Wracają do portu
Właściciel Pogoni Alex Haditaghi narzekał na system Pucharu Polski, więc Szczecinianie już nie muszą się nim przejmować.
Jegor Macenko (z prawej) w ostatnich minutach meczu zapewnił Śląskowi zwycięstwo. Fot. PAP / Maciej Kulczyński
Przy pierwszej możliwej okazji trener Ante Simundza postanowił wystawić w pierwszym składzie Karola Linettego. 47-krotny reprezentant Polski powrócił na polskie boiska po 10 latach przerwy, wychodząc na murawę naprzeciwko Pogoni Szczecin w pierwszej rundzie Pucharu Polski. Był to jego dziewiąty mecz w tych rozgrywkach (wszystkie poprzednie rozegrał w barwach Lecha Poznań). Są one dla niego o tyle ważne, że Puchar Polski jest jedynym trofeum, którego nie zdobył z Kolejorzem (sięgał z nim po mistrzostwo i superpuchar). W 2015 roku był co prawda w finale, ale przegrał z Legią Warszawa 1:2. Co więcej, rok później także wystąpił w finale, także przeciwko Wojskowym, ale po raz drugi przegrał – tym razem 0:1. Później wyruszył w świat, grał w Sampdorii, Torino i Kocaelisporze, a teraz powrócił i dostał szansę na włożenie kolejnego trofeum do gabloty.
Nie strzelił focha
To jednak nie Linetty był kluczowym zawodnikiem Śląska w czwartkowy wieczór. Jego partner z linii pomocy Piotr Samiec Talar od pierwszych minut rywalizacji był bardzo aktywny i już w 4 minucie zapewnił Wrocławianom prowadzenie. Spokojnym strzałem sprzed pola karnego pokonał Valetina Cojocaru, utrzymując dobrą formę – do tej pory w ekstraklasie zdobył trzy gole i zaliczył trzy asysty, biorąc udział przy 75 proc. bramek Śląska. Przy okazji 24-latek udowodnił, że na jego postawę na boisku nie wpływają zawirowania gabinetowe. W tym tygodniu do mediów wypłynęła informacja o tym, że zarząd Śląska zbyt długo zwlekał z „przyklepaniem” nowej umowy, o czym piszemy na stronie 6.
Wyczekany przebłysk
Mecz po szybkim trafieniu był bardzo wyrównany. Pogoń w pierwszej połowie próbowała zaskoczyć Michała Szromnika, ale golkiper radził sobie bardzo dobrze ze wszystkimi strzałami. Sytuacja uległa zmianie w drugiej części rywalizacji. Szczecinianie wykazali się przede wszystkim cierpliwością – czekali na jeden indywidualny przebłysk, który w końcu nadszedł. W 65 minucie Paul Mukairu ruszył dynamicznie z lewego skrzydła wzdłuż linii pola karnego. Mijał kolejnych rywali, szukając miejsca na uderzenie. Gdy je znalazł, oddał strzał nie do obrony dla Szromnika.
Nostradamus
Dwa dni przed meczem we Wrocławiu właściciel Pogoni Alex Haditaghi rozpisał się na „X” w sprawie „fatalnego systemu losowania” w Pucharze Polski, opisując przypadek jego klubu, który już na pierwszym etapie turnieju trafił na ekstraklasowy Śląsk Wrocław. Wskazał, że głupim jest fakt, że któraś z wielkich ekip już we wrześniu musi pożegnać się z walką o trofeum. Haditaghi ponarzekał sobie w internecie, jakby przewidując porażkę Portowców we Wrocławiu. Jego wizja była nieomylna. Pogoń nie utrzymała remisu do dogrywki. Do pokonania Cojocaru po raz drugi wystarczyło jedno dośrodkowanie z rzutu wolnego i celna główka Jegora Macenki. Źle przy stałym fragmencie ustawili się przyjezdni, przez co defensor był niepilnowany i spokojnie zapewnił Śląskowi awans do kolejnej fazy.
Kacper Janoszka
◼ Śląsk Wrocław – Pogoń Szczecin 2:1 (1:0)
1:0 – Samiec-Talar, 4 min, 1:1 – Mukairu, 65 min, 2:1 – Macenko, 84 min (głową)
ŚLĄSK: Szromnik – Timossi Andersson, Macenko, Ba, Malec (59. Christodoulu), Llinares – Samiec-Talar, Tomasiewicz (74. Yriarte), Linetty (59. Shabani) – Marjanac (82. Ciućka), Banaszak (59. Dembele). Trener Ante SIMUNDZA.
POGOŃ: Cojocaru – Ali (46. Ława), Keramitsis, Szalai, Mendy (82. Willen) – Acosta, Dziczek, Wojciechowski (89. Cuić) – Mukairu, Grosicki (60. Juwara), Czurlinow (82. Nsame). Trener Oscar GARCIA.
Sędziował Wojciech Myć (Włodawa). Widzów 10 238. Żółta kartka: Samiec-Talar.
