Sport

Z Kubickim jest inaczej

Rozmowa z Michalem Gasparikiem, trenerem Górnika Zabrze

Choć Górnik się starał, to z Lechem nie dał rady. Antoni Kozubal powstrzymuje Sondre Lisetha (z lewej). Fot. Pressfocus.pl

Jak ocenić przegrany 0:1 mecz z Lechem?

- Wiedzieliśmy, że to będzie trudne spotkanie, że będzie 50 na 50 i to się potwierdziło. Ostatnia kolejka to wiele bramek zdobywanych po stałych fragmentach gry i tak też było w naszym meczu. Szkoda, że w taki sposób straciliśmy gola. Próbowaliśmy coś zrobić, zaatakować, ale z przodu czegoś brakowało. Brakowało spokoju w ostatniej tercji, lepszego dośrodkowania, trochę szczęścia przy naszych stałych fragmentach, których nie brakowało. A jak się nie strzela, to... się nie wygrywa.

Czy ma pan pretensje o straconą bramkę do Michala Saczka, który nie upilnował Mikaela Ishaka?

- Zdecydowały w tym pojedynku centymetry. Michal był blisko, wyskoczył. Pretensje będą do tego, co wydarzyło się wcześniej. W sobotę rano jeszcze raz ćwiczyliśmy rzuty rożne. Wiemy, że poznaniacy grają na krótki słupek, a mimo to w taki sposób straciliśmy gola. Mieli trochę szczęścia, że piłka zleciała akurat tam, gdzie stał ich napastnik, ale co zrobić? To część piłki nożnej.

Co się stało, że w kadrze meczowej nie było Jarosława Kubickiego? Kiedy się trener dowiedział, że nie może skorzystać z usług swojego podstawowego pomocnika i... czy z nim w składzie byłoby inaczej?

- Gra w naszym wykonaniu zawsze jest inna, kiedy Kubicki jest na boisku. Zawsze! W piątek „Jaro” jeszcze normalnie z nami trenował. Po zajęciach przyszedł do mnie fizjoterapeuta z informacją, że "Jaro" ma kłopot z plecami. W sobotę rano, na godziny przed meczem, zdecydowaliśmy, że w związku z tą sytuacją nie zagra. Dlatego decyzja o tym, że zastąpi go w środku Michał Rakoczy.

Zagrał w pierwszej połowie. Jak ocenia pan jego występ?

- „Raki” miał trudną sytuację. Od środy trenowaliśmy wyjściową jedenastką, w systemie z Kubickim, pod niego wszystko było ułożone. Przed meczem doszło do zmiany, wskoczył do gry Michał. W środku boisko nie było to idealne, ale tak to wygląda, kiedy nie ma Kubickiego. W przerwie była zmiana, ale nie dlatego, że Michał Rakoczy grał źle. Zdecydowaliśmy, żeby zagrać bardziej ofensywnie, na dwóch napastników i w drugiej części wyglądało to lepiej. Wcześniej to była taka gra od jednej do drugiej strony. W drugiej połowie były już jakieś sytuacje.

W końcówce meczu boisko opuścił Kamil Lukoszek. Co się stało?

- Nabawił się kontuzji, trzymał się za bark. Zobaczymy, co pokażą badania.

Zadebiutował też inny z nowych graczy - Mathias Sauer. Jest gotowy, żeby grać w dłuższym wymiarze czasowym?

- Jest z nami krótko. Nie jest jeszcze do końca wdrożony w system, w którym gramy. Nie wiem nawet do końca, czy zna wszystkich piłkarzy. W meczu z Lechem brakowało nam takiego lewonożnego skrzydłowego. Maksym Chłań na lewej stronie może by sobie poradził, ale wszedł Lukoszek, bo chcieliśmy grać bardziej bezpośredni futbol, co przy grze na dwóch napastników mogło przynieść efekt. Poprawił tę grę na lewej stronie.

Brakuje trochę jakości na ławce rezerwowych?

- Nie jest łatwo nowym piłkarzom od razu do wszystkiego wejść. Dyrektor sportowy i zarząd robią wszystko, żeby pomóc, ale potrzebujemy trochę więcej czasu. Na pewno wszystko inaczej wygląda, kiedy mamy wszystkich piłkarzy zdrowych, szczególnie chodzi mi o środek pola (oprócz Kubickiego problemy ze zdrowiem ma też Lukas Ambros – przyp. red.). I jak mówię, zabrakło takiego lewonożnego piłkarza, jakim w pierwszej części sezonu był Ousmane Sow. Z Piastem nasi skrzydłowi dali radę, z Lechem, który był u nas cofnięty, już nie. W takim graniu potrzeba innej typologii zawodników. Ułożymy wszystko jednak pracą na treningach.

Od września nie udaje się wam zachować czystego konta. Dlaczego?

- Na wiele przeciwnikowi przed swoją bramką nie pozwalamy, ale jednak tracimy gole, a najczęściej jest to trafienie na 0:1. Potem ciężko z tego wyjść. Z Piastem się udało, z Lechem już nie, bo przeciwnik nam na to nie pozwolił. Nie wiem, czym to jest spowodowane, że zawsze zrobimy jeden błąd, a przeciwnik go wykorzysta. Z Lechem był to stały fragment gry, jedna odbita piłka.

Co można powiedzieć o Lechu?

- Dobrze bronił, pokazał dobrą organizację, powalczył i dlatego wygrał. To, że przegraliśmy z nim drugi raz w tym sezonie nie oznacza, że nie potrafimy z nim grać. Mecz był podobny do tych poprzednich. Chłopcy zrobili, co mogli, ale też wiemy, jaką jakość ma Lech. Potrafi się utrzymać przy piłce, ciężko mu ją odebrać, a gdy jest skupiony i skoncentrowany w tyłach, to trudno o stworzenie dobrej sytuacji.

Zagracie z zespołem z Poznania jeszcze raz, na początku marca w ćwierćfinale Pucharu Polski. Będzie lepiej niż w ligowych grach?

- Znowu będzie pół na pół. Trzeba się będzie lepiej przygotować. Szkoda tego sobotniego meczu, bo Lech nie był wiele lepszym zespołem od nas. Mieliśmy nad nim siedem punktów przewagi, a teraz ona stopniała. Obecnie szykujemy się na mecz z Termalicą, no i na spotkanie u nas z Pogonią. Po kolejnych dwóch, trzech kolejkach będzie już wiadomo, kto w którym miejscu w lidzebędzie. To też dotyczy nas.

Rozmawiał i notował Michał Zichlarz