Wiem, jakie są oczekiwania
Rozmowa z Markiem Gołębiewskim, trenerem Zagłębia Sosnowiec
Marek Gołębiewski jest świadomy wyzwania, jakie czeka go w Sosnowcu. Fot. Zagłębie Sosnowiec
Jak się zostaje trenerem Zagłębia? Może pan zdradzić trochę kulis podpisania umowy?
- Dość długo zbierałem się do pracy, bo chciałem trochę odpocząć po okresie spędzonym w Chrobrym Głogów. Miałem wcześniej kilka propozycji z 2 i 3. ligi. Zagłębie zgłosiło się do mnie około 10 czerwca, dyrektor Janusz Dziedzic zatelefonował z konkretną propozycją. Spotkaliśmy się z panią prezes Katarzyną Biały, aby omówić wszystkie szczegóły i udało się dojść do porozumienia.
W Zagłębiu kolejny raz idzie nowe - nowy dyrektor, nowy trener, sporo nowych zawodników... Jak pan ocenia te początki współpracy? Niektóre transfery robią wrażenie jak na 2. ligę...
- Dyrektor Dziedzic wykonał dużą pracę, ściągnął naprawdę dobrych piłkarzy, a wszystkie ruchy były dyskutowane ze mną. Nie ma czegoś takiego, że „dyrektor sobie, a trener sobie”. Pozyskaliśmy bardzo wartościowych zawodników, niektórych jeszcze w wieku, który jest mocno rozwojowy, więc musimy być zadowoleni.
W 2. lidze chyba trudno znaleźć lepsze miejsce do pracy. Piękny stadion, ogromna baza kibicowska, stabilne wsparcie miasta, a jednocześnie olbrzymi głód sukcesu i duże oczekiwania. Trenerzy raczej lubią takie miejsca.
- Właśnie dlatego czekałem na taki klub, na taką ofertę. Zagłębie jest miejscem, gdzie naprawdę można zrobić fajną robotę. Mam bardzo fajny sztab, piłkarzy również dobraliśmy odpowiednich do naszego systemu. Bardzo dobra baza, można powiedzieć w pełni ekstraklasowa, tak samo jak kibice. Do tego trzeba dostosować poziom sportowy. To na boisku musimy pokazać, że też zasługujemy na wyższe cele.
Kibice Zagłębia słyną z tego, że raczej nie mają zbyt dużej cierpliwości, dość szybko chcieliby sukcesu. Patrząc na ostatnie sezony, ciężko dziwić się ich frustracji. Jako legionista - a z Legią sympatyzują fani Zagłębia, liczy pan na nieco większy kredyt zaufania?
- Przede wszystkim bym chciał, żeby kibice zaufali zawodnikom, trenerowi nie muszą. Trenerowi muszą zaufać zawodnicy, a kibice mam nadzieję będą nas wspierać, nawet w cięższych chwilach. Mam nadzieję, że takich będzie jak najmniej. Od pierwszego treningu powtarzam, że jesteśmy w takim klubie, że musimy wygrywać. Nie interesują nas remisy czy porażki. Wiadomo, że jak będą sukcesy, to i kibice będą bardziej zadowoleni. Zdaję sobie sprawę, gdzie jestem i jakie tu są oczekiwania. Podjęliśmy się tego wyzwania, wszyscy są gotowi do pracy. Za nami ciężki okres przygotowawczy, pięć wartościowych sparingów z drużynami, które raczej nie przebierają w środkach. Wszystkie udało nam się wygrać i teraz chcemy to przełożyć na ligę.
Wyniki faktycznie robią wrażenie, ale niektórzy mówią, że lepiej ostatni mecz kontrolny przegrać, żeby w lidze było na odwrót. Podziela pan to zdanie?
- Kto mnie zna, ten wie, że nie lubię przegrywać. Chcę wygrywać wszystkie mecze i powiedziałem to zawodnikom. Na razie zrealizowali moją prośbę w 100 procentach. Mam nadzieję, że tak samo będzie w meczach ligowych. Jesteśmy w klubie, który coś znaczy na mapie Polski, chce się odrodzić, grać wyżej, więc myślę, że musimy robić wszystko, aby tak było. Chcemy wygrać każdy mecz - tak brzmi nasze motto.
Stadion w Sosnowcu cieszy się dużym wzięciem. Jesienią będzie na nim grać Wieczysta Kraków, Raków - jeśli awansuje do fazy ligowej Ligi Konferencji - również tam będzie podejmował rywali. Nie obawia się pan, że murawa zostanie zużyta?
- Jest w kapitalnym stanie i pod bardzo dobrą opieką, więc jestem spokojny. Gdy grają trzy zespoły, to boisko zawsze trochę ucierpi, ale na razie sprzyja mu choćby pogoda. Problemy mogą zacząć się najwcześniej pod koniec października, kiedy klimat będzie bardziej deszczowy. Na razie się tym nie martwię, bardziej skupiam się na naszych meczach.
Sezon zaczynacie w niedzielę o 14.30 w Kleczewie z Sokołem, który jest absolutnym beniaminkiem. W lidze zagrają trzy zespoły, które tak wysoko znalazły się po raz pierwszy. Jak pan ocenia potencjał 2. ligi? Z jednej strony Zagłębie czy Podbeskidzie, a z drugiej wspomniany Sokół czy Podhale Nowy Targ.
- Na pewno ta liga jest coraz ciekawsza, a dzięki regulaminowi więcej drużyn gra o coś. Sokół awansował z dużą przewagą z grupy, gdzie były choćby Zawisza Bydgoszcz czy Błękitni Stargard. Jeżeli jakiś klub znalazł się w gronie drugoligowców, to nie może być słaby. Tu nie można nikogo lekceważyć, nikt się przed nami nie położy. Nazwa klubu robi swoje i pewnie wszyscy będą się na nas podwójnie mobilizować. Beniaminków oceniam jako bardzo mocnych. To kluby prowadzone przez dobrych trenerów, budowane z dłuższą perspektywą.
Cel Zagłębia może być chyba tylko jeden.
- Tak, wygrywać każdy mecz, to jest nasze podstawowe zadanie. Chcemy w każdym spotkaniu zdobywać punkty, to jest nasz główny cel w tym sezonie.
Nie użył pan słowa awans, ale ono pewnie będzie odmieniane przez wszystkie przypadki wśród kibiców. Pan potrafi walczyć o awans w tej lidze, prezentując przy tym całkiem przyjemny styl. Nawiązuję jeszcze do czasów Skry Częstochowa.
- Faktycznie, coś w tym jest. Cieszę się, że mi zaufano w takim klubie jak Zagłębie. Jestem trochę na zakręcie przygody trenerskiej. Zagłębie, patrząc na ostatnie sezony, w jakimś sensie też, więc może się to fajnie zgrać. Preferuję ofensywny styl, mam oczekiwania względem piłkarzy pod tym względem. Starałem się wpoić im swoją filozofię i wydaje mi się, że na razie przynosi to efekty. Trzeba być pokornym i pracowitym, z mówienia nic nie będzie. Na boisku będziemy mogli pokazać, czy idziemy w dobrą stronę. Do sukcesu potrzebne są cztery filary: zarząd, piłkarze, kibice i sztab. W Zagłębiu zostały stworzone warunki ku temu, aby odnieść sukces, a reszta będzie zależeć ode mnie oraz piłkarzy na boisku. Zagłębie to klub przygotowany na wyższą ligę.
Mówił pan, że czekał na taką ofertę. Czy ta przerwa już za długo się przeciągała?
- Od 2011 roku, kiedy zaczęła się moja przygoda z zawodem trenera, najpierw w grupach młodzieżowych, to do 2023 roku pracowałem nieprzerwanie. Po skończeniu pracy w Chrobrym potrzebowałem trochę odpoczynku. Nie mogłem też od razu podjąć pracy, bo moje prawne stosunki z głogowskim klubem nie były jeszcze rozwiązane. Od 2024 roku mogłem podpisać kontrakt, zapytania się pojawiały, jednego tematu byłem blisko, ale nie podpisaliśmy umowy. Przyznam szczerze, że od jakiegoś czasu byłem już bardzo stęskniony za trenerką, za zapachem szatni. Miałem w sobie dużą chęć pracy i mam nadzieję, że wspólnie coś fajnego w Sosnowcu zrobimy.
Polskie kluby wchodzą powoli w decydującą fazę eliminacji europejskich pucharów. Powtórzy się równie dobry sezon jak poprzedni? Nadzieje zostały mocno rozbudzone.
- Jagiellonia ma inny zespół, powiedziałbym mniej jakościowy i pewnie będzie to widoczne. Lech z kolei ma kontuzjowanych najważniejszych zawodników na bokach. Na pewno będzie to miało wpływ. Legia pokonała pierwszego rywala, teraz się wzmacnia i to jest najważniejsze. Nasze drużyny będą miały ciężej niż rok temu, ale jedna na pewno znajdzie się w fazie ligowej. Ekstraklasa cały czas idzie do przodu, stadiony pięknieją, cała otoczka naprawdę robi wrażenie. W rankingu pniemy się tak szybko, że niektóre kraje mogą nam tylko pozazdrościć.
Na koniec muszę zapytać o reprezentację. Jest pan zaskoczony wyborem Jana Urbana na selekcjonera?
- Jeśli mogę, to chciałbym przede wszystkim podziękować Michałowi Probierzowi za czas spędzony w kadrze, bo podjął się trudnego wyzwania. Ciążyła na nim duża presja i uważam, że zrobił wszystko, co mógł z tą kadrą. Trener Urban jest w moim odczuciu odpowiednim człowiekiem we właściwym czasie. Bardzo doświadczony były piłkarz, trener wielu klubów ligowych w Polsce. Zna wszystkich zawodników i ma do nich dobre podejście. Osobiście znam jego syna Piotra i jeśli są to podobne geny, to uważam, że Jan Urban poradzi sobie z zadaniem i scali reprezentację. Nie ma się co oszukiwać, selekcjoner ma kilka dni na zgrupowaniu, aby pokazać jak chcemy zagrać, ewentualnie dopracuje stałe fragmenty gry, a w zdecydowanej większości opiera się to na więzi trenera z zawodnikami.
Rozmawiał Mariusz Rajek
CZY WIESZ, ŻĘ...
Od 5 do 19 lipca Zagłębie rozegrało 5 meczów kontrolnych i wszystkie wygrało. Jego „ofiarami” zostały: Podbeskidzie Bielsko-Biała 3:1, SK Sigma II Ołomuniec 3:0, FK Frydek-Mistek 4:1, FK SK Polanka 4:1 i FK Trzyniec 3:1.