Sport

Wziąłby to w ciemno

Choć Włókniarz Częstochowa przegrał w Rybniku, junior Franciszek Karczewski zaprezentował się bardzo dobrze.

Franciszek Karczewski (biały kask) dał częstochowianom sporo punktów. Fot. Grzegorz Misiak/PressFocus

PGE EKSTRALIGA

ROW Rybnik pokonał u siebie w niedzielę Krono-Plast Włókniarza Częstochowa 48:42. Sprawę gospodarzom ułatwiły kontuzje Piotra Pawlickiego i Mada Hansena. Obaj w wyścigu 9., po kontakcie na pierwszej prostej „Pitera” z Chrisem Holderem, upadli na tor. Zarówno Polak, jak i Duńczyk poważnie ucierpieli. Młodszy z braci Pawlickich został zaniesiony na noszach do karetki i zawieziony do szpitala. Hansen co prawda wstał o własnych siłach i wystąpił w powtórce biegu, ale, jak się okazało, był to jego ostatni wyjazd na tor. Później nie był zdolny do kontynuowania zawodów. Rybniczanie zaczęli niwelować straty i po trzynastej gonitwie doprowadzili do remisu (39:39), a w biegach nominowanych wygrali. – Jesteśmy całym sercem z Piterem i Madsem. Trzymam za nich mocno kciuki. Przegraliśmy de facto wygrane spotkanie. Myślę, że końcowy wynik byłby inny, gdyby Piotr i Mads jechali do końca. Ale taki jest sport – ktoś musi wygrać, a ktoś przegrać – mówił po batalii w Rybniku junior Włókniarza, Franciszek Karczewski.

Polubił Rybnik?

W rywalizacji na stadionie przy ul. Gliwickiej Karczewski uzyskał najlepszy, jak na razie, rezultat indywidualny w sezonie 2025, zdobywając 9 „oczek” i dwa bonusy. To głównie za jego sprawą Lwy dwukrotnie wychodziły na prowadzenie w początkowej fazie spotkania (najpierw po drugim biegu – 7:5, a później po czwartym – 13:11). Przez całe zmagania punktował regularnie, nie przywożąc ani jednego „zera”. Ponadto wystąpił w jednym z wyścigów nominowanych, co już z pewnością było sporym wyróżnieniem. Przyznawał, że nie spodziewał się aż tak udanej dyspozycji w Rybniku. Czy polubił ściganie na tym obiekcie? – Myślę, że nie do końca to tak wygląda. Powiem szczerze – gdyby ktoś przed zawodami powiedział mi, że osiągnę taki wynik, na pewno wziąłbym to w ciemno. Wcześniejsze imprezy czy turnieje na rybnickim torze nie szły po mojej myśli. Było tak na przykład w trakcie jednej z tegorocznych rund drużynowych mistrzostw Polski juniorów, gdy w pewnym momencie jechałem pierwszy i nagle przewróciłem się na drugim łuku. Cieszę się, że w niedzielę przełamałem tę nie najlepszą, a zarazem pechową jazdę w Rybniku – przekazał młodzieżowiec.

Osłabieni we Wrocławiu

W najbliższy czwartek ekipę pod wodzą Mariusza Staszewskiego czeka niezwykle ciężkie spotkanie na terenie wicemistrza kraju, Sparty Wrocław. Tym bardziej że częstochowianie podejdą do tego pojedynku mocno osłabieni z powodu urazów Pawlickiego i Hansena. U pierwszego ostatnie badania wykazały nastąpienie odmy płucnej i złamanie czterech żeber w odcinkach 9-12. Drugi również ma złamane żebra (trzy), a do tego dwa kręgi; po jednym w odcinkach piersiowym i lędźwiowym. Na ten moment nie wiadomo, jak długo potrwa przerwa w startach obu żużlowców. Przed najbliższym meczem z pewnością ważne będzie przygotowanie mentalne częstochowian. – Jeśli chodzi o mnie, przygotowanie będzie takie samo, jak zawsze. W każdym biegu chcę pojechać na 100 procent. Zawsze przed zawodami staram się podejmować jak najlepsze decyzje razem z moim mechanikiem. Wykonuje on wspaniała robotę, a w niektórych sytuacjach mocno „ciągnie mnie za uszy”. Do meczu we Wrocławiu trzeba będzie podejść ze świeżą głową i starać się pokazać jak najlepiej – zakończył.

Norbert Giżyński