Wyraźnie słabsi
Ruch wypadł blado na tle Wisły w ostatnim sparingu przed ligą. Niebiescy mieli problem ze stwarzaniem sytuacji.
Shuma Nagamatsu (z lewej) zadebiutował w zespole Niebieskich, a Angel Rodado zaliczył asystę. Fot. Krzysztof Porębski / Press Focus
Wisła Kraków zakończyła towarzyskie granie w pełni zasłużonym zwycięstwem nad Ruchem. W pięciu meczach triumfowała trzykrotnie, nie przegrała, a w dwóch ostatnich nie straciła gola. Dla chorzowian była to pierwsza porażka, w pozostałych czterech spotkaniach dwukrotnie remisowali i wygrywali. Trener Niebieskich czeka na powrót kontuzjowanych Dominika Preislera i przede wszystkim Daniela Szczepana, bez którego ofensywa przez 120 minut prawie nie zagroziła Białej Gwieździe.
Kibice zmienią zdanie?
Sobotni sparing miał nietypowy przebieg. Na stadionie przy ulicy Reymonta piłkarze rozegrali cztery kwarty po 30 minut. Po każdej zespoły miały przerwy na chwilę oddechu i wysłuchanie wskazówek trenerów, ale połowy zmieniały co godzinę. Nawet cztery gole mógł strzelić Łukasz Zwoliński, a skończył z dwoma. Wykorzystał świetnie zagranie między bramkarza i obrońców Angela Rodado i dobił piłkę obronioną przez Jakuba Bieleckiego. 32-letni napastnik był najskuteczniejszym wiślakiem w okresie przygotowawczym z trzema trafieniami. Może to być powód do... obaw, ponieważ w przerwie zimowej imponował, a w meczach o punkty długo zawodził. – Nie szukałbym tu analogii. Ważne, że Łukasz mocno pracuje również dla zespołu. Kibice często zarzucali mu, że nie pracuje w obronie. Jest szansa, że po tych dwóch meczach zmienią zdanie na ten temat. Wykonuje dobrą pracę dla zespołu, oprócz tego zaczął być skuteczny, więc ja się cieszę, że zaczął to robić w sparingach i wiem, że przełoży to na mecze ligowe – mówi trener Mariusz Jop.
Nie było harmonii
Bramkarze Wisły mieli znacznie mniej pracy i powód do obaw od kolegów z Ruchu. Szanse na zdobycie bramki mieli głównie po błędach gospodarzy. Już na początku Jakub Sobeczko mógł sprawdzić Patryka Letkiewicza, ale źle trafił w piłkę. Około 50 minuty podopieczni Dawida Szulczka byli jeszcze bliżej. Nikt nie doskoczył do Szymona Szymańskiego, który huknął z dystansu i bramkarz odbił piłkę na rzut rożny. Przy stałym fragmencie jego koledzy źle kryli w polu karnym, jednak główka gracza Niebieskich minęła słupek. Wcześniej niewiele do szczęścia zabrakło Bartoszowi Jarochowi. Obrońca Białej Gwiazdy przejął piłkę na połowie i postanowił przelobować wysuniętego bramkarza z 50 metrów. – Widać było, że Wisła jest lepsza, stworzyła więcej sytuacji podbramkowych. Graliśmy z jednym z głównych kandydatów do awansu. Widać, że Wisła jest bardzo mocna i ma dużą jakość indywidualną. Szczególnie Angel Rodado i Kacper Duda robili różnicę na boisku, a u nas na tle silnego rywala było widać, że część zawodników wraca po urazach, nie było harmonii. Jako drużyna musimy poprawić działania na połowie przeciwnika, być więcej w polu karnym, oddawać więcej strzałów. Trochę za łatwo traciliśmy piłki, brakowało nam jakości, którą Wisła prezentowała po odbiorze – tłumaczy opiekun Niebieskich.
Jednak Bułgaria?
Ostatnio głośno było o bardzo prawdopodobnym transferze Rodado do Widzewa Łódź, ale sytuacja jest bardzo dynamiczna. Łodzianie chyba odpuścili, a do gry wkroczył Łudogorec Razgrad, który walczy w eliminacjach Ligi Mistrzów. Jak to się skończy, wyjaśni się niebawem. W niedzielę Hiszpan podjął decyzję, że zostaje pod Wawelem. Nowy kontrakt obowiązuje do 2030 roku.A tak o tym zamieszaniu mówił w sobotę trener Jop: – Trwanie w takim rozkroku jest bardzo, bardzo trudne i muszę powiedzieć, że Rodado świetnie sobie radzi z tą sytuacją. Wiem, że to jest bardzo trudne w życiu czy sporcie, gdy jesteśmy pomiędzy i nie jest łatwo skoncentrować się na zadaniach. Zobaczymy, co przyniesie życie, natomiast z perspektywy trenera oczywiście chciałbym, żeby był z nami. To jest naturalne i oczywiste. Jest z nami, trenuje, więc traktuję go jako zawodnika Wisły Kraków. Gdy zostanie podjęta decyzja o odejściu, to będziemy musieli się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Nie muszę go reklamować, bo on sam się reklamuje na boisku. Odkąd jest w Krakowie, potwierdza, że jest świetnym piłkarzem i super człowiekiem, który zawsze dużo robi dla zespołu.
◼ Wisła Kraków - Ruch Chorzów 2:0 (1:0, 1:0, 0:0, 0:0)
1:0 - Zwoliński, 10 min, 2:0 - Zwoliński, 32 min
WISŁA: Letkiewicz (61. Broda) - Jaroch (91. Chmiel), Kutwa (103. Woś), Grujcić (61. Colley), Lelieveld (61. Krzyżanowski) - Duda (91. Dziedzic), Ertlthaler (61. Carbo) - Kuziemka (61. Baniowski), Rodado (91. Nikaj), Duarte (61. Sukiennicki) - Zwoliński (91. Kawała). Trener Mariusz JOP.
RUCH: Bielecki (61. J. Szymański) - Konczkowski (97. Krzempek), Leśniak-Paduch (31. Lukić), Komor (91. Szymiński), Sz. Szymański (91. Klaja) - Rosół (31. Mezghrani), Szwoch, Nagamatsu (48. Żurawski) - Sobeczko (31. Szwedzik, 91. Sobeczko, 110. Rosół), Bała (97. Dyduch), Ceglarz (61. Kozak). Trener Dawid SZULCZEK.
Sędziował Seweryn Kozub (Brzesko). Żółte kartki: Jaroch, Duda - Szwoch, Szwedzik, Szymiński.
Michał Knura
13 ZAWODNIKÓW dołączyło latem do Ruchu i Wisły. W sobotnim sparingu nie wystąpił tylko Wiktor Staszak z krakowskiej drużyny, który musi jeszcze pauzować co najmniej tydzień po kontuzji stawu skokowego.