o utrzymanie w elicie. – Każdy mecz w ekstralidze jest stosunkowo ciężki i na taki szykujemy się także w Rybniku – oznajmił Pawlicki
Myśli o IMP
19 czerwca Piotr Pawlicki rozpoczął zmagania w cyklu indywidualnych mistrzostw Polski. Niespełna 31-letni żużlowiec zaprezentował się z całkiem niezłej strony. Startował w wyścigu barażowym, który dawał ostatnią szansę uczestniczenia w wielkim finale. Odpadł z dalszej rywalizacji, dojeżdżając za Kacprem Woryną i Wiktorem Przyjemskim. Ostatecznie zawodnik częstochowskiego zespołu zajął szóstą lokatę w zawodach. – Na moim wyniku w dużej mierze zaważył już błąd, który popełniłem w ostatnim biegu fazy zasadniczej. Gdybym zdobył w nim trzy punkty, awansowałbym bezpośrednio do finałowego wyścigu. Tak naprawdę ten błąd zdarzył mi się wtedy po raz drugi. Wcześniej przytrafił mi się on w gonitwie 12., gdzie również „przejechałem” po przesiąkniętej wodą części toruńskiej nawierzchni. Wnioski zostały wyciągnięte i już nie ma co wracać do tamtego turnieju. W każdym razie, nic w moich planach się nie zmieniło i dalej zamierzam bić się o medal IMP.
Norbert Giżyński