Sport

Wszystko determinuje wynik

Rozmowa z Tomaszem Łapińskim, byłym reprezentacyjnym obrońcą, wicemistrzem olimpijskim, komentatorem telewizyjnym

Tomasz Łapiński podczas niedawnego meczu Znicz Pruszków - GKS Tychy. Fot. Łukasz Sobala/PressFocus

Długo to trwało, ale właśnie Jan Urban został selekcjonerem. To najlepszy wybór jakiego mógł dokonać Cezary Kulesza?

- Mam poczucie, że medialnie zostało to nie najlepiej rozegrane, czuć było taki... brak profesjonalizmu. Za dużo było opowieści, za dużo kandydatów... nierealnych żeby objąć tę funkcję. Dużo niepotrzebnego szumu niewynikającego tylko z interpretacji mediów, ale i z komunikatów związku. To przypominało dziecinadę, a od tak poważnego związku, jak PZPN, należałoby wymagać większej dozy profesjonalizmu. Czy to jest najlepszy wybór, można dyskutować. Na pewno najwygodniejszy dla PZPN-u. Jan Urban jest lubianą powszechnie osobą z jakością trenerską i dla PZPN-u był to wybór bezpieczny. Jan Urban jest człowiekiem, z którym się dobrze rozmawia, można z nim łatwo i przyjemnie budować relacje. Mam jednak poczucie, że najlepszym wyborem byłby Marek Papszun. Jednak chyba już przy wyborze Michała Probierza te mosty zostały spalone. Nie wiem czy w ogóle istniała możliwość wyciągnięcia go z Rakowa. Oceniając chłodnym okiem wydaje mi się, że przeceniamy wagę kompetencji miękkich Jana Urbana. Atmosfery w kadrze nie buduje się relacjami, ją kreuje wynik.

Szkoleniowiec Rakowa byłby optymalnym wyborem, bo to najlepszy trener w Polsce?

- Mieliśmy przykłady trenerów, którzy teoretycznie bardziej do reprezentacji się nadawali i nic z tego nie wynikało. Reprezentacja to faktycznie jest nieco inny model pracy niż w klubie, to mniej czasu na treningi, na wprowadzanie zmian i własnej wizji. Być może trzeba jednak założyć więcej cierpliwości, dać trenerowi pracować. W kadrze oczywiście tego czasu nie ma, dlatego wszyscy chcieliby kilka dni po objęciu stanowiska, aby reprezentacja miała nie tylko dobre wyniki, ale również styl. W kadrze tak się nie da. Jeśli niektórzy oczekują, że przyjdzie trener Urban, będzie zawodników poklepywał po plecach i wszystko będzie od razu świetnie funkcjonowało na boisku, to jest wiara w bajki. Mówiąc wprost, jeśli piłkarze trzy razy dostaną w łeb, to bez znaczenia będzie jak bardzo się lubią, jak fajny jest trener.

A może być tak, że nawet jeśli wyniki się nie zmienią, to będą inaczej odbierane ze względu na nowego selekcjonera?

- Myślę, że wyniki nie będą inaczej odbierane, tym bardziej jeśli byłyby tak samo złe. W pierwszych meczach na pewno będzie margines błędu i kredyt zaufania. Jeśli jednak drużyna będzie dalej katastrofalnie wyglądać, to wszyscy zaczną wówczas psioczyć. Kluczem jest sukces, bo w piłce wszyscy jesteśmy oceniani przez pryzmat wyniku. Jeżeli nawet drużyna gra nieźle, ale wyniki są złe, to ocena będzie negatywna.

Czy awansujemy na mundial?

- Mam nadzieję, że sytuacja jeszcze jest do nadrobienia, ale głowa ma na pewno dużo większe wątpliwości niż serce.

Widzew Łódź, klub z którym jest pan utożsamiany, rozpycha się na rynku transferowym. Myśli pan, że wedrze się do czołówki ekstraklasy?

- Mam nadzieję, bo skala inwestycji pana Roberta Dobrzyckiego robi wrażenie, natomiast ja z zasady jestem bardzo ostrożny. Nazwiska na papierze świetnie wyglądają, a boisko szybko to weryfikuje. Było mało czasu na zbudowanie i zgranie drużyny. Paradoksalnie takie wyniki, jak 7:1 z Jagiellonią w sparingu, niepokoją, bo mogą świadczyć, że drużyna za wcześnie osiągnęła szczyt formy. Nie chce mi się wierzyć, aby Widzew w takim dołku zmęczeniowym, przy dużym obciążeniu w okresie przygotowawczym pakował siódemkę drużynie, która jest na podobnym etapie przygotowań. Jeżeli tak jest, to „zjedzą" tę ligę. Nawet jeśli Widzew nie osiągnie w tym sezonie założonych celów, czyli walki o europejskie puchary, to pierwszy krok do budowy czegoś dużego został zrobiony. Nie przewiduję nawet możliwości, aby mogło być gorzej niż w poprzednim sezonie, progres będzie na pewno, pytanie tylko jak duży. Budujące ogólnie jest to, że pojawiają się ludzie, którzy chcą inwestować duże pieniądze w piłkę. Widać zaangażowanie w to, aby Widzew powrócił do historycznie najlepszych momentów. To mnie bardzo cieszy.

Dla naszej piłki klubowej nadchodzą lepsze czasy. Ładnie opakowana była już od jakiegoś czasu, ale zaczynamy gonić europejską czołówkę również sportowo. O 15. miejscu w rankingu jeszcze pięć lat temu mogliśmy pomarzyć.

- Zgadza się, dodatkowe miejsce w europejskich pucharach też na pewno jest magnesem dla inwestorów. To zwiększa szanse pokazania się nie tylko na arenie krajowej.

Przejdźmy do I ligi. To może być bardziej ekscytujący sezon od poprzedniego?

- Jestem pewny, że to będzie bardzo ciekawy sezon. Mam wrażenie, że ten poprzedni był i tak najbardziej przewidywalny porównując z wcześniejszymi. Łatwiej było wskazać drużyny, które bronią się przed spadkiem i które walczą o awans. Poprzednie sezony były jeszcze ciekawsze, tabela była wyjątkowo ciasna, a różnice pomiędzy drużynami minimalne. Wystarczył jeden mecz, aby drużyna z walczącej o utrzymanie włączała się do walki o baraże. System rozgrywek I ligi jest według mnie genialny, wprowadzenie baraży diametralnie podniosło emocje. Najbliższy sezon raczej wyjątkiem nie będzie. Widać to nawet teraz po tym, co się dzieje w oknie transferowym. Drużyny się wzmacniają i już nie mogę doczekać się tych wielkich emocji, które nas czekają.

Czy Wisła Kraków powróci do ekstraklasy?

- Od spadku z ekstraklasy wydaje się, że Wisła musi szybko wrócić, ale z różnych powodów to się nie dzieje. Tym razem widać tam też sporo ruchów pozaboiskowych, wzmocnione zostały struktury organizacyjne klubu. Jestem ciekaw jak to zaowocuje na boisku. Ruchy kadrowe na razie wyglądają na bardzo przemyślane. Udało się zatrzymać Rodado, wrócił Igbekeme. Ściągnięcie Juliusa Ertlthalera z Tychów to moim zdaniem strzał w dziesiątkę, na wiosnę wydawało się, że to najlepszy zawodnik w I lidze. Będzie duża konkurencja w środku boiska. Wisła od dawna miała problem z obroną, zobaczymy jak będą spisywać się nowi defensorzy. Nie ma Alana Urygi i Rafała Mikulca, którzy mają poważne kontuzje. Cały czas w Wiśle widzę jednego z głównych faworytów, tu się nic nie zmienia. Mają traumatyczne wspomnienia z baraży, ale pod kątem potencjału wydaje się, że powinni wydostać się z tej ligi. Zapewne wiedzą z czym mieli problem i pytaniem jest, czy teraz będą umieli go przezwyciężyć.

Ma pan swoje typy na rewelacje rozgrywek?

- Mam przeczucie, że mocno może namieszać ŁKS Łódź. Patrząc na jego wzmocnienia, jak wygląda w sparingach czy na zmianę trenera, to wydaje mi się, że to jest zespół, który może zagrać o najwyższe cele. Stawiam go obok Śląska Wrocław i Wisły Kraków jako tego trzeciego najpoważniejszego kandydata do awansu. Miłosz Szczepański, Fabian Piasecki, Serhij Krykun to wzmocnienia, które mogą dać sporo jakości. Łodzianie wyglądają na bardzo rozsądnie zbudowaną drużynę. Biorąc pod uwagę kogo już tam mieli, można w nich upatrywać takiego czarnego konia...      

A kto może mieć największe problemy?

- Na pierwszy rzut oka wydaje się, że Pogoń Grodzisk Mazowiecki może nie mieć lekko, mimo wsparcia ze strony Legii. Utrzymać im się będzie bardzo trudno. Piotr Stokowiec podjął się bardzo trudnej roli. Inna Pogoń, ta z Siedlec, również może mieć trudność z pozostaniem w I lidze. Wiosną trener Adam Nocoń utrzymał ten zespół tak naprawdę cudem. Skład w nowym sezonie najprawdopodobniej będzie słabszy i wydaje mi się, że mogą być problemy. Trzeci zespół do spadku jest już trudno wytypować. Odra Opole jakoś specjalnie nie przekonywała w poprzednim sezonie, a wielkich wzmocnień tam nie widać. Z Górnika Łęczna mnóstwo zawodników poodchodziło. Maciej Stolarczyk próbuje jednak tę kadrę wzmocnić i ratować zespół, do którego dołączył Bartosz Śpiączka. Jestem ciekaw jak będzie funkcjonował ten zespół w nowym sezonie.

Wieczysta to wartość dodana marketingowo? Jest w stanie z marszu namieszać w górnych rejonach tabeli?

- Nie wykluczam takiej możliwości, ale mam jednak wątpliwości. Patrząc nawet na rundę wiosenną w jej wykonaniu w drugiej lidze, gdzie złapała potężny kryzys i do awansu musiała przedzierać się w barażach. Pierwsza liga jest zdecydowanie silniejsza, to jest inna skala trudności. Z drugiej strony są tam ogromne pieniądze właściciela oraz jakość piłkarska. Podejrzewam, że ten zespół jeszcze zostanie doinwestowany. Na pewno nie wygląda na typowego beniaminka. Zawodnicy Wieczystej są doświadczeni, ale zarazem wiekowi. Pytanie, jak będzie się to przekładało na możliwości fizyczne, czy nie złapie ich jakiś kryzys. Trudno to w tej chwili przewidzieć na co będzie ich stać. Nie wydają się murowanym faworytem do awansu, ale w żadnym przypadku nie będą też zespołem, który będzie się bronił przed spadkiem.

Miarą siły I ligi jest też to, jak sobie potem radzą beniaminkowie w ekstraklasie. W poprzednim sezonie Motor Lublin, GKS Katowice i Lechia Gdańsk zdały ten test bardzo dobrze. Myśli pan, że Wisła Płock, Bruk-Bet oraz Arka Gdynia również mają szansę w komplecie się utrzymać?

- Moim zdaniem mają realną szansę. Za sterami tych klubów są bardzo ciekawi trenerzy. Mają za sobą spore doświadczenie, przebijali się przez wiele trudnych sytuacji i radzili sobie z nimi. Mają również już pewne doświadczenie w ekstraklasie, myślę tu o Dawidzie Szwardze i Marcinie Broszu. Mariusz Misiura jeszcze go nie ma, ale można go chwalić za warsztat, podejście do drużyny, kierowania ekipą. Według mnie nowicjusze mają wszystkie cechy, aby pójść śladem ubiegłorocznych beniaminków i zawojować ekstraklasę.

Jako wieloletni obserwator i komentator I ligi, w jakim aspekcie widzi pan jej największy rozwój?

- Jestem przy I lidze od wielu lat i rozwój widzę w każdym aspekcie. Stadiony w większości wyglądają naprawdę pięknie. Patrząc na sposób funkcjonowania drużyn, na wymagania względem piłkarzy, na to jak chcą grać, można stwierdzić, że idzie to w naprawdę bardzo dobrym kierunku. Spójrzmy choćby na GKS Tychy z poprzedniego sezonu. W rundzie jesiennej wyglądał katastrofalnie, wydawało się, że może mieć duże problemy z utrzymaniem. Wiosną natomiast grał najładniejszą piłkę ze wszystkich drużyn, najlepiej też punktował. Było widać, że ten klub jest naprawdę dobrze poukładany i bardzo niewiele brakło do baraży. Aż się chciało na tyszan patrzeć, a takiego podejścia do gry w piłkę jest w tej lidze coraz więcej. Jest to też coraz większa wylęgarnia młodych talentów, w I lidze już z niejednego brzydkiego kaczątka wyrósł piękny łabędź. 

Rozmawiał Mariusz Rajek

Tomasz Łapiński uważa, że był lepszy kandydat na selekcjonera... Fot. Tomasz Folta/PressFocus

Czy ŁKS może „namieszać" w pierwszej lidze? Fot. Artur Kraszewski/PressFocus