Wściekłość trenera
Stracony punkt z Iranem i porażka z Kubą - nie tak miał wyglądać start Polaków w turnieju w Gdańsku.
Nikola Grbić (z lewej) miał sporo pretensji o postawę do swoich podopiecznych. Fot. PAP/Adam Warżawa
LIGA NARODÓW MĘŻCZYZN
To miało być święto siatkówki. Komplet widzów na trybunach, zabawa i zwycięstwo Biało-czerwonych, tym bardziej że w pierwszych meczach mierzyli się z solidnymi, ale nie zaliczanymi do światowej czołówki Iranem i Kubą. I tylko wygranych zabrakło. I nawet nie o sam wynik chodzi (3:2 z Iranem i 1:3 z Kubą), ale o postawę naszych zawodników. Dalecy są od wysokiej formy. Grają niedokładnie, wolno i chaotycznie. Widać, że brakuje im ogrania, a ostatnie treningi „zabrały” im dynamikę oraz siłę. - W Gdańsku chcemy oczywiście tylko wygrywać przed tą niesamowitą publicznością i robić wszystko, abyśmy wspólnie byli szczęśliwi, ale nie jest to nasza docelowa impreza. Ten turniej może być w naszym wykonaniu trochę szarpany. Jesteśmy jeszcze w fazie testów i różnych wariacji. Nie ulega wątpliwości, że to, co będziemy grać, to nie będzie najpiękniejsza siatkówka, jednak trener Grbić wielokrotnie powtarzał, że to jest proces i wszystko wymaga czasu – tłumaczył Tomasz Fornal, przyjmujący naszej drużyny.
Ale to, co wyprawiali Polacy w starciu z Kubą, nawet dla Grbicia było za dużo. Po meczu był wściekły. Od razu wezwał do szatni całą ekipę, zamknął drzwi i… musiało być gorąco. Gdy zawodnicy wyszli, nie chcieli się wypowiadać na ten temat. - Wiem co się działo, ale nie powiem. To, co wydarzyło się w szatni, zostaje w szatni. Mieliśmy rozmowę, wyciągamy wnioski z tej lekcji i tyle. Mam nadzieję, że w następnych meczach będziemy grali lepiej i wychodzili z nich zwycięsko – uciął temat kolejny z naszych przyjmujących, Artur Szalpuk.
Co się wydarzyło, że Serb został wyprowadzony z równowagi? W czwartym secie nasza drużyny wygrywała już 24:21 i wszyscy szykowali się do tie-breaka. Tymczasem Biało-czerwoni stracili pięć punktów z rzędu i w efekcie przegrali mecz. To wicemistrzom olimpijskim i świata nie powinno się zdarzyć. - To jest sport i wiele rzeczy może się wydarzyć. W poprzednim sezonie przegrałem wiele takich końcówek i wiem, że trzeba grać do końca oraz zamykać sety. Ogólnie nie zagraliśmy najlepszego spotkania, a była duża szansa, aby je odwrócić i odnieść zwycięstwo. I tego najbardziej szkoda - przyznał Szalpuk.
- To jest pierwszy raz, gdy byłem tak wściekły. W szatni powiedziałem, co miałem powiedzieć i to zostanie między nami - stwierdził Nikola Grbić. - Nie mieliśmy cierpliwości. Kiedy grasz z Kubą, która jest bardzo mocna w ataku i w zagrywce, musisz mieć cierpliwość, pamiętać kierunki i rzeczy, które mają i robią, starać się być lepszym. Gdy przegrywasz, bo nie wykorzystałeś piłki setowej od stanu 24:21, mimo dwukrotnie perfekcyjnego przyjęcia, to musisz to przeanalizować, by wiedzieć, jak w przyszłości wychodzić z takich sytuacji. Dlatego, że bywają rzeczy niezwiązane wyłącznie ze sportem. Czasami po prostu musisz czuć pewność siebie na boisku, pewność swoich kolegów, sztabu i wszystkiego, co pomoże ci osiągnąć wynik.
W piątek Polacy mieli wolne. Po południu odbyli łączone zajęcia w siłowni i w hali. W sobotę natomiast zagrają z Bułgarią (17.00), a w niedzielę z Francją (20.30).
(mic)
PECH PRZYJMUJĄCEGO
Uraz stopy Aleksandra Śliwki, którego nabawił się tuż przed startem turnieju w Gdańsku, okazał się jednak znacznie poważniejszy niż początkowo sądzono. - Patrząc na to, jak wygląda sytuacja, będzie trudno, aby zagrał z nami jeszcze w tym sezonie – przekazał Nikola Grbić. - Olek jest niezwykle ważnym zawodnikiem w naszej drużynie nie tylko pod względem sportowym na boisku, ale i poza nim. Zawsze jednak powtarzam, że gramy i wygrywamy z tymi, których mamy do dyspozycji.
Dobrą wiadomością jest natomiast powrót do zdrowia Bartosza Bednorza. Przyjmujący ma być zgłoszony na mecze z Bułgarią i Francją.