Wczesne ozłocenie
KOMENTARZ „SPORTU" - Kacper Janoszka
Po niedzielnym meczu Motoru Lublin ze Spartą Wrocław powoli możemy zacząć wręczać złote medale aktualnemu mistrzowi Polski. Starcie tych dwóch ekip zapowiadano jako hit kolejki. Wrocławianie mieli pokazać, że będą walczyć z lublinianami w play offie o pierwsze miejsce w lidze. I jednocześnie potwierdzić, że batalia będzie zacięta do samego końca rozgrywek. Tymczasem przekonaliśmy się, że obecnie na Motor nie ma mocnych. Ekipa trenera Macieja Kuciapy całkowicie zdemolowała przyjezdnych z Dolnego Śląska i wskazała im miejsce w szeregu.
A przecież w końcu Sparta mogła mierzyć się z Motorem bez przeszkód. W poprzednich dwóch sezonach w finale play offu występowała w osłabionym składzie z powodu urazów i kontuzji. Teraz szkoleniowiec Dariusz Śledź miał do dyspozycji wszystkich najważniejszych zawodników: Brady’ego Kurtza, Artioma Łagutę, Macieja Janowskiego, Daniela Bewleya i Bartłomieja Kowalskiego oraz dwóch juniorów - Jakuba Krawczyka i Marcela Kowolika. Ale nie miało to żadnego znaczenia. W sumie Sparta zdobyła zaledwie 35 punktów, a ten wynik i tak jest zawyżony przez to, że Motor – mając zwycięstwo w garści – wyjechał do biegów nominowanych z młodzieżą.
Przykry to był widok dla bezstronnych kibiców, którym marzy się zacięta walka o złoty medal. Tymczasem w czwartym roku z rzędu jesteśmy świadkami lubelskiej dominacji. Jest ona oczywiście wynikiem ogromnej przewagi finansowej klubu, który wspierany jest przez spółki skarbu państwa. To dzięki potężnemu budżetowi w Motorze jeździ Bartosz Zmarzlik, pięciokrotny indywidualny mistrz świata...
Takie są jednak zasady wolnego rynku. Kto ma pieniądze, ten ma najlepszych zawodników. Fakt, że niekorzystnie wpływa to na atrakcyjność ligi, jest skutkiem ubocznym, który... trzeba zaakceptować.
***
Nieustannie szokują mnie żużlowe doniesienia transferowe już na tym etapie sezonu. Już od dobrych kilku tygodni jesteśmy zasypywani plotkami, potwierdzeniami lub zaprzeczeniami w sprawie ruchów transferowych na KOLEJNY sezon. To wręcz graniczy ze śmiesznością. Nie wiadomo, jak zakończą się najbliższe rozgrywki, nie rozpoczęła się przecież nawet faza play off, a drużyny już myślą o tym, co będzie za rok. Tymczasem okno transferowe otwarte będzie dopiero po zakończeniu bieżących zmagań. Może kluby już poddają się na myśl o tym, że nie są w stanie rywalizować z Motorem Lublin w jakikolwiek sposób?
Co trzeba zrobić, żeby przełamać fantastyczną passę (na razie trzy mistrzostwa z rzędu) lublinian? Trzeba tę ekipę „wykupić”. Doniesienia medialne są bezlitosne dla Motoru, który ma stracić w przyszłym roku niemal połowę składu. Dominik Kubera oraz Jack Holder mają dołączyć do Falubazu Zielona Góra, a Wiktor Przyjemski wraca do Polonii Bydgoszcz, niezależnie od tego, czy awansuje ona do ekstraligi, czy nie. Spośród wszystkich plotek transferowych właśnie te są najciekawsze, bo są zwiastunem kresu potęgi Motoru. Przecież sam Zmarzlik meczów wygrywać nie będzie… Liga w przyszłym sezonie powinna być więc bardziej wyrównana.
Ale może się mylę? Może lubelska ekipa ma godnych następców dla wspomnianej trójki? Może będzie jeszcze silniejsza? Może udowodni, że nawet w zmodyfikowanym składzie jest w stanie zdobyć mistrzostwo Polski? Kto wie, jakie pomysły krążą po głowie decydentów mających władzę w Motorze…
