Wykorzystać moment
Rozmowa z Dariuszem Łukaszewskim, prezesem Polskiego Związku Tenisowego
Nawet jeżeli Igę Świątek rozczarował olimpijski brąz w Paryżu, to dla polskiego tenisa był to sukces epokowy. Fot. Gao Jing/Xinhua / Press Focus
Przez ostatnie trzy lata był pan prezesem „awaryjnym”, wybranym w trybie nagłym przez zarząd PZT po przymusowej rezygnacji poprzedniego szefa federacji, Mirosława Skrzypczyńskiego. Teraz został pan wybrany głosami delegatów na walne zebranie sprawozdawczo-wyborcze.Co to dla pana oznacza?
- Ogromne zaufanie. Jestem dumny, że na takie zaufanie zapracowałem. Natomiast w kwestii awaryjnego trzylecia, byłem wcześniej prezesem Śląskiego Związku Tenisowego, jednego z prężniej działających ośrodków w Polsce, a także członkiem zarządu PZT, więc wiedziałem, czym jest zarządzanie polskim tenisem. Fakt, że po tych trzech latach wybrano mnie na nową kadencję, świadczy, że czas ten nie został zmarnowany i że nasza dyscyplina ma się dobrze, nawet lepiej niż kiedyś. Oczywiście, wciąż jest dużo do zrobienia, dlatego do nowego zarządu weszło sporo młodych ludzi. Mam nadzieję, że doświadczenie plus domieszka młodości sprawią, że polski tenis pójdzie jeszcze mocniej do przodu.
Był pan jedynym kandydatem i zdobył zdecydowaną większość aprobaty delegatów. Dlaczego nie było kontrkandydatów?
- Były inne kandydatury rzucane w okresie „kampanijnym”, jednak statut PZT wymaga ich określonego poparcia przez ośrodki regionalne. Człowiek, który został przez „opozycję” namaszczony, nie uzbierał odpowiedniego poparcia, żeby formalnie swoją kandydaturę zgłosić.
Co uważa pan za największy sukces poprzedniej kadencji?
- Nie chcę mówić o największym sukcesie, żeby nie było, że to zarząd do wszystkiego się przyczynił itd. Ale trudno nie wspomnieć, że brąz Igi Świątek w Paryżu to pierwszy medal polskiego tenisa na igrzyskach olimpijskich - i to moment, którego się nie zapomni. W finałach Billie Jean King Cup 2024 - czyli drużynowych mistrzostw świata kobiet - nasz zespół zagrał w półfinale, co też wcześniej się nie zdarzyło. Biorąc pod uwagę ostatnie trzy lata, zdobyliśmy też najwięcej w historii wielkoszlemowych tytułów, bo oprócz Igi także Jan Zieliński dwa razy w grze mieszanej. To przede wszystkim zasługa ich teamów. Cieszymy się, że topowych tenisistów mamy coraz więcej i że mamy komu pomagać. Dzięki temu, że PZT ma partnera strategicznego i pomaga wybijającym się tenisistom, łatwiej o sukcesy takie, jak te Magdaleny Fręch, Kamila Majchrzaka czy Maksa Kaśnikowskiego i jeszcze paru innych.
Koszty podróżowania na turnieje, wynajmu kortów, trenerów czy fizjoterapeutów są ogromne. Rozumiem, że rolą związku jest właśnie stworzenie warunków, by jak największa grupa tenisistów atakowała pozycje pierwszej setki WTA i ATP?
- Dokładnie tak. Wiadomo, każdy chce się ogrzać przy mistrzu, nie tylko w tenisie, chce przeznaczyć parę złotych, żeby jego logo było widoczne w najważniejszym momencie, na najważniejszej imprezie - w meczu reprezentacji czy w bardzo dużym turnieju. Natomiast, żeby rozwijać dyscyplinę, potrzebujemy więcej środków dla tenisa dziecięcego, do którego garną się najmłodsi, ale który musi być mocniej dotowany niż dotąd. Mamy wsparcie Totalizatora Sportowego dla tenisa wyczynowego, a PGE dla młodzieżowego. Zadaniem nowego zarządu jest pozyskać partnera strategicznego dla najmłodszych, i sprawić, żeby środki budżetowe nie kurczyły się, tylko rosły. Musimy wykorzystać swój moment. Wierzę, że to się wcześniej czy później uda. Tym bardziej, że jesteśmy rzetelną firmą, na którą warto postawić - w 2024 roku PZT osiągnął najwyższy w historii przychód i wypracował największy zysk. Wierzę, że idąc z takim przekazem uda się jeszcze lepiej zarządzać polskim tenisem.
Rozwój to też powstanie makroregionalnych ośrodków szkolenia. Czy jest szansa, że w ciągu najbliższych 4 lat ten projekt ruszy z miejsca?
- Ponad rok temu złożyliśmy do Ministerstwa Sportu i Turystyki program poprawy infrastruktury tenisowej. Podczas kwietniowego meczu BJKC z Ukrainą w Radomiu minister (Sławomir Nitras, który w środę został zastąpiony przez Jakuba Rutnickiego - przyp. red.) zapowiedział - w obecności prezydenta Międzynarodowej Federacji Tenisowej ITF Davida Haggerty’ego - że ma zarezerwowany budżet na ten cel i że lada chwila zostanie to ogłoszone…
Gdzie te ośrodki mają powstać i jak będą wyglądać?
- Planujemy nowoczesne obiekty wielofunkcyjne, przynajmniej jeden kort z widownią plus 3-4 korty, które będą służyły do treningu i jako uzupełnienie podczas turniejów. Tak na przykład wygląda to w szwajcarskim Biel, gdzie Polki grały w Billie Jean King Cup wiosną 2024. Lokalizujemy ośrodki w Krakowie - na południu Polski - i w Trójmieście - na północy, a zacząć chcielibyśmy od Warszawy. Następnym krokiem w tym programie jest ulepszenie warunków w wiodących klubach w kraju, żeby je docenić i pomóc w rozwoju, a nie budować od zera.
Czekają nas w najbliższym czasie mecze reprezentacji w rozgrywkach drużynowych. W połowie września w Pucharze Davisa mężczyźni powalczą w Gdyni z Wielką Brytanią, a w listopadzie kobiety o awans do play offu Billie Jean King Cup w Gorzowie Wlkp. z Rumunią i Nową Zelandią. Jaka jest stawka tych spotkań?
- Bardzo wysoka. Wygrywając z Wielką Brytanią, panowie, którzy od 2015 roku nie byli w grupie światowej, weszliby do elity, gdzie opłaca się grać i organizować mecze, a nie dopłacać do nich, jak do tej pory. Natomiast jeżeli chodzi o kobiety, wygranie listopadowego miniturnieju gwarantuje miejsce wśród 15 najlepszych ekip na świecie. Porażka sprawi,że po czterech latach w elicie spadlibyśmy tam, gdzie od paru lat są mężczyźni. Oczywiście chcielibyśmy tego uniknąć, także z powodów finansowych, bo grając na dotychczasowym poziomie w BJKC, zawsze wszyscy są zadowoleni.
Hubert Hurkacz po kolejnym zabiegu i przerwie w karierze pewnie nie zdąży z formą do połowy września, ale czy Iga Świątek pomoże drużynie wrócić do finałów BJKC w 2026 roku?
- Będziemy o tym jeszcze rozmawiać, mając też na uwadze podstawową rzecz, a mianowicie, że zgodnie z regulaminem igrzysk olimpijskich Iga musi zagrać w reprezentacji w sezonach 2027-28. Gdybyśmy - odpukać oczywiście - spadli i grali w najsłabszej grupie, mecze będą na pewno mniej ciekawe, bo po drugiej stronie siatki nie będą już znane nazwiska z Top 50-100 na świecie. Więc samej Idze powinno zależeć na tym, żeby zagrać już teraz. Na dodatek kalendarz jest bardziej sprzyjający niż przez ostatnie 2-3 lata, kiedy toczył się konflikt między kobiecą organizacją WTA a ITF, w wyniku którego wręcz przeszkadzano sobie z terminami imprez. Gdy w 2022 roku ITF pierwszy podał termin finałów BJKC w Glasgow, WTA Finals po raz pierwszy zorganizowano w Teksasie, czyli na drugiej półkuli, na dodatek z finałem w poniedziałek czasu europejskiego, czyli jeszcze o kolejny dzień skrócono tenisistkom czas na przeniesienie się do Europy. Z tego powodu Iga w Szkocji nie wystąpiła. Ostatnio były dwa dni przerwy, a w tym roku będzie już pięć dni, więc jednak ktoś z kimś umiał się dogadać. I dlatego jest duża szansa, że tenisistki, które wystąpią w Rijadzie, zagrają później w turniejach BJKC o utrzymanie w elicie, w tym mam nadzieję Iga Świątek.
Rozmawiał Tomasz Mucha
Venus zeszła na ziemię
W nocy polskiego czasu Magdalena Fręch (24. WTA) toczyła bój ze słynną Venus Williams o ćwierćfinał turnieju WTA 500 w Waszyngtonie. We wtorek 45-letnia Amerykanka, która wróciła na korty po 16 miesiącach, pokonała rodaczkę Peyton Stearns 6:3, 6:4, zostając drugą najstarszą kobietą w historii, która wygrała mecz singlowy na poziomie WTA Tour. W poniedziałek w parze z inną rodaczką Hailey Baptiste wygrała też w 1. rundzie debla, ale w środę 7-krotna mistrzyni wielkoszlemowa w końcu wróciła na ziemię, przegrywając w ćwierćfinale gry podwójnej z rozstawionymi z numerem 2 Taylor Townsend (USA) i Shuai Zhang (Chiny) 4:6, 6:3, 6-10.
Pożegnanie z Chorwacją
Jan Zieliński i Adam Pavlasek odpadli w ćwierćfinale turnieju ATP 250 na kortach ziemnych w chorwackim Umagu. Rozstawieni z nr 2 Polak i Czech przegrali z francusko-brazylijską parą Theo Arribage - Orlando Luz 7:6 (7-3), 5:7, 8-10, choć w supertie-breaku obronili aż 6 piłek meczowych. Wcześniej także w ćwierćfinale Karol Drzewiecki i Tajwańczyk Ray Ho ulegli Ekwadorczykom Gonzalo Escobarowi i Diego Hidalgo 3:6, 5:7.
W 1. rundzie singla w Umagu odpadł Kamil Majchrzak, który przegrał w poniedziałek z Hiszpanem Pablo Llamasem Ruizem 2:6, 4:6.
(t)