Sport

Wszystko na opak

To był przedziwny sezon dla tyskich kibiców. Zaczął się od głośnych zapowiedzi walki o ekstraklasę, ale błyskawicznie okazało się, że trener Dariusz Banasik nie potrafi poprowadzić drużyny na miarę oczekiwań.

Julius Ertlthaler strzelił dla GKS-u najwięcej goli. Fot. Piotr Matusewicz/Press Focus

Wystarczyło 7 kolejek, żeby kierownictwo klubu, które pół roku wcześniej przedłużyło kontrakt tego szkoleniowca do końca czerwca 2026 roku (z opcją pracy także w kolejnym roku w przypadku awansu), powiedziało „dosyć”. Miało być pięknie, ale szybko okazało się, że jest źle – 5 remisów, 1 zwycięstwo i 1 porażka.

Źle, fatalnie, obiecująco

28 sierpnia za sterami stanął Artur Skowronek, który po długim „odpoczynku od piłki” wrócił na ławkę bardzo głodny pracy. Kibice, w przeciwieństwie do włodarzy GKS-u Tychy, wątpili w możliwość odbudowy przez nowego trenera tyskiego zespołu i do 17. kolejki mogli mówić, że mieli rację. Trójkolorowi w 10 kolejnych spotkaniach ligowych nie wygrali ani razu. Ba, 25 września, przegrywając pucharowy mecz z II-ligową Olimpią Grudziądz, wpadli w dołek i w następnych 3 spotkaniach schodzili z murawy bez punktów, tracąc za to bramki na potęgę. Miało być lepiej, a zrobiło się bardzo źle.

Było już tak źle, że nie brakowało głosów o konieczności kolejnej roszady trenerskiej, ale Artur Skowronek zapewniał, że wykonywana przez zawodników i sztab szkoleniowy praca przyniesie efekty. Najpierw pojawiły się jednak 4 remisy, które nikogo jeszcze nie przekonały, aż wreszcie przyszła zwycięska seria, która wywindowała tyski zespół do górnej połowy tabeli. Miało być fatalnie, a zrobiło się obiecująco na tyle, że znowu odżyła nadzieja na walkę o ekstraklasę.

Wtedy jednak przyszło 5 ostatnich spotkań sezonu i choć udało się w nich obronić tytuł mistrza wiosny, to ostatecznie skończyło się 7. miejscem. Miało być ciekawie i emocjonująco do końca, ale już 2 ostatnie spotkania tyszanie grali o pietruszkę.

Nazwiska do zapamiętania

Co więc pozostanie po tych rozgrywkach w pamięci? Przede wszystkim znakomite serie – najpierw 6 zwycięstw i 10 spotkań bez porażki, a następnie 5 zwycięstw i 7 meczów ze zdobyczą punktową. Zostanie też kilka nazwisk, bo stoper Jakub Budnicki, który jesienią był najlepszym strzelcem zespołu, także wiosną prezentował wysoką formę i w pełni zasłużył na awans do ekstraklasy, z tym że indywidualnie, bo przeszedł do Korony Kielce.

Znakomite noty zbierał także młodzieżowiec, bramkarz, kapitan Marcel Łubik. W trakcie całego sezonu zanotował 12 spotkań bez straty gola i także zapracował na oferty z wyższej ligi. Na jego obrazie są jednak dwie rysy, bo kiksy w spotkaniach z Ruchem Chorzów (porażka 0:1) jesienią i ze Zniczem Pruszków (remis 2:2) wiosną kosztowały zespół w sumie stratę 3 punktów, a właśnie tylu zabrakło na mecie, żeby znaleźć się w barażach.

Odkryciem wiosny okazał się bez wątpienia Natan Dzięgielewski, który wykorzystał swoją szansę i wchodząc do gry z głębokiej rezerwy zainaugurował tegoroczne występy golem w meczu z Wartą Poznań, a następnie dorzucił jeszcze 6 trafień i jako młodzieżowy reprezentant Polski przeszedł do Górnika Zabrze.

Do tego grona piłkarzy, którzy wybili się w GKS-ie Tychy w minionym sezonie, zaliczyć trzeba także Juliusa Ertlthalera. Wprawdzie rozpoczął grę w koszulce z trójkolorowym trójkątem na piersi już wiosną 2024 roku, ale Dariusz Banasik nie potrafił wykorzystać jego umiejętności. Dopiero Artur Skowronek znalazł mu miejsce na boisku i taki sposób gry zespołu, które pozwoliły austriackiemu piłkarzowi rozwinąć skrzydła. Dzięki temu został najlepszym strzelcem drużyny i mógł przebierać w ofertach na nowy sezon.

Niezadowoleni

Na drugim biegunie jest natomiast Bartosz Śpiączka, choć w rundzie wiosennej imponował skutecznością i oddaniem drużynie. Harował na całej długości boiska, bo nie tylko finalizował akcje i zdobywał efektowne bramki, ale także jako pierwszy atakował rywali rozpoczynających swoje akcje, walczył w środku boiska i wspomagał defensywę przy stałych fragmentach gry. Mimo to nie otrzymał oferty nowego kontraktu i znalazł się na jednej liście z tymi, którzy niewiele wnieśli w grę mistrza wiosny!

Najbardziej niezadowolonym z zakończonego sezonu, a szczególnie z wiosny, może być natomiast Nemanja Nedić. Czarnogórzec, który gra w GKS-ie Tychy od 5 lat i przez ten czas stał się symbolem waleczności i oddania drużynie, stracił miejsce w wyjściowej jedenastce i co za tym idzie – opaskę kapitana. 30-letni stoper na pewno nie powiedział jednak ostatniego słowa i być może na nim oraz na takich zawodnikach, jak Jakub Tecław czy Jakub Bieroński, którzy w zespole Artura Skowronka odżyli i odzyskali radość z gry w piłkę, GKS Tychy może budować zespół na nowy sezon. Będzie to już jednak zupełnie inna drużyna…

Jerzy Dusik

14 REMISÓW zanotował w minionym sezonie tyskie zespół, w czym nikt z I ligi nie mógł się z nim równać. Co ciekawe, GKS przegrał mniej meczów (7) niż Wisła Kraków (8), Miedź (10) i Polonia (10), które zakończyły rozgrywki na miejscach barażowych.