Sport

Zachwyt i pryszczyca

LIGOWIEC

Po inauguracji ekstraklasy zachwyca mnie zainteresowanie i tęsknota ludzi za ligową rzeczywistością. Tylko na jednym spotkaniu było mniej niż 10 tysięcy ludzi – a przecież jest środek wakacji. Tłumy walą właściwie na każdy mecz bez względu na okoliczności, łysiny na trybunach, będące kiedyś nieodłącznym elementem polskiej ekstraklasy, to dziś przeżytek. Potężne pochody gromadzą się dziś, formułują, daleko od stadionów, które ściągają do siebie je jak jakaś magiczna czarna, a właściwie jasna, co zapewniają jupitery, dziura. Jeśli tak dalej pójdzie, to najmłodsi kibice zaczną wkrótce na trybunach zadawać rodzicom pytania w stylu: „tatusiu, a dlaczego kiedyś na meczach było mało kibiców?”

Po inauguracji ekstraklasy zachwyca mniej jej nieprzewidywalność. Teoretycznie słabsi nie tyle wygrywają z teoretycznie silniejszymi, ile wręcz ich miażdżą! Radomiak miażdży Pogoń, Jagiellonia rozbita u siebie przez Niecieczę, a Lech przez Cracovię. Na razie wygląda na to, że mamy peleton, że na razie trudno przewidywać jakieś z niego ucieczki, co przecież po pierwszej kolejce oczywiste. Nieprzewidywalność sprawia, że ekstraklasa zdaje się bardziej ciekawa, z czym oczywiście nie zgodzą się zwolennicy ancien regime’u, którzy cenią sobie ustaloną hierarchię, cenią sobie, że magnateria zawsze jest magnaterią, a pospólstwo – pospólstwem, która ma magnaterii przynosić punkty i spadać, wymieniając się z innym przedstawicielem pospólstwa. Na szczęście w piłce to tak nie działa, hierarchia nie jest ustalona raz na zawsze. Radomiak liderem, jak w 1985 roku! Czy ktoś na to stawiał?

Po inauguracji ekstraklasy zachwyca mnie, że tak rozpycha się w moim mózgu. Będę o niej myślał z uśmiechem przez cały tydzień i już grzeję motory na drugą kolejkę. Czyż spotkania Cracovia – Nieciecza, Piast – Górnik albo  Jagiellonia – Widzew nie jawią się Wam jako zapierające dech wydarzenia, w których - z dzisiejszej perspektywy -  trudno cokolwiek przewidzieć, oprócz tego, że powinno być zajmująco, ba – że będzie zajmująco?

Po inauguracji ekstraklasy nie zachwyca mnie natomiast, a przeraża epidemia pryszczycy obejmująca coraz większe pokłady społeczeństwa angażującego się w kibicowanie. Z trwogą myślę o momencie, że wkrótce ktoś bezinteresownie zakochany w ligowym futbolu może być uważany za prostaka i chama. Problem w tym, że rozlewające się prostactwo i chamstwo, przez ludzi, którzy niosą je na sztandarach za takowe uważane nie jest. Nie widzą nic zdrożnego w komentowaniu rzeczywistości grubymi, śmierdzącymi słowami i to w momencie kiedy grube słowo nie wyraża ekscytacji. O co mi chodzi? Dam przykład...

Rok 1985, rozmawiają dwaj kibice wychodzący z meczu:

- Widział pan jak Iksiński zmarnował tę okazję z ostatniej minuty? Nie mogę tego przeżyć!

- To prawda. Dziwię się, że trener na niego stawia. Ten facet jest zbyt nerwowy na boisku!

Rok 2025, rozmawiają dwaj kibice wychodzący z meczu:

- Ja p..., co za ciul ten Iksiński! Jak można tak pier...ć obok bramy takim momencie!

- A weź pan, k…! Oby mu głowa ch... obrosła!

Ciągle mam nadzieję, że ta epidemia schamienia cofnie się z futbolowej rzeczywistości jak odpływ nad kanałem La Manche, że pryszczyca nie obejmie wszystkich, a wręcz przeciwnie. Wtedy świat piłkarski będzie… prawie idealny.

Paweł Czado