Wielkie widowisko
Niech żałują ci, którzy tego meczu nie oglądali - w drugiej połowie GKS Tychy i Miedź Legnica dały bramkowy koncert.
Damian Kądzior (z prawej) już zaczął strzelać dla tyskiego zespołu. Fot. Łukasz Sobala/PressFocus
Kibice wychodzący ze stadionu po zakończeniu meczu inaugurującego sezon 2025/26 w Tychach z niedowierzaniem kręcili głowami i cmokali z zachwytu. Takiego otwarcia rozgrywek nikt się nie spodziewał. Owszem, historycy podkreślali, że w 32 do tej pory rozegranych spotkań GKS-u Tychy z Miedzią Legnica padało dużo goli, o czym świadczył bilans bramkowy 41:43, ale aż do soboty nigdy nie było ich 7 w jednej potyczce! A tyle właśnie trafień zobaczyliśmy w 33. starciu Trójkolorowych z Miedziowymi. Drużyna Artura Skowronka wygrała 4:3, odnosząc 11. zwycięstwo z legniczanami (przy 11 remisach i 11 porażkach).
Trzeba też dodać, że całe to ostre strzelanie skumulowało się w drugiej połowie. Nie znaczy to jednak, że do przerwy nic ciekawego się nie działo. Wręcz przeciwnie. Goście zaczęli odważnie, ale mieli słabo nastawione celowniki i z ich 6 strzałów żaden nie był celny. Nawet gdy w 7 minucie Kamil Antonik znalazł się oko w oko z Leonem-Oumarem Wechselem, to piłka minęła cel. Natomiast gospodarze, odpowiadając ciosem za cios, szybko pokazali, że w okresie przygotowawczym zgrali „muszkę ze szczerbinką”. W pierwszych 45 minutach, strzelając 8-krotnie, 3 razy zmusili Jakuba Wrąbla do interwencji, a jego parada po mocnym uderzeniu Juliana Keiblingera z 20 metrów była najwyższej klasy.
Worek z bramkami rozwiązał się w drugiej połowie. Tyszanie, choć z podstawowej jedenastki z poprzedniego sezonu na murawie było tylko pięciu piłkarzy, zagrali jakby tę akcję ćwiczyli latami. Długie podanie spod swojej bramki uruchomiło Marcela Błachewicza, który uciekł Wojciechowi Rezaczowi, dobiegł do końcowej linii i wycofał piłkę do wbiegającego w pole karne Damiana Kądziora. 6-krotny reprezentant Polski przyłożył tylko nogę i 145 sekund po przerwie wywołał eksplozję radości tyskich fanów. Fetowanie prowadzenia trwało jednak tylko 178 sekund, bo tyle potrzebowali legniczanie, żeby Antonik po wrzutce Jacka Podgórskiego wyrównał.
Od tego momentu sytuacja boiskowa zmieniała się jak w kalejdoskopie. Po 127 sekundach Maksymilian Stangret, po zagraniu Marcina Szpakowskiego, oszukał Mateusza Grudzińskiego i strzałem spoza pola karnego znowu dał tyszanom prowadzenie. 111 sekund później Antonik uderzył z 20 metra, a piłka po rykoszecie od Kasjana Lipkowskiego zmyliła bramkarza i było 2:2, ale… tylko przez 222 sekundy.
Na zakończenie tych wystrzałowych 10 minut Szpakowski zagrał do Jakuba Bierońskiego, a kapitan GKS-u huknął z pola karnego. W dodatku gospodarze przejęli kontrolę i wypracowali kilka znakomitych okazji do podwyższenia rozmiarów prowadzenia, ale ich nie wykorzystali. Najbliżej celu był Noel Niemann, dobijając w polu bramkowym strzał Keiblingera, jednak Wrąbel obronił. Niewykorzystana okazja zemściła się, bo kwadrans przed końcem meczu zespół Wojciecha Łobodzińskiego wyprowadził zabójczą kontrę, w której Marcel Mansfeld i Daniel Stanclik okazali się sprytniejsi od Jakuba Tecława i Kamila Głogowskiego, a napastnik wracający do Miedzi z wypożyczenia do Znicza Pruszków, w którym w poprzednim sezonie strzelił 16 goli, z zimną krwią wykorzystał sytuację sam na sam.
Widać było jednak wyraźnie, że remis w tym meczu nikogo nie zadowoli. Obie drużyny atakowały do końca i legniczanie pierwsi mieli „piłkę meczową”, bo Kamil Drygas po rzucie rożnym główkował z 5 metra. Wechsel jednak obronił, a dobitka Adnana Kovaczevicia była niecelna.
Decydująca okazała się 58 sekunda doliczonego czasu, gdy akcję przeprowadzili rezerwowi. Mamin Sanyang ograł Grudzińskiego i miękką wrzutką na „długi” słupek idealnie obsłużył Kacpra Wełniaka, który tylko przyłożył głowę i z 2 metrów ustalił wynik. Nic więc dziwnego, że chwilę później, po ostatnim gwizdku sędziego, to właśnie napastnik sprowadzony z Motoru Lublin wyszedł przed drużynę i zwracając się do tyskich kibiców, krzyknął: „Kto wygrał mecz?”. Echo wykrzyczanego w odpowiedzi „GKS, GKS, GKS” długo się niosło po stadionie…
Jerzy Dusik
OCENA MECZU ⭐ ⭐ ⭐ ⭐ ⭐
1:0 – Kądzior, 48 min, 1:1 – Antonik, 51 min głową), 2:1 – Stangert, 53 min, 2:2 – Antonik, 55 min, 3:2 – Bieroński, 58 min, 3:3 – Stanclik, 77 min, 4:3 – Wełniak, 90+1 min (głową)
GKS: Wechsel – Lipkowski, Tecław, Głogowski – Keiblinger, Bieroński, Szpakowski (75. Makowski), Błachewicz – Kądzior (85. Sanyang), Stangret (70. Wełniak), Niemann (70. Kubik). Trener Artur SKOWRONEK.
MIEDŹ: Wrąbel – Rezacz, Kovaczević, Diallo, Grudziński – Podgórski (65. Cordoba), Letniowski (72. Mansfeld), Drygas (88. Kościelny), Antonik – Engvall (65. Miocz), Stanclik. Trener Wojciech ŁOBODZIŃSKI.
Sędziował Łukasz Karski (Słupsk). Widzów 4066. Żółte kartki: Niemann, Kądzior – Diallo, Kościelny.