Wyspiarski Dzień Bastylii
W Święto Narodowe Francji największe powody do radości mieli: etapowy zwycięzca Brytyjczyk Simon Yates i nowy lider, Irlandczyk Ben Healy.
Ben Healy, bohater dnia i nowy lider. Fot. PAP/EPA
TOUR DE FRANCE
Poniedziałek to zwykle dzień przerwy w Wielkiej Pętli. Tym razem przesunięto go jednak na wtorek, a 14 lipca, w najważniejsze francuskie święto – rocznicę szturmu na Bastylię, od którego rozpoczęła się wielka rewolucja – ścigano się na całego. – To będzie pierwsza bitwa o klasyfikację generalną. Może podjazdy nie są najtrudniejsze, ale trasa będzie prowadzić tylko w górę i w dół. Pamiętam zeszłoroczny etap w Masywie Centralnym, wtedy były fajerwerki na Puy Mary. Jeśli teraz będzie podobnie, to pojawią się różnice w rankingu. Jestem bardzo szczęśliwy, że w końcu dotarliśmy w góry, choć te prawdziwe jeszcze przed nami – podkreślał jeden z faworytów, Belg Remco Evenepoel (Soudal Quick-Step).
Wczoraj w Masywie Centralnym kolarze mieli do przejechania nieco ponad 160 km – etap może niezbyt długi, ale za to bardzo treściwy. Jak wspomniał Evenepoel, w zasadzie bez płaskich odcinków, tylko same podjazdy i zjazdy. Wspinaczki jeszcze nie pirenejskie czy alpejskie, bo znacznie krótsze, ale za to równie strome. Samo ich nagromadzenie robiło wrażenie – aż osiem premii górskich (siedem drugiej kategorii i jedna trzeciej), do tego meta na zboczu wygasłego wulkanu Puy de Sancy (1318 m n.p.m., 3,3 km o średnim nachyleniu 7,7 proc.). Było co jechać!
Szybko uformowała się ogromna, bo aż 29-osobowa ucieczka dnia. Bohaterem Francuzów postanowił zostać Lenny Martinez (Bahrain-Victorious), który wygrał pięć pierwszych premii górskich i objął zdecydowane prowadzenie w tym rankingu. W końcówce młodzianowi zabrakło jednak sił i nie zdołał się utrzymać w prowadzącej grupie, która przed dwoma ostatnimi podjazdami liczyła już tylko pięciu walczących o zwycięstwo kolarzy.
Prym w niej wiódł Ben Healy (EF Education-EasyPost). Irlandczyk wygrał już w tej edycji etap (i to wielkim stylu, bo po solowym rajdzie), teraz zależało mu na żółtej koszulce. Był najwyżej sklasyfikowanym zawodnikiem spośród harcowników (3:55 straty do prowadzącego) i przez sporą część etapu jechał jako wirtualny lider. W końcówce nie oglądał się na innych, tylko pracował z całych sił. Miał cel i go osiągnął, zostając pierwszym Irlandczykiem od 1987 roku i sławnego Stephena Roche'a, który wywalczył maillot jaune. – To był strasznie trudny etap. Jestem tak zmęczony, że nawet nie mam siły się tym jakoś specjalnie emocjonować – przyznał nowy lider.
Healy zajął trzecie miejsce, a jako pierwszy na szczyt dotarł Simon Yates (Visma-Lease a Bike). Brytyjczyk, który nieco ponad miesiąc temu triumfował w Giro d'Italia, wczoraj nie angażował się ani w rywalizację na górskich premiach, ani też nie nadawał tempa czołowej grupie. Po prostu czekał na finałowy podjazd i wtedy skutecznie zaatakował. – Minęło sporo czasu od mojego ostatniego zwycięstwa w Wielkiej Pętli. Nie spodziewałem się, że wygram, bo oczywiście przyjechaliśmy tu w pełni skupieni na Jonasie (Vingegaardzie) i klasyfikacji generalnej. Ten etap tak się jednak potoczył, że otworzyła się przede mną szansa i ją wykorzystałem – mówił Yates. To jego trzecie etapowe zwycięstwo w Tourze (poprzednie dwa w 2019 roku), ma także wygrane odcinki w Giro i Vuelcie.
Daleko za plecami ucieczki toczył się drugi wyścig. – Trzeba się będzie przeorganizować i nieco zmodyfikować plany – zaznaczył Tadej Pogačar (UAE Team Emirates-XRG), który w niedzielę stracił swojego najlepszego pomocnika, Portugalczyka Joao Almeidę. – Możemy spodziewać się ataku ze strony grupy Visma-Lease a Bike. To będzie bardzo trudny dzień – dodał główny faworyt wyścigu. Tak też było. W końcówce nie zaatakował jednak jego największy rywal Jonas Vingegaard, ale pomocnicy Duńczyka. Koledzy Słoweńca i on sam świetnie sobie z tymi akcjami poradzili, a na finałowym podjeździe przyśpieszył Pogačar. To był pokaz mocy! Przy nim został wtedy jedynie Vingegaard i gdyby tylko Słoweniec chciał utrzymać żółtą koszulkę, to bez trudu by to zrobił. Znacznie jednak zwolnił, a potem razem z Duńczykiem w wolnym tempie podążyli do mety. Na niej z objęcia prowadzenia w klasyfikacji generalnej (o blisko pół minuty) cieszył się już Healy. Martwili się natomiast gospodarze, bo ich faworyt Kevin Vauquelin (Arkea-B&B Hotels) miał słabszy dzień, sporo stracił i z trzeciego miejsce w klasyfikacji generalnej spadł na szóste.
Wyniki 10. etapu, Ennezat – Puy de Sancy (165,3 km):
1. Simon Yates (W. Brytania, Visma-Lease a Bike) 4.20:05,2. Thymen Arensman (Holandia, INEOS Grenadiers) strata 9 sek.,
3. Ben Healy (Irlandia, EF Education-EasyPost) 31,
4. Ben O'Connor (Australia, Jayco AlUla) 49,
5. Michael Storer (Australia, Tudor) 1:23,
6. Joseph Blackmore (W. Brytania/Israel-Premier Tech) 3:57
... 153. Kamil Gradek (Bahrain-Victorious) 36:52.
Klasyfikacja generalna:
1. Healy 37.41:49,2. Tadej Pogačar (Słowenia, UAE Team Emirates-XRG) 29,
3. Remco Evenepoel (Belgia, Soudal-Quick Step) 1:29,
4. Jonas Vingegaard (Dania, Visma-Lease a Bike) 1:46,
5. Matteo Jorgenson (USA, Visma-Lease a Bike) 2:06,
6. Kevin Vauquelin (Francja, Arkea-B&B Hotels) 2:26
... 161. Gradek 1.49:07.
(gak)