Wiking na czele stawki
Viktor Hovland prowadzi w Travelers Championship. W niedzielę zagra w ostatniej grupie razem z numerem jeden światowego golfa – Scottiem Schefflerem.
Viktor Hovland podczas rzymskiego Ryder Cup. Fot. Marek Darnikowski
Hovland przejął samodzielne prowadzenie w Cromwell po trzeciej rundzie turnieju, wyprzedzając Schefflera zaledwie jednym uderzeniem. Jego rywal przystępował do sobotniej potyczki jako lider z dwoma uderzeniami przewagi. Na pierwszym dołku Viktor od razu zaliczył birdie, zmniejszając stratę do jednego strzału. Lider rankingu światowego zaczął spokojniej – na pierwszej dziewiątce notując tylko jedno birdie, a na dziesiątce, chcąc nie chcąc, zaliczając bogeya - podobnie zresztą jak Norweg. Przyspieszył za to na drugiej dziewiątce, notując serię czterech birdie na pięciu dołkach: 11, 13, 14 i 15. Norweg grał stabilnie przez cały dzień, odpowiadając na ataki Amerykanina. Przed ostatnim dołkiem Scheffler prowadził jednym punktem. Po zagraniach z tee obaj znaleźli się na fairwayu. „Hovi” posadził piłkę 6 stóp od flagi, natomiast Scheffler przestrzelił green, kończąc bogeyem, przeciwko birdie Hovlanda.
Viktor, duma całej Norwegii, chwalił atmosferę i norweskich kibiców świętujących w stylu... wiosłujących wikingów. To bezpośrednie nawiązanie do piłkarskich mistrzostw świata, gdzie fani z Norwegii w ten charakterystyczny sposób dopingują swoją reprezentację – i dokładnie tak samo było w sobotę w Cromwell. Kibice ubrani w narodowe barwy i koszulki piłkarskie wspierali również innego Norwega – Kristoffera Reitana: „Atmosfera dzisiaj była absolutnie elektryzująca. To było naprawdę świetne uczucie zobaczyć tam norweskie koszulki, gra przed tą publicznością sprawiła mi ogromną radość. Jesteśmy wikingami, to jest zapisane w naszym DNA. To dość zabawne, widziałem coś takiego po raz pierwszy w życiu. Myślę, że zrobiliśmy to jako naród pierwszy raz, zwłaszcza w trakcie mistrzostw świata. Zajęło nam to jakieś 1000 lat, żeby na to wpaść. Uważam, że to genialne”.
Dzisiejsza wygrana byłaby dla Viktora jego pierwszym triumfem od Valspar Championship 2025. Pozwoliłaby mu zamknąć trudniejszy okres trwający od tamtego momentu. Gwiazda europejskiej drużyny Ryder Cup od dłuższego czasu głośno mówi o ciągłym poszukiwaniu idealnego czucia w swingu. Zwycięstwo po bezpośrednim pojedynku z liderem światowego rankingu ostatecznie udowodniłoby, że jego gra pod presją jest znów na najwyższym poziomie. Byłby to jego ósmy tytuł PGA Tour w karierze. Do tej pory Norweg bardzo skutecznie zamieniał prowadzenie po trzech rundach na końcowy sukces – na cztery takie przypadki w karierze, aż 3 razy dowoził zwycięstwo do końca.
„Wynik oczywiście cieszy… ale ja skupiam się na samym procesie. Kiedy tylko odnajduję to konkretne czucie swingu, któremu mogę zaufać i które daje mi powtarzalny kształt uderzenia, wiem, że od tego momentu będę w stanie wykręcić dobry wynik. Więc to, czy ostatecznie zagram rundę na 2, 6 czy 9 poniżej par, nie jest najważniejsze. W momencie, gdy widzę, że uderzam dokładnie takie piłki, jakie zaplanowałem i poprawnie je egzekwuję – to właśnie to buduje moją pewność siebie. Cała reszta, czyli robienie tego na tak wielkiej scenie i przed tak ogromną publicznością, to już tylko dodatkowy bonus”.
Z kolei Scottie rozpoczął rok od mocnego uderzenia i wygranej w The American Express w styczniu. Od tamtej pory, mimo aż ośmiu finiszów w czołowej piątce, nie zdołał podnieść żadnego trofeum. Wygrana tutaj zakończyłaby wreszcie tę kilkumiesięczną posuchę.
W turnieju padają co chwilę super niskie rezultaty i tak naprawdę wygrać wciąż może każdy, przypuszczając świetną rundę ostatniego dnia.
Transmisja w Eurosporcie 2 od 20.00. Komentują: Jacek Person i tradycyjnie dołączający do niego w niedzielę Paweł Ulbrych. Emocje gwarantowane.
Kasia Nieciak
