Sport

Zakłócenia na falach...

Oby wygrana z Francją potwierdziła, że Biało-czerwoni zmierzają we właściwą stronę.

Jakub Kochanowski w meczu z Francja odzyskał dawny blask. Fot. PAP/Adam Warżawa

REPREZENTACJA POLSKI MĘŻCZYZN

Siatkarze, trenerzy oraz kibice podczas ostatniego turnieju fazy eliminacyjnej Ligi Narodów w Gdańsku zderzyli się z nową sytuacją, nieznaną do tej pory za czasów trenera Nikoli Grbicia. Dwie porażki, z Kubą 1:3 oraz Bułgarią 2:3, oraz zwycięstwa z Iranem i Francją po 3:2 - to bilans Biało-czerwonych w trójmiejskiej Ergo Arenie. Nikt zapewne nie przypuszczał, że reprezentacja zanotuje takie wyniki i w rezultacie tak obsunie się w tabeli. A w konsekwencji w ćwierćfinale w finałowego turnieju w chińskim Ningbo zmierzy się z wymagającym rywalem - Japonią. Pozostałe pary tworzą: Brazylia - Chiny, Włochy - Kuba, Francja - Słowenia

Słuszne założenie...

Plan trenera Grbicia oraz jego współpracowników był jasny i precyzyjny, a na dodatek sprawdzony od kilku sezonów. W pierwszych dwóch turniejach grał zespół złożony z siatkarzy, którzy wcześniej zakończyli sezon i również wcześniej rozpoczęli przygotowania do międzynarodowych występów. A potem, w miarę upływu czasu, do zespołu miały dołączać gwiazdy, a jednocześnie pupile kibiców. Wszystko szło jako po sznurku w chińskim Xi'an. Odnieśliśmy tam cztery zwycięstwa: z Holandią 3:1, Japonią 3:1, Turcją 3:0 oraz Serbią 3:0. Jednak w kolejnym turnieju, w Chicago, stopień trudności zdecydowanie wzrósł, ale jednocześnie skład drużyny uległ zmianie. Miał być – w założeniach – silniejszy. Odnieśli dwa zwycięstwa, z Kanadą 3:2 i USA 3:0, oraz ponieśli porażki: z Włochami (w najsilniejszym składzie) 2:3 i z Brazylią 1:3. Przy odrobinie szczęścia i zapewne większej koncentracji, tych porażek można byłoby uniknąć. Nikt nie rozdzierał szat i porażki przyjęliśmy z dużym zrozumieniem. Serbski szkoleniowiec nadal eksperymentował, szukając nowych rozwiązań personalnych.

W Gdańsku mieli pojawić wszyscy najlepsi, ale zabrakło kontuzjowanych Bartosza Kurka oraz Norberta Hubera. W składzie awizowano Wilfredo Leona, Aleksandra Śliwkę,Tomasza Fornala, Jakuba Kochanowskiego oraz Jakuba Popiwczaka. Pech dopadł Śliwkę, który na ostatnim treningu przed meczem z Iranem doznał kontuzji i niestety zanosi się na długie leczenie. Jego ewentualny udział we wrześniowych mistrzostwach świata stanął pod dużym znakiem zapytania; w każdym razie jest wątpliwy.

Ogólne zaskoczenie

W Gdańsku, przed własną publicznością, miało być miło i przyjemnie, a wszyscy wręcz zacierali ręce z radości w oczekiwaniu na ostatni mecz z mistrzem olimpijskim, Francją. A tymczasem od początku turnieju szło nam jak po grudzie. Zwycięstwo z Iranem osiągnęliśmy zaledwie po tie-breaku, a potem zaliczyliśmy dwie porażki bolesne porażki. Po przegranej z Kubą siatkarze tłumaczyli, że rywale zagrali swój najlepszy mecz na przestrzeni ostatnich lat. Nasz zespół, naszym zdaniem, przegrał, bo nie był dostatecznie przygotowany pod względem mentalnym do tej potyczki. Roszady w składzie nie przynosiły żadnych efektów. Tłumaczono, że każdy rywal gra z nami maksymalnie ryzykując. Takie stawianie sprawy nas nie przekonuje, bo każdego przeciwnika można zneutralizować i ograniczyć jego atuty.

Ale już przegrana z Bułgarami jest nie do wybaczenia! Jeżeli w takich okolicznościach przegrywa się końcowe fragmenty seta, to tylko świadczy o słabej koncentracji. Mistrzom to nie przystoi! - Na pewno to był trudny czas, którego do tej pory nie doświadczyliśmy - mówił reporterowi PAP, Jakub Kochanowski. - Przegraliśmy z teoretycznie słabszymi rywalami, choć byliśmy faworytami. Owszem, ambicji nam nie brakowało, ale gra nie wyglądała tak, jak byśmy sobie życzyli. W każdym spotkaniu trzeba udowadniać swoją jakość. Na pewno nie musimy się uczyć siatkówki od nowa, lecz powrócić do tego, co prezentowaliśmy. Te porażki zmęczyły nas psychicznie.

Trudno z tą wypowiedzią się nie zgodzić, bo diagnoza była trafna.

To nie był rewanż

Mieliśmy prawo się obawiać o losy drużyny w meczu z Francuzami, choć - wbrew powszechnej opinii – to nie był rewanż za igrzyska olimpijskie. Mocno to podkreślali zarówno jedni, jak i drudzy; zresztą oba zespoły wystąpiły w zmienionych składach. Nie ma sensu się licytować, który dokonał większych roszad. Wygraliśmy 3:2...

- To był trudny mecz, bo rywal był wysokiej klasy, a ponadto mieliśmy prawo odczuwać zarówno zmęczenie fizyczne, jak i psychiczne - dodał Kochanowski. - W takich spotkaniach ważne są detale i one były po naszej stronie. Przede wszystkim wygraliśmy pierwszego seta na przewagi i to mocno nas wzmocniło. Z kolei tie-break udało nam się złamać rywali na przyjęciu i odrzuciliśmy ich od siatki. Z takim renomowanym rywalem graliśmy dobre spotkanie, a i im dłużej, tym lepiej. Teraz jest kwestia, by utrzymać tę dyspozycje w finałowym turnieju. Na pewno nie stoimy na straconej pozycji.

Wiele do zrobienia

Jeszcze przed turniejem, w rozmowie z Marcinem Komendą, zasygnalizowaliśmy, że zanosi się na ciekawą rywalizację między rozgrywającymi. Mistrz Polski z Bogdanką LUK-iem Lublin przekonywał, że wszystko będzie odbywało się na zdrowych zasadach. Obaj mieli okazję w dłuższym wymiarze czasowym. Trener Grbić próbował klubowych duetów rozgrywających. Jan Firlej gra po przekątnej z atakującym Bartłomiejem Bołądziem. Natomiast Komenda tworzy duet z Kewinem Sasakiem. Obaj w meczu z Trójkolorowymi pokazali się z najlepszej strony, a nieco wcześniej serbski szkoleniowiec zakomunikował, że Sasak w finałowym turnieju będzie pierwszym wyborem.

- Bardzo przeżywałem te dwie porażki, czułem się nieswojo, ale byłem przekonany, że się odblokujemy jako zespół - wyjawił Komenda. - Te porażki mnie przekonały, że zawsze trzeba mieć się na baczności. Trener zawsze nam powtarza, że każdy w każdej chwili musi być gotowy do gry. I w Gdańsku o tym się przekonaliśmy. Mamy trochę czasu, by te niedostatki w naszej grze wyeliminować. I jestem przekonany, że tak będzie. Rywali doskonale znamy - Japończycy są niezwykle groźni. Prezentujemy odmienne style, ale jestem przekonany, że potrafimy ich zaskoczyć.

Przypomnijmy, że 12 czerwca nasi siatkarze wygrali z Japonią 3:1, ale wówczas obie drużyny wystąpiły w innych składach. Ale teraz zapewne wystąpią w najsilniejszych.

Włodzimierz Sowiński

TABELA FAZY ELIMINACYJNEJ

1. Brazylia

12

11/1

32

35:11

2. Włochy

12

10/2

28

33:14

3. Francja

12

8/4

24

30:18

4. Japonia

12

8/4

23

27:17

5. POLSKA

12

8/4

23

30:20

6. Słowenia

12

7/5

19

22:22

7. Kuba

12

6/6

20

28:26

--------------------------------------------------

8. Iran

12

6/6

19

25:24

9. Ukraina

12

6/6

18

25:25

10. Bułgaria

12

6/6

17

22:23

11. USA

12

6/6

17

21:24

12. Argentyna

12

6/6

16

24:26

13. Kanada

12

5/7

17

23:24

14. Niemcy

12

5/7

17

25:27

15. Serbia

12

3/9

10

15:29

16. Turcja

12

3/9

10

14:28

-----------------------------------------------------

17. Chiny

12

3/9

9

12:30

-----------------------------------------------------

18. Holandia

12

1/11

5

11:34