Sport

Wykrwawiona armia

Drużyna z Niepołomic także boleśnie przekonała się o tym, że drugi sezon w elicie dla beniaminka jest trudniejszy od pierwszego.

Obrońca Łukasz Sołowiej strzelił ostatniego gola dla Puszczy w ekstraklasie. Fot. Krzysztof Porębski / Press Focus

W ubiegłym roku Puszcza utrzymała się dzięki walce do ostatniej kolejki. W trakcie rozgrywek nie brakowało kryzysów, ale udało się je przezwyciężyć. Na finiszu ostatniego sezonu – mimo szczerych chęci trenerów i zawodników – widzieliśmy już tylko niemoc i bolesne niepowodzenia. 1:8 na wyjeździe z Lechem, czy 4:5 u siebie z Pogonią – w meczu, który mógł jeszcze odwrócić niekorzystny bieg wydarzeń – były mocnymi gwoździami do trumny. Dobrze się więc stało, że zdążyli zagrać w Niepołomicach, przed swoimi kibicami. Mogą już nigdy nie wrócić do ekstraklasy, ale dzięki temu maleńki klub z małopolskiego miasteczka w pełni zapisał się w jej historii.

Historyczny wynik

Wśród wielu bolesnych doświadczeń minionego sezonu znalazło się jedno pozytywne. Po pokonaniu Górnika Łęczna, Kotwicy Kołobrzeg, Sandecji Nowy Sącz i Polonii Warszawa Żubry po raz pierwszy w historii awansowały do półfinału Pucharu Polski. Podopieczni trenera Tomasza Tułacza wygrywali na wyjazdach z przedstawicielami niższych lig, potrafiąc odciąć się od trudnego położenia w tabeli ekstraklasy. Finał na PGE Narodowym nie był w ich hierarchii celów przed utrzymaniem w elicie, ale odległym marzeniem. Mieli prawo o nie walczyć i wierzyć – w 2023 roku tak samo nierealna wydawała się ekstraklasa, a mimo to udało im się utrzeć nosa znacznie większym od siebie. Półfinał z Pogonią przegrali wyraźnie (0:3), jednak sami sobie przeszkadzali, co było też ich mankamentem w lidze. Obrońca Artur Craciun przez dwa sezony był etatowym wykonawcą rzutów karnych – wykorzystał 10/10 – a w kwietniu przed własną publicznością najpierw jego intencje wyczuł bramkarz, a z dobitki posłał piłkę Panu Bogu w okno.

Udane zastępstwo

Ubiegłego lata Puszcza straciła Kamila Zapolnika. Mało kto się tego spodziewał, ale Bruk-Bet Termalica Nieciecza zapłaci odstępne wpisane w umowie i przejmie tego napastnika. Niedawno Zapolnik wrócił do ekstraklasy ze Słoniami i obie strony na tym skorzystały. Nie można było mu się dziwić, bo w I lidze otrzymał znacznie lepszy kontrakt. Trzeba było szukać następcy i udało się znaleźć zawodnika, który wypełnił lukę. Grek Michalis Kosidis, wypożyczony z AEK-u Ateny, strzelił osiem goli i był najskuteczniejszym graczem. Do tego był typem „dziewiątki” preferowanej przez niepołomiczan – wysokiej, dobrze grającej głową, mocno stojącej na nogach. Sześć trafień uzbierał jesienią, kiedy regularnie występował od początku. Wiosną trener Tułacz częściej stawiał na Białorusina Giermana Barkowskija, co dla niektórych było trudne do przyjęcia. Kosidis wyrobił sobie jednak markę i może pozostać w ekstraklasie, bo raz po raz słychać o zainteresowaniu klubów. Trzeba go jednak wykupić z AEK-u, gdyż ma z nim ważny kontrakt.

Rozbite wojsko

Blisko Puszczy był także skrzydłowy Michalis Panagidis. Klub dostrzegł w nim potencjał, jednak nie zdecydował się na wypożyczenie, ponieważ Grek miał za sobą długie miesiące bez gry, a trener Tułacz potrzebował zawodników przygotowanych do walki o utrzymanie. Jeden z wysoko postawiony działaczy powiedział nam, że w rundzie wiosennej na boisku potrzebują żołnierzy i bandytów. W decydującej o być albo nie być rundzie wiosennej Żubry zdobyły najmniej punktów (10 w 16 meczach), za to straciły najwięcej goli (37, bilans -17). Choć pozyskanie Janiego Atanasova, Gieorgija Żukowa czy wspomnianego Barkowskija na papierze dawało podstawy do optymizmu, to nie zdołali oni odmienić drużyny, która pogrążyła się w chaosie. Mimo trenowanych wielu rozwiązań stałych fragmentów był problem z zaskakiwaniem rywali i zamienianiem tego na gole. Do tego rywale zaczęli mocno karcić Puszczę ich własną bronią. Duży problem był z utrzymywaniem korzystnego wyniku.

Było warto!

Przykład Puszczy jest kolejnym, który potwierdził, że drugi sezon w elicie dla beniaminka jest przeważnie trudniejszy od pierwszego. Przeciwników już wiedzą, z kim mają do czynienia, bo analizują i szukają antidotum. Tak było też w przypadku niepołomiczan, którzy mieli coraz większe problemy z zaskoczeniem innych drużyn. Na ich nieszczęście coraz częściej zaskakiwali samych siebie. Nie byli jak dobrze zorganizowani żołnierze, którzy odpowiednio ustawieni są w stanie powstrzymać napór lepszej armii, a nawet ją pokonać. Puszcza straciła jeden ze swoich największych atutów – przestała być monolitem. Mocno utrudniały to bardzo liczne kontuzje, które od początku do końca sezonu gnębiły sporą liczbę zawodników i utrudniały pracę trenerowi, który i tak szył ze średniej jakości materiału. Podsumowując – to musiało się tak skończyć. Mimo bolesnego finiszu i spadku w Niepołomicach podkreślają, że dwa lata spędzili w elicie. Nikt im tego nie zabierze.

Michał Knura