Z granitu
Jeżeli ktoś liczył na cud w niedzielę w Irlandii Północnej, to jego nadzieje okazały się płonne. Scottie Scheffler w przygniatająco dominującym stylu zwyciężył w The Open Championship.
Pierwszy Amerykanin, który triumfował w The Open w Irlandii Północnej. Fot. Facebook The Open
Można było się łudzić i snuć alternatywne scenariusze. Światowy numer jeden co prawda prowadził przed rundą finałową czterema uderzeniami przed najbliższym rywalem, ale przecież wiele mogło się jeszcze wydarzyć. Teoretycznie. Nieco studzący te nadzieje mógł być fakt, że dwukrotny mistrz Masters i triumfator PGA Championship zwyciężał ostatnie 10 razy, prowadząc po 54 dołkach. Jakby to nie wystarczało jako demotywator, jego dotychczasowa największa 54-dołkowa przewaga w turniejach wielkoszlemowych wynosiła trzy uderzenia, podczas PGA Championship w Quail Hollow i trzy lata temu w Masters.
1197
W kwietniu pasjonowaliśmy się skompletowaniem przez Rory’ego McIlroya pełnego Wielkiego Szlema. Wygrywając w niesłychanych okolicznościach w Auguście, pokonując w dogrywce kolegę z drużyny Ryder Cup - Justina Rose’a, Rory został dopiero szóstym zawodnikiem w historii golfa, który może z dumą powiedzieć o sobie – „Grand Slam Champion”. Trochę mu to zajęło. Czekał na to ponad 10 lat, od poprzedniego triumfu wielkoszlemowego – PGA Championship, wywalczonego w sierpniu 2014 roku i ponad 13 lat od pierwszego Majora - US Open, zdobytego w czerwcu 2011 roku. Teraz okazuje się, że wkrótce do tego grona może dołączyć siódmy śmiałek – Scottie Scheffler. 29-letni Teksańczyk od kwietnia 2022 roku wygrywał dwukrotnie w Masters, raz w PGA Championship i teraz w The Open. Okazało się również, że do zwycięstwa w Royal Portrush Golf Club minęło 1197 dni od pierwszego wielkoszlemowego triumfu Schefflera, od 10 kwietnia 2022 roku. Co wydaje się wręcz nieprawdopodobne, dokładnie 1197 dni czekał Tiger Woods pomiędzy swoim pierwszym a czwartym Majorem! Tyle dzieliło kwiecień 1997 roku i historyczny triumf dwunastoma uderzeniami w Masters, od The Open w St. Andrews w 2000 roku, gdzie wygrywał ośmioma strzałami. Kiedy Woods wygrał The Open w St. Andrews, skompletował Wielkiego Szlema. Scheffler wciąż potrzebuje US Open, aby dołączyć do tej elitarnej grupy. To, co ich dość wyraźnie różni, to wiek. Tiger miał 24 lata, triumfując w 2000 roku. Scheffler liczy sobie pięć lat więcej, a 30 lat skończy w niedzielę US Open, w czerwcu przyszłego roku. Scottie jest dopiero piątym graczem, który w ciągu ostatniego półwiecza zainkasował cztery turnieje wielkoszlemowe przed ukończeniem trzydziestki, dołączając do Woodsa, Seve Ballesterosa, McIlroya i Brooksa Koepki. Jest w niezwykle elitarnej grupie, ale być może dopiero się rozkręca.
Niedościgniony
Nie zaczął turnieju w Irlandii Północnej jakoś nadzwyczajnie. W czwartek po solidnej rundzie 68, był jedno uderzenie za liderami. Tuż przed nim panoszyła się mocno międzynarodowa grupa liderów: Południowoafrykańczyk Christiaan Bezuidenhout, Duńczyk Jacob Skov Olesen, Chińczyk Haotong Li, Anglik Matt Fitzpatrick i Amerykanin Harris English. Wystrzałowa piątkowa runda 64 pokazała, że żarty chyba się skończyły. W dodatku zabrakło dosłownie centymetrów do wyrównania rekordu The Open na polu Dunluce Links, ustanowionego przez zmierzającego sześć lat temu po zwycięstwo w tym turnieju Shane’a Lowry’ego. W sobotę dodał bezbłędną rundę 67, zawierającą eagle’a i dwa birdie, a w niedzielę obyło się bez napięcia, gorących przetasowań i dramatów. Finałową rundę 68 zaczął od trzech birdie na pierwszych pięciu dołkach. Na szóstce i siódemce cudownie wręcz się wybronił, trafiając dwa około 5-metrowe putty. Na ósemce pojawiły się prawdziwe kłopoty, dwa razy wybijał się z bunkra na fairwayu, kończąc wszystko spektakularnym podwójnym bogey’em. I kiedy już wydawało się, że może jednak coś się zdarzy i niedziela nabierze rumieńców, on w swoim stylu natychmiast trafił birdie na kolejnym dołku i dołożył kolejne na dwunastce. Komentujący wydarzenia w Polsacie Sport Andrzej Person, w punkt podsumował jego niemożliwą wręcz odporność psychiczną: „To jest psychika z granitu”. Później już tylko kontrolował sytuację, spacerkiem zaliczając do końca wyłącznie pary. Ostatecznie, niepodzielnie rządzący już trzy lata w światowym golfie dominator, nie oddał zdobytego w piątek prowadzenia ani na moment, przywożąc cztery rundy rozpoczynające się od cyfry 6 i zdobywając najbardziej pożądane trofeum w golfie – słynny Claret Jug. Podobnie jak Xander Schauffele w ubiegłym roku, w tym roku to Scottie został jedynym dwukrotnym zwycięzcą wielkoszlemowym, również triumfując w PGA Championship i The Open. Przed nim 11 miesięcy, które mogą przejść do historii golfa, z wrześniowym Pucharem Rydera na nowojorskim Bethpage Black, w kwietniu z szansą na trzecią Zieloną Marynarkę i w czerwcu z pierwszym podejściem do wyrwania Wielkiego Szlema – podczas US Open w Shinnecock Hills Golf Club. Wszystko przed nim.
Poprzeczka nie do przeskoczenia
Od czasu powstania rankingu światowego w 1986 roku, Scheffler został dopiero drugim numerem jeden na świecie, który wygrał The Open... oczywiście dołączając do Tigera Woodsa. A kiedy statystyka obejmuje tylko „Tygrysa” i jeszcze jedną osobę, to mówi samo za siebie.
„To naprawdę wyjątkowe uczucie” – relacjonował swoje wrażenia. „Dorastałem, wstając wcześnie rano i oglądając ten turniej w telewizji. To niesamowite uczucie stać teraz z trofeum. To był wspaniały tydzień. Gra tutaj była niesamowitą zabawą, a pole było w doskonałym stanie. Mogłem grać z Shane'em Lowrym - wsparcie, jakie otrzymał, było naprawdę wyjątkowe. Mojej rodzinie, żonie i synowi, bardzo dziękuję za bycie dla mnie podporą, nie dałbym rady bez waszego wsparcia. Nie mogę się doczekać powrotu do domu i świętowania”.
Pozostałe dwa miejsca na podium również obsadzili Amerykanie. Drugi był 35-letni Harris English, dla którego był to najlepszy w karierze występ wielkoszlemowy, po dzielonym drugim miejscu w tegorocznym PGA Championship. Na pozycji trzeciej finiszował niespodziewany triumfator Scottish Open sprzed tygodnia - Chris Gotterup, rywalizujący dopiero w drugim turnieju na „linksach”! Na miejsce czwarte spadł Haotong Li, drugi przed rundą finałową, a w niedzielę grający razem z Schefflerem. Na tej samej pozycji co Chińczyk skończyli jeszcze dwaj byli mistrzowie US Open, awansujący aż o 10 oczek w klasyfikacji - Wyndham Clark i spadający z miejsca trzeciego – Matt Fitzpatrick. Bohater północnoirlandzkiej publiczności - Rory McIlroy, jednak nie postraszył ostatniego dnia, kończąc batalię w zjawiskowym Royal Portrush na siódmym miejscu, wraz ze Szkotem Robertem MacIntyre’em i broniącym tytułu Amerykaninem Xanderem Schauffelem.
„Żaden z nas nie dotrzymał kroku Scottiemu w tym tygodniu” – składał hołd rywalowi z Ryder Cup - McIlroy. „To niesamowity zawodnik. Dominował w tym tygodniu. Szczerze mówiąc, dominował przez ostatnie kilka lat. Jest poprzeczką, do której wszyscy dążymy. W kontekście historycznym można by argumentować, że tylko dwóch lub trzech zawodników w historii tego sportu miało taką passę, a Scottie był na tej pozycji przez ostatnie 24 do 36 miesięcy. To niezwykle imponujące. Był absolutnie niesamowity przez ostatnie dwa, trzy lata. Jedyne, co można zrobić, to unieść czapkę i patrzeć z podziwem”.
Kasia Nieciak
Scottie Scheffler i Claret Jug. Fot. Facebook The Open
Największe zwycięstwo z najważniejszymi osobami w jego życiu. Fot. Facebook The Open