Z siłą wodospadu
Biało-czerwoni po raz kolejny wygrali z Japończykami. Mogli w ten sposób pogłębić ich kompleksy...
Blok Biało-czerwonych nie ma sobie równych w świecie! Fot. volleyballworld
LIGA NARODÓW SIATKARZY
Po ostatnim turnieju eliminacyjnym Ligi Narodów w Gdańsku byliśmy nieco zaniepokojeni postawą naszych siatkarzy. Zaliczyli tam dwie porażki i to z zespołami niżej notowanymi. Minęło trochę czasu i w ćwierćfinale turnieju finałowego w chińskim Ningbo polscy siatkarze w meczu z Japonią zademonstrowali pełną gamę swoich umiejętności, pewnie wygrywając 3:0. We wcześniejszym spotkaniu zanotowaliśmy niespodziankę, bowiem waleczni Słoweńcy okazali się lepsi od mistrzów olimpijskich, Francji, zwyciężając 3:1. Tak więc w jutrzejszych półfinałach Włosi zagrają ze Słowenia, zaś Biało-czerwoni spotkają się z Brazylią. Będzie okazja do rewanżu za porażkę w Chicago 1:3.
Po liftingu
Podczas turnieju w Gdańsku wszyscy nasi zawodnicy palili się do gry, ale nie tworzyli zespołu, który mógłby „złamać” rywala w kluczowych momentach. Stąd też zaliczyliśmy bolesne porażki z Kubą i – zwłaszcza - z Bułgarią 2:3. Kadrowicze po krótkiej przerwie znów pojawili się w Spale, gdzie - jak teraz się przekonaliśmy - solidnie pracowali nad wszystkimi elementami. Z Japończykami zobaczyliśmy w akcji siatkarzy tryskających energią, potrafiących bawić się każdą akcją; obojętne, czy ofensywną, czy też defensywną. To znak, że wszyscy dobrze się czują fizycznie i są przygotowani do trudów turnieju. Akurat konfrontacje z Japończykami nigdy nie należały do łatwych, bo solidnie pracują w obronie, potrafią skontrować i walczyć do samego końca. Na szczęście nasza reprezentacja zaprezentowała się tak, że bardzo wiele możemy sobie obiecywać po kolejnych występach. Oczywiście pamiętając, że każde spotkanie to osobna historia i że po drugiej stronie jest przeciwnik, który też chciałby zwyciężyć.
Sasak tu i tam
Wiedzieliśmy, że trener Nikola Grbić w Ningbo nie będzie eksperymentował, bo to nie jest już ten czas. Jeszcze w Gdańsku zakomunikował, że jego pierwszym wyborem w ataku będzie Kewin Sasak. Pokazał się z dobrej strony, w żadnym elemencie nie zawodził. Atakował z siłą wodospadu (ponad 60% skuteczność) i przez długi był wręcz nieuchwytny dla rywali. Z podobną mocą serwował i właśnie tym elementem w końcowych fragmentach 1. seta rozbił rywali. Zaliczył trzy asy, a ponadto wspierał kolegów w bloku. Dwa razy okazale zaprezentował się w defensywie, broniąc piłki niczym rasowy libero. Atakujący z Lublina miał mocne wsparcie w swoim koledze klubowym, rozgrywającym Marcinie Komendzie. Ten drugi umiejętnie i z rozwagą kierował grą zespołu, bo był pewnych swoich partnerów z boiska. Wówczas gra się znacznie łatwiej.
Podstawowy skład nie był zaskoczeniem, acz w czasie meczu serbski szkoleniowiec dokonywał zmian. W 1. secie przy remisie 19:19 Wilfredo Leona zastąpił Kamil Semeniuk. Natomiast Bartosz Bednorz oraz Artur Szalpuk wystąpili tylko w epizodach. Ten pierwszy w przyjęciu, a drugi w polu serwisowym.
Szczelne zasieki
Skuteczny blok to wielki atut naszej reprezentacji – to wiemy doskonale od kilku sezonów. Znalazło to potwierdzenie w meczu z Japonią, bowiem w całym meczu zaliczyliśmy aż 14 bloków, przy 3 rywali. Nasi siatkarze szybko i z wyczuciem reagowali przy siatce, a po ich udanych akcjach rywale tracili ochotę do gry. Kilka miesięcy temu mało kto słyszał o 20-latku Jakubie Nowak z I-ligowej Lechii Tomaszów Maz. A teraz, obok Jakuba Kochanowskiego, jest pierwszym wyborem wśród środkowych. Reprezentant kraju dopiero jesienią zadebiutuje w częstochowskim zespole w PlusLidze!
Dwa pierwsze sety do łatwych nie należały, ale podopieczni Grbicia wykazali się niezwykłą odpornością psychiczną; to zresztą cecha najlepszych. W 1. secie przez długi czas Azjaci prowadzili dwoma, trzema punktami, a pierwszy remis pojawił siędopiero przy stanie 17:17. W końcowych fragmentach oglądaliśmy popisy Sasaka, który najpierw „zafundował” rywalom asa, a potem przy jego serwisie zdobyliśmy dwa kolejne punkty. Owszem, rywale nieco odrobili straty, ale odsłona została zapisana po naszej stronie. Kolejny set miał podobny przebieg, tyle że tym razem prowadzenie się zmieniało. Emocjonująca była końcówka. Po ataku Fornala prowadziliśmy 23:21, ale Japończycy doprowadzili do remisu 24:24. Potem z kolei nasz udany atak oraz niezawodny blok sprawiły, że objęliśmy prowadzenie 2:0. I w tym momencie samurajska waleczność siatkarzy z Azji została złamana. W trzeciej partii Biało-czerwoni, grający z dużą swobodą, wyraźnie dominowali, zaś rywale miotali się na boisku jak ryby w sieci.
To był pokaz siły w wykonaniu naszych siatkarzy, więc po meczu była radość oraz uśmiechy. A trener Grbić? Bił brawo, a gdy zebrał zawodników w tradycyjnym kółku, obyło się bez przemowy. To chyba sygnał, że było blisko perfekcji!
Zdumieni mistrzowie
W pierwszym spotkaniu dnia zanotowaliśmy sporą niespodziankę, bowiem mocno odmieniona i niżej notowana Słowenia pokonała podwójnego mistrza olimpijskiego Francję 3:1. Uroš Planinšič, 27-letni rozgrywający, świetnie kierował grą swoich kolegów, a ci byli niezwykle skuteczni. Tonček Štern, jego brat Žiga oraz Rok Možič raz po raz zaskakiwali bardziej doświadczonych rywali niekonwencjonalnymi atakami. Po wygraniu inauguracyjnego seta mieli chwilę słabości i Trójkolorowi osiągnęli wysoką przewagę i pewnie wygrali. Wydawało się, że wszystko wróciło na utartą ścieżkę. A tymczasem zespół prowadzony przez Włocha Fabio Soliego pokazał lwi pazur. Grał niezwykle solidnie, zaś rywale, im dłużej przebywali na boisku, tym bardziej byli sfrustrowani. Trener Andrea Giani dokonywał różnych roszad, ale nie przynosiły one żadnego efektu. Tak oto Słoweńcy utarli nos Francuzom. Zamiast odpoczywać i przygotowywać się do półfinału z Włochami, musieli się pakować i udać się w podróż powrotną.
Ćwierćfinały
◼ Japonia – Polska 0:3 (23:25, 24:26, 12:25)
JAPONIA: Eiro (3), Takahashi (4), Onodera (2), Miyaura (17), Ishikawa (11), Shunichiro, Ogawa (libero) oraz Sato (1), Nishimoto (4), Tomita (1), Oya, Kai, Nishiyama, Yamamato (libero), Larry. Trener Laurent TILLIE.
POLSKA: Komenda (4), Leon (3), Kochanowski (7), Sasak (15), Fornal (11), Nowak (4), Popiwczak (libero) oraz Semeniuk (6), Bednorz, Szalpuk, Firlej, Bołądź (2). Trener Nikola GRBIĆ.
Sędziowali: Iwajło Iwanow (Bułgaria) i Jae-Hyo Choi (Korea Płd.) Widzów 6200.
Przebieg meczu
I: 10:9, 15:12, 20:19, 23:25.
II: 7:10, 12:15, 20:19, 24:26.
III: 7:10, 9:15, 10:20, 12:25.
Bohater – Kewin SASAK.
FRANCJA: Brizrad (2), Clevenot (13), Le Goff (7), Faure (19), Louati (15), Heutz (8), Grebennikow (libero) oraz Henno (3), Carle, Toniutti, Gueye. Trener Andrea GIANI.
SŁOWENIA: Planinšič (4), Ž. Štern (7), Kozamernik (6), T. Štern (16), Možič (8), Štalekar (6), Kovačič (libero) oraz Kržič, Bračko (1), Mujanovič (2), Najdič. Trener Fabio SOLI.
Sędziowali: Sinisa Ovuka (Bośnia i Hercegowin) i Lassi Denny Francisco Cespedes (Dominikana). Widzów 3000.
Przebieg meczu
I: 9:10, 12:15, 16:20, 22:25.
II: 10:5, 15:8, 20:10, 25:15.
III: 9:10, 11:15, 15:20, 19:25.
IV: 8:10,10:15, 13:20, 18:25.
Bohater – Tonček ŠTERN.
Dzisiaj dzień przerwy, zaś w sobotę spotkania półfinałowe.
(sow)
