Sport

Wojciech Fibak: renesans forhendu

Forhend Igi Świątek był kluczem do wygrania Wimbledonu – uważa były świetny tenisista.

Iga Świątek na korcie nie miała litości dla Amandy Anisimovej, ale po meczu pocieszała Amerykankę... Fot. PAP/EPA

Wimbledon 2025 to wielki renesans forhendu Igi. Liczyłem, że nastąpi to na „cegle” w Rzymie, może w Paryżu w trakcie French Open - mówi Wojciech Fibak. - Tak się jednak nie stało, ale już w Bad Homburg, gdzie Iga doszła do pierwszego finału na trawie, było widać powrót pewności gry forhendem. W Londynie było to decydujące uderzenie. W meczu z Samsonową w ćwierćfinale funkcjonował na 80 procent, w półfinale z Bencic na 90, a w finale z Anisimową na 95 procent. To kluczowe uderzenie, którym sprawiała, że rywalki musiały dużo biegać, a Iga kontrolowała akcje. Pamiętajmy przy tym, że ten dobry forhend to dodatek do najlepszego bekhendu świata, do najlepszego serwisu i najlepszego poruszania się po korcie. Iga tak grająca jest nie do pokonania - podkreśla triumfator Australian Open 1978 w deblu.

W finale atutem Świątek było doświadczenie w meczach o tak wysoką stawkę. - Kort centralny w Londynie jest specyficzny. Robi wrażenie, zwłaszcza gdy trybuny są pełne. Anisimowa mogła być spięta. Może nawet grała drżącą ręką, ale tylko w pierwszych gemach. Potem pewnie już o tym zapomniała, ale Świątek miała wszystko pod kontrolą i była poza zasięgiem Amerykanki. Szkoda mi Amerykanki, bo ja przy stanie 6:0, 4:0 chyba bym oddał gema koledze z drugiej strony siatki. Jednak Iga jest inna. Gdy czuje, że jest w formie i ma mecz pod kontrolą, to jest bezwzględna. Gra o to, by wygrać każdą piłkę. Iga zwyciężyła, nie grając ani jednego meczu z rywalką z pierwszej dziesiątki WTA. Ale, kto to będzie pamiętał? Wszyscy będą pamiętać, że jest pierwszą polską mistrzynią Wimbledonu – konstatuje Wojciech Fibak.

(t, PAP)