Sport

Widzew staranowany

Drużyna znad Kaczawy wygrała pierwszy sparing tego lata i to z nie byle jakim przeciwnikiem.

Napastnik Miedzi Daniel Stanclik (z lewej) w sparingu z Widzewem był zmorą łódzkich obrońców. Fot. Bartłomiej Hamanowicz/miedzlegnica.eu

MIEDŹ LEGNICA

Przed sparingową potyczką z Widzewem Łódź trener drużyny znad Kaczawy Wojciech Łobodziński nie ukrywał, że jedenastka na mecz z przedstawicielem ekstraklasy będzie zbliżona do tej na mecz ligowy z GKS-em Tychy. - Trzeba pamiętać, że łodzianie w tej chwili wyrastają na jednego z faworytów do czołowych miejsc, dlatego traktujemy to spotkanie jak mecz ligowy - powiedział szkoleniowiec Zielono-niebiesko-czerwonych przed rozpoczęciem spotkania. - Chciałbym po prostu grać o wynik. Jeżeli wynik na tle takiego rywala będzie dobry, to dla nas też będzie znaczyło, że idziemy w dobrym kierunku. Kilku naszych piłkarzy ma delikatne problemy zdrowotne. Mateusz Bochnak, Bartosz Kwiecień oraz Marcel Mansfeld mają tygodniowe urazy. Liczymy, że do meczu ligowego wszyscy będą zdrowi.

Koncert pierwszoligowca

W Opalenicy, gdzie rozegrano sparing, „Miedzianka” bez problemów rozprawiła się z podopiecznymi Żeljko Sopicia. Łodzianie nie tylko stracili trzy gole, ale dwukrotnie dopisało im ogromne szczęście: w 23 minucie Asier Cordoba „ostemplował” poprzeczkę, zaś w 41 minucie Kamil Antonik (po podaniu Gustava Engvalla) trafił futbolówką w słupek.

Niespełna 43-letni szkoleniowiec legniczan po końcowym gwizdku arbitra nie ukrywał zadowolenia. - Wynik też jest oczywiście ważny, ale wiadomo, że Widzew grał dwa mecze i miał podzielony zespół - zauważył trener Łobodziński. - Ogólnie jestem zadowolony z naszej organizacji gry i biegania, bo czułem, że może być dużo lepiej i tak było w naszym bieganiu. Wiemy, że Widzew ma dwie mocne jedenastki i tak naprawdę Hanousek, Pawłowski, Cybulski czy Baena, którzy zagrali w pierwszej połowie, to zawodnicy ekstraklasowi. Na ich tle wyglądaliśmy bardzo dobrze i zasłużenie wygraliśmy. Być może powinniśmy nawet wyżej zwyciężyć. Jest więc optymizm, ale przed hurraoptymizmem bym przestrzegał, bo tak naprawdę jeszcze nie zeszliśmy z bardzo wysokich obciążeń.

Groźne żądła

- Współpraca dwójki napastników, najpierw Gustava Engvalla, a później Benedika Miocza z Danielem Stanclikiem wyglądała dobrze - kontynuował „Łobo”. - Oczywiście napastnik jest od tego, żeby strzelać bramki, ale podobało mi się też dużo więcej innych rzeczy. W sobotę z Górnikiem Polkowice (początek o godzinie 11.00) dostaną szansę wszyscy zawodnicy, którzy nie zagrali plus 7-8 graczy z drugiej drużyny. Zrobimy przegląd tego, co mamy do dyspozycji, a już od poniedziałku zaczynamy mikrocykl startowy.

Pełna satysfakcja

25-letni napastnik legniczan Daniel Stanclik w spotkaniu z łodzianami dwukrotnie wpisał się na listę zdobywców bramek. - Lepiej strzelać na końcu przygotowań niż wcale - powiedział wychowanek BKS-u Stali Bielsko-Biała. - Wiadomo, że bramki cieszą, ale mecze, w których nie udało się strzelić gola, też są pozytywem, bo trzeba zgrać się z drużyną. W porównaniu z tym, gdy odchodziłem z Miedzi, niemal cały skład się zmienił, zostało tylko paru piłkarzy. Jest tu więc nowy zespół, z którym musiałem się zapoznać. Każdy sparing jest po to, by lepiej się przygotować. Bramki na sam koniec cieszą i teraz liczę, że w Betclic 1. Lidze również będzie pozytywnie. Myślę, że z każdego sparingu można wyciągnąć plusy i minusy. Wiadomo, że dla kibiców dużym plusem jest zwycięstwo, ale uważam, że poprzednie mecze kontrolne też były dla nas pozytywem. Cieszymy się, że wygraliśmy i zagraliśmy dobry mecz.

Bogdan Nather