Sport

Wielki powrót na finiszu

Jagiellonia w ostatniej chwili zdobyła trzy punkty w starciu z łodzianami.

Afimico Pululu (z lewej) był ogromnym zagrożeniem dla bramkarza Widzewa Rafała Gikiewicza. Fot. Michał Kość/PressFocus

WYDARZENIE KOLEJKI

Do 90 minuty rywalizacji Jagiellonii z Widzewem wydawało się, że bohaterem spotkania będzie Sebastian Bergier. Snajper łódzkiego zespołu dwukrotnie wpisał się na listę strzelców. Miał być to zresztą dzień byłych piłkarzy GKS-u Katowice, bo do siatki trafił nie tylko Bergier, ale wcześniej bramkarza pokonał zawodnik Jagiellonii Dawid Drachal, który ostatnie pół roku spędził na wypożyczeniu w stolicy województwa śląskiego. Tymczasem w ciągu doliczonego czasu show całkowicie skradli Jesus Imaz oraz Afimico Pululu.

Pierwszy z nich doprowadził do wyrównania w pierwszej minucie doliczonego czasu. Drugi dobił rywali dwie minuty później, zapewniając białostoczanom zwycięstwo. Imaz przy drugim trafieniu także brał niemały udział: to on odebrał piłkę Mateuszowi Żyro, gdy ten nieudolnie próbował wyprowadzić piłkę. To właśnie ten niezawodny duet sprawił, ze w ekipa Adriana Siemieńca zdobyła w niedzielę trzy punkty. Szkoleniowiec przekonał się, że na tych piłkarzach może polegać.

Pululu udowodnił to po raz drugi w ciągu kilku dni. Co ciekawe, trener Siemieniec w tym sezonie po raz drugi widział go w roli rezerwowego. Wcześniej, w meczu kwalifikacji do Ligi Konferencji, Angolczyk usiadł na ławce i wszedł na plac gry dopiero na ostatnie 20 minut rywalizacji. W tym czasie zdołał wpisać się na listę strzelców i… zapewnić białostoczanom wygraną 2:1. Dokładnie to samo zrobił w starciu z Widzewem. Także wszedł na murawę w drugiej połowie i znowu zdobył kluczowego gola. Nagle ze snajpera pierwszego składu stał się wzorowym dżokerem. To też pokazuje, że nie ma zamiaru obrażać się na szkoleniowca za to, że wolał postawić w obu spotkaniach na Dimitrisa Rallisa ustawionego na szpicy. Zaakceptował to, że szkoleniowiec nie widział go w wyjściowej jedenastce i wydaje się, że z jeszcze większą motywacją wchodzi na murawę, żeby strzelić gola. Na razie dwukrotnie wywiązał się ze swojej roli bez zarzutu. Zwycięstwo z Widzewem dzięki niemu stało się spektakularne, bo do momentu wejścia Pululu na boisko niewiele wskazywało na to, że Duma Podlasia będzie w stanie podnieść się po dwóch ciosach Bergiera. To łodzianie dominowali - oddawali więcej strzałów i byli po prostu lepsi. Angolczyk sprawił, że losy meczu całkowicie się odmieniły.

- Pewnie nie był zadowolony z tego, że usiadł na ławce. Moją rolą nie jest jednak doprowadzenie do tego, żeby zawodnik był zadowolony. Ja muszę sprawić, żeby się rozwijał i żeby zespół się rozwijał. Jeżeli wiem, że stać kogoś na więcej, że ma potencjał, którego nie wykorzystuje, wówczas reaguję. To nie oznacza, że przestaję wierzyć w piłkarza  albo że się na niego obrażam – wypowiedział się o Pululu Adrian Siemieniec. – Tacy zawodnicy powinni być zawsze na boisku. Pululu ma ogromną jakość. Czasem jednak piłkarze muszą się poczuć niekomfortowo, żeby coś zrozumieć. Mimo tego, że w ostatnich meczach strzelił dwie bramki, dalej będę wywierał na niego presję. To nie oznacza, że teraz zawsze będzie siedział na ławce. Wszystko zależy od niego. Ja chcę, żeby był jeszcze lepszy, żeby jeszcze więcej pracował – dodał szkoleniowiec Jagi.

Jagiellonia może nie zagrała pięknie, ale zagrała tak, żeby wygrać. A to dla niej w najbliższych tygodniach będzie się liczyć. W końcu chodzi o to, żeby wygrywać w kolejnych meczach kwalifikacji do Ligi Konferencji, niezależnie od stylu.

Kacper Janoszka