Sport

Wynik lepszy niż gra

Piłkarze Rakowa nie zachwycili, ale zarazem bardzo pewnie awansowali do 3. rundy eliminacji Ligi Konferencji.

Jonatan Braut Brunes dał Rakowowi prowadzenie. Fot. Grzegorz Misiak/Press Focus

Gdyby nie kibice Rakowa, którzy w czwartkowe popołudnie opanowali rynek w Żylinie, można się było w ogóle nie zorientować, że w tej malowniczej miejscowości odbywa się mecz, do tego w europejskich pucharach. Fani gospodarzy, po pierwsze, nie wierzyli w możliwość odrobienia trzech goli z Częstochowy, a po drugie, jak głosi jedna z żylińskich legend, którą potwierdzili nam słowaccy dziennikarze od, bagatela - 15 lat trwa bojkot meczów pucharowych przez sporą część fanów ze względu na horrendalną podwyżkę cen biletów w sezonie 2010/11, gdy Żylina grała w Lidze Mistrzów. Czy słowaccy fani są aż tak zawzięci, ciężko nam zweryfikować, ale to kibice Rakowa zdecydowanie dominowali na obiekcie, który jak żywo przypominał stadion Górnika Łęczna z domieszką GKS-u Bełchatów. Pół żartem, pół serio można napisać, że Pavol Stano mógł nie zauważyć zmiany pracodawcy. Z tym wyjątkiem, że te w Polsce nie były otoczone pięknym pasmem Małej Fatry.

Słodko-gorzki Makuch

Marek Papszun najprawdopodobniej stracił cierpliwość do popełniającego sporo błędów w poprzednich meczach Ariela Mosóra. W Żylinie postawił na pewniejszego w tym momencie Apostolosa Konstantopoulosa. Słowacy nie mając nic do stracenia zaatakowali od pierwszych minut, bo tylko szybko strzelony gol dawał im realne nadzieje na powrót do rywalizacji. Papszun nie był zadowolony z chaosu, jaki panował na boisku i już w 9 minucie „poprosił o czas”. Kacper Trelowski potrzebował pomocy medycznej, a reszta drużyny podbiegła w kierunku ławki rezerwowych po wskazówki. Na niewiele się to jednak zdało, bo ledwie kilka minut później katastrofalny błąd Patryka Makucha kosztował częstochowian stratę gola. To po jego pozornie niegroźnej stracie w środku pola mocnym uderzeniem tuż przy słupku gospodarzy na prowadzenie wyprowadził David Duris. Makuch rozgrywał prawdopodobnie najgorszy mecz od momentu przyjścia do Częstochowy. Dawał się przepychać, nie dochodził do podań, a jak miał piłkę, to ją tracił. Negatywnego obrazu nie zamazało nawet to, że to były gracz Cracovii w 30 minucie doprowadził do remisu. Potem dalej grał źle, a w przerwie Papszun zastąpił go Jesusem Diazem.

Największym problemem Żyliny było to, że miała tego dnia wyjątkowo źle dysponowanego bramkarza. Po zmianie stron Lubomir Belko pozornie niegroźny strzał wybił wprost pod nogi Brauta Brunesa, a Norweg jest zbyt klasowym napastnikiem, aby nie skorzystać z takiego prezentu.

Trzeci mecz, trzeci gol

Bramka na 2:1 zamknęła losy rywalizacji. W 72 minucie Lamine Diaby-Fadiga jeszcze podwyższył, ale w Częstochowie mają o czym myśleć. Scenariusz meczu w Żylinie był bowiem bliźniaczy do tego przed tygodniem: beznadziejny do przerwy Raków po zmianie stron zmiażdżył Słowaków kondycyjnie. W obu przypadkach, mając przy tym sporo szczęścia i Kacpra Trelowskiego w bramce. Piłkarsko można bowiem zaryzykować, że to Żylina wyglądała lepiej. A to mocno niepokojące w kontekście rywalizacji z Maccabi Hajfa w kolejnej rundzie. Taka forma na trzecią drużynę poprzedniego sezonu ligi izraelskiej może zwyczajnie nie wystarczyć. Pierwszy mecz w Częstochowie w czwartek, 7 sierpnia.

Mariusz Rajek z Żyliny

◼  MSK Żylina – Raków Częstochowa 1:3 (1:1). W pierwszym meczu 0:3. Awans - Raków.

1:0 – Duris, 13 min, 1:1 - Makuch, 30 min, 1:2 - Brunes, 52 min 1:3 - Diaby-Fadiga 72 min

ŻYLINA: Belko – Roginić, Kasa, Narimanidze – Kopasek, Gidi, Kacer (69. Prokop), Bari (77. Hranica) – Fasko (59. Ilko), Kapralik (59. Datko) – Duris (59. Adang). Trener Pavol STANO.

RAKÓW: Trelowski – Konstantopoulos, Arsenić, Svarnas – Tudor, Repka (76. Racovitan), Struski, Otieno (61. Amorim) – Ameyaw (68. Diaby-Fadiga), Makuch (46. Diaz) – Brunes (61. Rocha). Trener Marek PAPSZUN.

Sędziował Genc Nuza (Kosowo). Widzów 4229. Żółte kartki: Roginić - Repka.