Sport

Wbrew wszystkiemu

Kiedy Brian Campbell wygrywał po raz pierwszy, był to lekki szok dla kibiców, a nawet dla niego samego. Drugie zwycięstwo było nie mniejszym zaskoczeniem.

Tym razem Brian Campbell wywalczył trofeum z jeleniem. Fot. Facebook John Deere Classic

Jest jednym z najkrócej uderzających zawodników. 172. miejsce na PGA Tour w rankingu zyskanych uderzeń z tee mówi samo za siebie. To doły dołów klasyfikacji. Średnio posyła piłkę z tee na naprawdę niezbyt imponujące 276 jardów – co daje mu 174. miejsce w klasyfikacji. Dla porównania najlepszy na liście Aldrich Portgieter średnio odpala swoje pociski na wręcz niemoralne 328 jardów. Żeby dogonić chociaż setnego Maxa Homę, musiałby podkręcić tę średnią do 300 jardów. To nokaut. Z kolei granie tych wszystkich krótszych uderzeń to już zupełnie inna historia. Tutaj błyszczy i nadrabia ile się tylko da. Wokół greenów jest czternasty w rankingu zyskanych uderzeń, na greenach 32, a grając na green również 32. W świecie współczesnego golfa, gdzie to jak daleko potrafimy kropnąć piłkę ma ogromne znaczenie, Brian jest klasycznym wyjątkiem potwierdzającym regułę. Może szczycić się renomą zwycięskiego „króciaka”.  

Meksyk

Pierwszy raz podnosił trofeum PGA Tour w lutym w Meksyku. Turniej rozgrywany był na bardzo długim polu, z szerokimi jak lotnisko Heathrow fairwayami, w teorii idealnym dla wszystkich tych, których żywiołem jest…  bezkresne  wystrzeliwanie piłki. Oczywiście Brian był jednym z najkrócej uderzających zawodników w tym turnieju, a w dogrywce zmierzył się z już wspomnianym, terminatorem dystansu, 20-letnim Południowoafrykańczykiem - Aldrichem Potgieterem. Brian ze średnią 293 jardów był wtedy piąty od końca w stawce, Aldrich z wynikiem 324 – piąty najlepszy. Campbell szalał wokół greenów, Potgieter już niekoniecznie.   

W tamtym sukcesie czuwała nad nim opatrzność. Już to, że wszedł do dogrywki było cudem, jednak to, co w niej się stało, było zdecydowanie wydarzeniem z gatunku niesłychanych. Wydawał się już pogodzony z porażką, kiedy jego zagranie z tee na drugim dołku dogrywki frunęło bardzo daleko w prawo, jak mawia Jacek Person – „do innego województwa”, na moment znikając w ścianie lasu. Kiedy wszystko wskazywało na to, że gra już jest skończona, piłka zamiast  opuścić pole, odbiła się od drzewa i wróciła na środek fairwaya. Po chwili Brian niezmieszany wysmażył tam birdie i cieszył się swoim największym sukcesem. Pytany o rykoszet życia, powiedział: „O mój Boże, to odbicie! No cóż, biorę to”.

Z dołu do góry, z góry na dół

Poprzednie  najlepsze osiągnięcie zanotował w swoim pierwszym sezonie PGA Tour, zajmując  dwunaste miejsce w… John Deere Classic w 2017 roku, pięć uderzeń za zwycięzcą – Brysonem DeChambeau. Poza tym był jeszcze tylko raz w Top 25, podczas CareerBuilder Challenge w tamtym sezonie. Przed występem w Meksyku raczej nie szło mu najlepiej. W ośmiu poprzednich startach tylko dwa razy dotrwał do weekendu, z najlepszym finiszem na pozycji 51. Zajmując 222. lokatę w rankingu światowym, Kalifornijczyk w żadnym wypadku nie był faworytem do zwycięstwa w Mexico Open at VidantaWorld. W dotychczasowych 27 startach w lidze nigdy nie był nawet w TOP 10, przechodząc cuta tylko 10 razy. W tamtym turnieju niemal podwoił swoje zarobki z całej wcześniejszej kariery, dorzucając sympatyczne 1.26 miliona dolarów i awansował na 97. miejsce na świecie. Później wrócił do swojej normy, spadając systematycznie w rankingu, aż do miejsca 115. W kolejnych dwunastu turniejach tylko pięć razy zagrał przez wszystkie cztery rundy, z najlepszym występem w wielkoszlemowym Masters i tydzień później we flagowym RBC Heritage, gdzie był 32. Teraz wygrał ponownie, zostając jednym z zaledwie garstki graczy z więcej niż jednym triumfem na PGA Tour w tym roku. Na tej liście widnieją tylko takie postaci jak: zdobywca pełnego Wielkiego Szlema - Rory McIlroy, No.1 na świecie - Scottie Scheffler, austriacka gwiazda Ryder Cup z Rzymu - Sepp Straka, odkrycie tego sezonu - Ben Griffin i znany polskiej publiczności z rywalizacji z Adrianem Meronkiem na DP World Tour - Ryan Fox. Teraz dość niespodziewanie dołączył do nich Brian.

Z jeleniem w tle

W poprzednią niedzielę triumfował w John Deere Classic, tym razem na jednym z najkrótszych pól w kalendarzu ligi. Wydawał się kontrolować sytuację, zdobywając trzy birdie w czterodołkowej serii na początku drugiej dziewiątki. Jednak na piętnastce popisał się równie dzikim uderzeniem, jak to z dogrywki w Meksyku. Tym razem fortuna go opuściła – nie było kolejnego cudownego rykoszetu. Zagrał w lewo do lasu, do obszaru kary, kończąc tam podwójnym bogeyem. „Po prostu wykonałem zły zamach” – tłumaczył później. „Myślę, że wilgoć sprawiła, że ​​się poślizgnąłem, od razu wiedziałem, że piłka tam poleci. Po prostu to zaakceptowałem i pomyślałem: »Wiesz co, wciąż w tym tkwimy. Zostało jeszcze wiele dołków, które naprawdę mi się podobają«”.

W tym momencie na prowadzenie wysunął się grający grupę później Argentyńczyk Emiliano Grillo, tylko po to by na szesnastce samemu wpaść w tarapaty. Ostatecznie obaj skończyli dzień wynikiem 67 i konieczna okazała się dogrywka. Jego drugi play off w karierze dla odmiany niemal pozbawiony był pierwiastka dramatyzmu. Na rozgrywanej ponownie osiemnastce Campbell posłał swoje drugie uderzenie niecałe 5 metrów od flagi, a Grillo po kłopotach po pierwszym i drugim uderzeniu, próbował obronić para z ponad siedmiu metrów. Nie udało się i Brian mógł cieszyć się drugą  wygraną i awansem na 55 miejsce na świecie.

Jego -18 było najwyższym zwycięskim wynikiem na TPC Deere Run od czasu, gdy Bryson DeChambeau triumfował z tym samym rezultatem w 2017 roku. Jednak wygrana to wygrana. „Jestem tak podekscytowany, że tu jestem” – powiedział zachwycony 32-latek. „W John Deere naprawdę dzieje się magia”.

Szkocja wzywa

Dzisiaj rusza zupełnie wyjątkowy turniej - Genesis Scottish Open, będący tradycyjną rozgrzewką przed The Open, który w przyszłym tygodniu rozegrany zostanie w irlandzkim Royal Portrush. Turniej należy do grafiku zarówno PGA Tour jak i DP World Tour i pokaże się tam cała światowa czołówka, poza zawodnikami LIV Golf, przygotowująca się do gry na polu typu links – na jakim zawsze odbywa się  The Open. Scottish Open już po raz siódmy z rzędu odbędzie się w The Renaissance Club. Obrońcą tytułu będzie Szkot Robert MacIntyre. Niedzielna transmisja od 15.30 na jednej z anten Polsatu Sport, z komentarzem Jacka i Andrzeja Personów.  

W piątek do gry powróci Adrian Meronk, w turnieju LIV Golf Andalucia, w słynnym hiszpańskim Real Club Valderrama. Transmisje w Golf Zone. Obrońcą tytułu będzie Sergio Garcia, który pokonał w dogrywce Anirbana Lahiriego.

PGA Tour oprócz Scottish Open rozegra też turniej alternatywny - ISCO Championship, wieczornie pokazywany na antenie Eurosportu 2. Poprzednio zwyciężał tam Anglik w kaszkiecie - Harry Hall.

Będzie na czym oko zawiesić.  

Kasia Nieciak

WYNIKI

Z dziewczyną Kelsi. Fot. Facebook John Deere Classic

Publiczność dostała swoją porcję emocji. Fot. Facebook John Deere Classic