Wróćmy do ustawień fabrycznych
Rozmowa z Bartoszem Mrozkiem, bramkarzem Lecha
Fot. Piotr Matusewicz / Press Focus
We wtorkowy wieczór wygrał pan wojnę nerwów przy rzucie karnym. Ale to było słodko-gorzkie uczucie, patrząc na końcowy wynik...
- Dobrze powiedziane: słodko-gorzkie. Niby smakuje dobrze, bo nie broni się karnych na co dzień. Ale gdybyśmy wygrali albo choć zremisowali, moja interwencja miałaby większe znaczenie.
Ostatnio Patryk Dziczek dość regularnie „kaleczył” was z karnych. Jak pan to zrobił, że tym razem został zatrzymany?
- Zawsze jestem przygotowany na każdy mecz, na ewentualność karnego. Czasem ta wiedza, którą mam, się sprawdza, czasem nie. Tym razem się sprawdziła.
Drugi mecz wiosną, druga porażka. Była jakaś różnica w stosunku do meczu z Lechią?
- Cieplej było na pewno. A poza tym myślę, że zagraliśmy w Gliwicach o wiele lepsze spotkanie niż z Lechią. Ale wciąż brakuje strzelania bramek „Fero” Plach naprawdę fantastycznie bronił; duży szacunek. Nawet go zapytałem, co on je, bo tak broni, że to jest niesamowite!
A może Lechowi trzeba trenera mentalnego, żeby zacząć strzelać i wygrywać?
- No nie... Nie mówmy teraz, że mamy się załamać. Rozumiem, że mamy dwie porażki z rzędu. Ale ja wychodzę z założenia, że jak jest ciężej, to trzeba ciężej pracować. I na tym się skupmy.
Patrzycie na tabelę i widzicie, że obrona tytułu mistrzowskiego wciąż jest możliwa?
- Dwa przegrane mecze? Nie mówmy od razu, że to dramat, że lecimy z ligi. Od kiedy jestem w Poznaniu, zawsze mam wrażenie, że gdy Lech przegrywa, to spada, a jak wygrywa, to gra o mistrzostwo. Krótko mówiąc – nastroje od ściany do ściany... Spokojnie, jeszcze nic się nie wyjaśniło, dużo grania przed nami, i to na trzech frontach.
Złapał pan karnego, a w końcówce – szukał pan okazji pod bramką gospodarzy. A ja myślę, że Bartosz Mrozek powinien i bronić i strzelać gole!
- Dziennikarze zawsze mówią, że bramkarz musi być wielofunkcyjny. No to jestem. Coś obronię, coś kopnę i może bramkę strzelę... (śmiech). A może powinienem zacząć od asysty, bo jeszcze jej w ekstraklasie nie mam. Z golem może być jednak ciut ciężej.
Eee, tam. Michał Wróbel strzelił. I Seba Nowak...
- Ale to są przypadki raz na pięć lat!
A ja jednak spytam, czy macie opracowane warianty awaryjne, z pańską obecnością w polu karnym rywala?
- Nie. Nawet kiedyś rozmawiałem o tym z trenerem, że idąc tam... nie wierzę tak naprawdę, że strzelę bramkę, Bardziej biegnę zrobić trochę zamieszania.
Trubin z Benfiki też pewnie nie wierzył, że strzeli gola w Lidze Mistrzów...
- Dlatego chyba wolę z tego założenia wyjść, żeby nie wierzyć i... ewentualnie się zaskoczyć pozytywnie. Ale może niekoniecznie głową. Wolałbym gdzieś na przedpolu zebrać piłkę i przymierzyć z woleja, jak na treningach.
A przymierza pan?
- No czasem tak – dla przećwiczenia uchwytu przez chłopaków, co nie?
Jeszcze jedno: jesienią Lech wygrał w Gliwicach w Pucharze Polski i w Katowicach w lidze. Wydawało się, że pan – chłopak ze Śląska – wreszcie Śląsk odczarował. Teraz doszedł obroniony karny, ale i porażka....
- No cóż, stary rok się skończył, nowy zaczął. Pechowo, jak widać. Ale na szczęście w sobotę mam okazję znów zagrać na Śląsku. I może znów go zaczarować? Albo – mówiąc technicznie - „wrócić do ustawień fabrycznych”, czyli zabrać ze Śląska wygraną do Poznania.
Rozmawiał i notował Dariusz Leśnikowski
