Sport

Zaskakujący debiutant

Porażka z Włochami skomplikowała sytuację Polaków, ale wciąż pozostają w gronie faworytów do awansu do turnieju finałowego. Rywale mocno jednak naciskają.

Dla Ukraińców nie ma rzeczy niemożliwych. Fot. volleyballworld.com

LIGA NARODÓW MĘŻCZYZN

Rozgrywki są na półmetku. Walka o miejsce w turnieju finałowym - wystąpi w nim 7 najlepszych drużyn plus gospodarz Chiny - jest bardzo wyrównana. Z faworytów rozgrywek nie zawodzą Brazylia, Włochy oraz Polska. Przegrały tylko po jednym meczu i są bardzo blisko zapewnienia sobie miejsca w czołowej ósemce. O pozostałe trwa zażarta walka. Zaskakujących rezultatów nie brakuje. Nadspodziewanie dobrze radzą sobie debiutanci w Lidze Narodów, Ukraińcy, i to mimo że grają bez największego gwiazdora Ołeha Płotnickiego (zrezygnował z gry w reprezentacji). Prowadzący ich Raul Lozano, ceniony w naszym kraju za doprowadzenie Polaków do wicemistrzostwa świata w 2006 roku, wykonuje świetną robotę. Pod jego wodzą błyszczą Wasyl Tupczij, Ilia Kowalow i Dmytro Janczuk, czołowi punktujący rozgrywek, a Jurij Semeniuk jest na wysokim, 4. miejscu w rankingu blokujących. Z siedmiu meczów Ukraińcy wygrali cztery, pokonując m.in. wyżej klasyfikowane Kubę, czy w ostatnim spotkaniu Japonię. Ta druga wygrana była arcyważna. Pozwoliła im na dobre zadomowić się w górnej połówce tabeli. Patrząc na skład, zaskakuje też postawa Amerykanów. Trener Karch Kiraly nie ma w składzie największych gwiazd - jest tylko libero Erik Schoji, ale i on wypadł ze składu, bo w starciu z Chinami doznał kontuzji - a mimo to jego podopieczni są na najlepszej drodze, by wystąpić w Chinach. W rywalizacji o wyjazd do Nigbo mocno liczą się też Japończycy, Bułgarzy i Słoweńcy.

Poza czołową ósemką są na razie Francuzi. To niespodzianka. Mistrzowie olimpijscy z Tokio (2021) i Paryża (2024) jak na razie grają w kratkę. Nawet w jednym meczu mają wahania formy. Tak było choćby w starciu z Japonią. W dwóch pierwszych setach prezentowali się wybornie, nie dając rywalom większych szans. Jak profesor grał Trevor Clevenot, a środkowy Mousse Gueye „wbijał w parkiet gwoździe”, wzbudzając aplauz na trybunach. W trzeciej partii, nagle mocno spuścili z tonu. Być może uwierzyli, że rywale się już nie podniosą? Japończycy słyną jednak z waleczności. Wciągnęli Francuzów w chaotyczną, szarpaną grę, w której czuli się wybornie. Znaleźli sposób na Clevenota. Skuteczny był Kento Miyayra, zdobył 23 punkty. Gracze z Dalekiego Wschodu nie wypuścili szansy z rąk i odwrócili spotkanie.

Największym rozczarowaniem jest jednak postawa Serbów. Mistrzowie olimpijscy z 2000 roku i mistrzowie Europy z 2019 roku przez lata rozdawali karty w światowej siatkówce. Obecnie są w ogromnym kryzysie. Jak na razie nie pomogła zmiana trenera. Gherghe Cretu nie odmienił ich gry. Choć w drugim turnieju przed własną publicznością (turniej odbywa się w Belgradzie) Serbowie rzucili do walki wszystko, co mają najlepszego, przegrywają mecz za meczem. I to wcale nie z potentatami. Nie dali rady Iranowi i Kubie, a wcześniej Chinom, czyli średniakom. Jedyny mecz wygrali na rozpoczęcie rozgrywek z Turcją (3:1). Zamiast o zaszczytach muszą myśleć o utrzymaniu miejsca w Lidze Narodów.

(mic)

Sześć tygodni przerwy

Znane są wyniki badań kontuzjowanego kolana Rafała Szymury. Diagnoza nie jest zbyt pomyślna, choć przyjmujący reprezentacji Polski zachowuje optymizm. „Jestem już po badaniach i okazało się, że nie jest aż tak źle, 6 tygodni rehabilitacji i wracamy do obitki” - napisał na Instagramie przyjmujący.

Tak długa przerwa oznacza, że w  tym sezonie Szymura w Lidze Narodów już nie wystąpi. Pod znakiem zapytania stoi też jego występ we wrześniowych mistrzostwach świata.

Przypomnijmy, Szymura urazu doznał podczas jednego z ostatnich treningów przed turniejem Ligi Narodów w Chicago. Musiał wrócić do kraju, a w jego miejsce Nikola Grbić, trener Biało-czerwonych wezwał Aleksandra Śliwkę.