W trybie europejskim
Do niedzielnego meczu z Wisłą Płock częstochowianie przystąpią w doskonałych nastrojach po bezdyskusyjnej, trzybramkowej wygranej z Żyliną.
Czy strój bramkarza Kacpra Trelowskiego jest kluczem do sukcesów Rakowa? Fot. Mateusz Sobczak/Press Focus
RAKÓW CZĘSTOCHOWA
Czwartkowa rywalizacja wicemistrzów Polski i Słowacji była przedziwna. W pierwszej połowie było to fatalne do oglądania „widowisko”, co najlepiej obrazuje liczba celnych strzałów obu drużyn: okrągłe zero! W drugiej połowie po stronie Żyliny nadal widniało zero, ale Raków miał ich aż osiem. W strzałach ogólnie przewaga była jeszcze bardziej miażdżąca: 24:3. W jakimś stopniu totalną niemoc podopiecznych Pavola Stano można tłumaczyć drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartką Jana Minarika z 63 minuty, ale już wtedy Żylina przegrywała 0:2 i poza faulami nie miała żadnego pomysłu na grę z Rakowem.
Rywale boją się... różowego
– Zamęczyliśmy ich w pierwszej połowie, a w drugiej zrobiliśmy swoje, Żylina kompletnie spuchła. To wynika też ze specyfiki naszej gry, bo mecz z GKS-em wyglądał w podobny sposób. Narzucamy takie tempo przeciwnikowi do przerwy, że po zmianie stron ma on ogromne problemy – powiedział nam po spotkaniu Kacper Trelowski, który od początku sezonu kolekcjonuje minuty z czystym kontem. – Przeciwnicy boją się chyba tego mojego różowego stroju i nie chcą nawet w bramkę trafić – dodawał będąc wyraźnie w dobrym nastroju. – Zmęczyliśmy rywala intensywnością, bo my po przerwie podkręciliśmy jeszcze tempo, a przeciwnik opadł z sił. Bronimy i atakujemy całym zespołem – w podobnym tonie wypowiadał Ariel Mosór, na którego od początku sezonu Marek Papszun stawia w obronie.
Najbardziej optymistyczne jest to, że w końcu doczekaliśmy czasów, gdy przewaga polskiego klubu nad słowackim jest porażająca w każdym elemencie i nie podlega żadnej dyskusji. To obrazuje ogromny progres, jakiego dokonała ekstraklasa, bo przecież w ostatnich latach Słowacy byli prawdziwym katem naszych drużyn. Dość powiedzieć, że z sześciu ostatnich konfrontacji wygraliśmy zaledwie dwie – obie ze Spartakiem Trnava. W poprzednim sezonie po karnych lepsza okazała się Wisła Kraków, a trzy sezony temu... Raków. Legia, Górnik, Cracovia i Lech odpadały kolejno ze: Spartakiem Trnava, AS Trencin, Dunajską Stredą i ponownie Spartakiem.
Zna tam wszystkie kąty
W piłce widzieliśmy wiele nieprawdopodobnych historii, ale na rewanż częstochowianie pojadą w roli murowanego faworyta. – Mamy dobrą zaliczkę, chcemy to podtrzymać i awansować do następnej rundy, bo o to w tym chodzi – powiedział Mosór. – Trzy bramki to dobra zaliczka, ale osobiście liczyłem nawet na wyższy wynik po czerwonej kartce dla rywali. Jeszcze dwie, trzy mogliśmy strzelić. Wtedy ten rewanż byłby już zabity, a tak musimy być jeszcze mocno skupieni – uważa Trelowski, który będzie miał szansę w końcu z tego słowackiego miasta zabrać dobre wspomnienia. W czerwcu zagrał tam bowiem w przegranym 1:4 meczu z Francją podczas Euro U-21, a jedna bramka mocno obciążała jego konto. – Znam tam już wszystkie kąty, łącznie z tym jednym punktem na murawie, gdzie mi piłka podskoczyła – dodał golkiper częstochowian.
Formalności trzeba dopełnić, ale w Rakowie oczywiście muszą myśleć już o kolejnej rundzie. A tam rywala w tej chwili ciężko wskazać, bo choć Maccabi Hajfa wydaje się być zdecydowanym faworytem w starciu z białoruskim Torpedo Żodzino, to w pierwszym meczu padł remis 1:1. Skazywani na pożarcie Białorusini zaprezentowali się nad wyraz dobrze i nie odstawali specjalnie od faworyzowanej ekipy z Izraela. – Na razie w ogóle nie patrzymy na to, z kim możemy zagrać, nie wiemy nawet, co w tym meczu się stało. Na to przyjdzie czas później – krótko odpowiedział zapytany o kolejną rundę Mosór. Jedno jest pewne: w ewentualnej kolejnej rundzie Raków pojedzie na Węgry.
Mariusz Rajek