Sport

Za mało Polaków

Z DRUGIEJ STRONY - Michał Zichlarz

W jednej z ostatnich naszych rozmów Marek Kostrzewa, czterokrotny mistrz Polski w barwach Górnika w latach 1985-88, podkreślił, że oglądanie meczów zaczyna od analizy składów obu drużyn i tego, ilu w nich jest Polaków. Od jakiegoś czasu robię to samo.

Jeżeli chcemy, żeby nasz futbol szedł do przodu, rozwijał się i żeby nowy selekcjoner kadry Jan Urban, tak gorąco przywitany w ostatniej kolejce w Poznaniu, Łodzi i Zabrzu, miał co oglądać i mógł wybierać zawodników, to trzeba ściskać kciuki za naszych graczy. Niestety, jest ich niewielu, żeby nie napisać coraz mniej…  

Spójrzmy tylko na pierwszą kolejkę ekstraklasy. Na 16 klubów, które się zaprezentowały (Legia przełożyła mecz z Piastem), tylko w pięciu w wyjściowym składzie grało więcej rodzimych graczy niż zagranicznych. Chodzi tu m.in. o kluby trenowane przez śląskich szkoleniowców, Rafała Góraka i Marcina Brosza, który nie schodzi z kursu i wciąż stawia na rodzimych futbolistów. Gdyby nie Borja Galan w jednym wypadku oraz Morgan Fassbender i Gabriel Isik w drugim, to w GieKSie i w beniaminku, Bruk-Becie z Niecieczy, byliby sami Polacy. Tylko przyklasnąć! Swoje wciąż nadal robi także Zagłębie Lubin. W pierwszej kolejce miało ośmiu polskich graczy w wyjściowym zestawieniu, czyli jak w poprzednim sezonie, kiedy z GKS-em Katowice było najbardziej polskim klubem. Z kolei po sześciu graczy w podstawowej jedenastce mogliśmy zobaczyć w Koronie i Motorze. Co łączy te kluby? Choćby to, że prowadzą je polscy szkoleniowcy.

W czwartek przed inauguracją ligi pytałem dyrektora sportowego Górnika, Łukasza Milika, o olbrzymią liczbę zagranicznych piłkarzy sprowadzonych do tego klubu w 2025 roku. Od początku roku w zabrzańskim klubie, wciąż przecież miejskim, a więc opłacanym w dużej mierze z podatków mieszkańców, pojawiła się rekordowa liczba 18 nowych graczy, w tym aż 13 cudzoziemców! Tym ostatnim jest skrzydłowy Roberto Massimo z Greuter Fuerth z 2. Bundesligi zakontraktowany w sobotę. Dyrektor Milik odpowiedział, że jednym z argumentów za takim działaniem jest to, że polscy gracze są… za drodzy. Już kilka lat temu te same słowa słyszałem z ust innego z dyrektorów Górnika, Artura Płatka, który pomaga teraz w Rakowie. Swoją drogą, patrząc na skład częstochowian w rywalizacji z GKS-em w sobotę przy Nowej Bukowej, wielu mogło być zszokowanych. Do pierwszej jedenastki trener Marek Papszun desygnował aż pięciu Polaków! To ewenement, bo przecież w poprzednim sezonie był tylko jeden (Kacper Trelowski), a i wcześniej było podobnie. Czy to trwała zmiana w polityce personalnej pod Jasną Górą? Czas pokaże.

Z drugiej strony w uszach dźwięczą mi inne słowa, a chodzi o belgijskiego trenera holenderskiej drużyny NAC Breda, Carla Hoefkensa, 22-krotnego reprezentanta Belgii. W poprzednim sezonie prowadził dwójkę naszych graczy, Daniela Bielicę i Kacpra Kostorza. Pytany o naszych zawodników, odpowiedział, że dla niego narodowość nie ma znaczenia. To inne podejście, a co Państwo sądzicie na ten temat?.

Czekam na sugestie pod adresem mailowym: michal.zichlarz@dzienniksport.com.pl