W Chorzowie wiele się dzieje
Rozmowa z trenerem Ruchu Dawidem Szulczkiem oraz dyrektorem sportowym Tomaszem Foszmańczykiem.
Trener analizuje, a dyrektor załatwia. Fot. Marcin Bulanda/Press Focus
Jaki będzie Ruch w kolejnym sezonie? Niedawno mówił trener w kontekście poprzednich rozgrywek, że z tamtą drużyną więcej zrobić się nie dało.
DS: Trzeba doprecyzować, że to ja nie potrafiłem zrobić więcej z tamtą ekipą jako trener. Oczekuję, że teraz będziemy mieli większy etos pracy, że sposób funkcjonowania będzie bardziej widoczny na boisku. Bywały fragment meczów, które wyglądały słabo. Każdy ma świadomość, że miniona runda nam nie wyszła. Oczekujemy, że Ruch będzie bardziej intensywny, że będziemy drużyną tworzącą więcej zagrożenia po polem karnym rywala, a nie... w swoim. Chcemy być też bardziej skuteczni, bo o ile w „szesnastkach” przeciwników byliśmy dość często, to strzeliliśmy mniej goli niż drużyny, które były w czubie tabeli. Analogicznie było pod naszą bramką. Musimy poprawić działania w naszym polu karnym, a wszystkie poprawy muszą iść dwutorowo. Pierwszy, to działania moje i sztabu. Uważam, że mogliśmy wyciągnąć więcej ze sposobu, w jaki pracujemy, dlatego wdrożyliśmy już pewne rzeczy, które chcemy podrasować. Drugie, to jakość indywidualna i nastawienie zawodników. Tak jak uważam, że popełniłem kilka błędów, tak błędy były też popełnione ze strony szatni. Wszyscy razem zawaliliśmy i wszyscy chcemy wyciągnąć wnioski.
Tym razem jest pan w drużynie od początku sezonu, nie od sierpnia. Czuje pan większą odpowiedzialność?
DS: Wiedziałem, do jakiego klubu przychodzę i jacy piłkarze w nim byli. Byłaby to więc tania wymówka. Po drugie, wolę patrzeć do przodu z wyciąganiem wniosku. Przychodząc do zespołu wiedziałem, jakie są jego potrzeby. Udało nam się łatać to, co chcieliśmy, ale dopiero w tym sezonie będą większe możliwości przetasowania. Pierwszy sezon po spadku z ekstraklasy często jest nerwowy i szarpany, ciężko jest wrócić po złapaniu dołka. Gdy ktoś go nie łapie, jak np. Lechia Gdańsk, to można grać w miarę stabilnie. Życie jednak zazwyczaj pokazuje, że jest odwrotnie. Teraz będziemy mądrzejsi po zebranych cięgach i będzie nam łatwiej budować. Aspekt związany z mentalnością był najbardziej istotny. Pod kątem transferów też na to patrzymy, bo potrzebujemy takich graczy, którzy są w stanie udźwignąć ciężar gry przy publice; w klubie, gdzie są duże wymagania.
Co do nowych piłkarzy, co pan może powiedzieć o trzech pierwszych nabytkach – Tomasz Bała, Aleksander Komor, Shuma Nagamatsu?
DS: Duża jakość pracy i odpowiednie nastawienie. Na bardzo wysokim poziomie są opinie o tych zawodnikach płynące od tych, którzy mieli z nimi styczność. Abstrahuję już od tego, że od strony piłkarskiej mają rzeczy, które nas zadowalają. Alek Komor wywalczył awans z GKS-em Katowice, dobrze gra w świetle bramki, przechwytuje napastnika, walczy wręcz, w klinczu, wybija piłki. Ma dobre wprowadzenie, jest bardzo dobrze poukładany taktycznie. Nie ma momentów, że jest wyłączony, a nam zależało, by zawodnik Ruchu utrzymywał wysoką koncentrację przez cały mecz. Nagamatsu jest bardzo kreatywny. Gdy ostatnio grał w I lidze, miał 10 goli i 5 asyst. Gra kombinacyjna, trzecia tercja, zbieranie drugich piłek pod polem karnym rywala, strzał z dystansu, wejście w pole karne, duża intensywność. Łączy dużo dobrych cech, które mają Mateusz Szwoch i Mo Mezghrani. Na pewno wzmocni pozycję „dziesiątki” pod kątem kreatywności. Tomek Bała to najlepszy zawodnik, jeśli chodzi o wejścia z ławki – strzelił tak 6 goli, ma topowy współczynnik trafień na rozegraną minutę. Jestem jednak przekonany, że może też grać od początku i zdobywać bramki. Na pierwszym treningu strzelił gola już w 2 minucie gierki. Czy każdy z nich będzie grał w pierwszym składzie? Czas pokaże, ale to ruchy mające wzmocnić wyjściowy skład.
Próbował pan łączyć w ataku Daniela Szczepana i Somę Novothny'ego, a jaka będzie pozycja Bały?
DS: Szczepana i Novothny'ego nie będę już łączył, bo to się nie sprawdza. Będzie grał albo jeden, albo drugi. Tomek? Dopiero się okaże. Zobaczymy, czy będzie w stanie grać, z którymś z tych zawodników. Na tym etapie planujemy grać jedną „dziewiątką”, ale chcemy być zabezpieczeni i mieć więcej opcji. Jeśli Tomek Bała wygra rywalizację, będzie grał w pierwszym składzie.
Bała raczej nie będzie narzekał na rolę zmiennika. Czy jego transfer jest też próbą naprawienia hierarchii w zespole?
DS: Duże znaczenie ma to, że zawodnik na ławce całą energię jest w stanie przekazać na dobro drużyny. Nawet jeśli ma jakieś negatywne odczucia z tym związane, to wychodzi na boisko i pokazuje, że zasługuje na pierwszy skład. Nie ma co jednak ukrywać, że przede wszystkim chodzi o walory piłkarskie Tomka. Wygląda dobrze somatycznie, świetnie się porusza, naturalnie łapie plecy rywala, trzyma go na dystans, nie daje się złapać w klincz, zblokować, ma dobrą finalizację, szuka wolnego miejsca w bramce i nie wali w ciemno. Ma dużo cech, które jesteśmy w stanie rozwinąć, by był świetnym piłkarzem. Dużo zależeć będzie jednak od niego i jego nastawienia.
Ile transferów jeszcze by pan chciał?
DS: Na pewno kilka. Rozmawiamy o stoperze, skrzydłowym. Zobaczymy, kto jeszcze odejdzie. Jest zainteresowanie dwoma zawodnikami, a inny ma zapytania. Liczymy się z ich odejściami, a to będzie warunkowało transfery do klubu. Jestem za tym, aby budować od tyłu i mam nadzieję, że przed sparingiem z Wartą Poznań (28 czerwca – przyp. red.) będziemy mieli kompletną linię obrony. Konczkowski, Preisler, Mezghrani na długości całego sezonu zapewniają nam bardzo dobrą grę na bokach obrony. Preisler na lewej stronie był wiosną na topowym poziomie, Konczkowski pokazał, że może być dużą wartością w I lidze. Mezghrani daje radę na obu flankach, więc rywalizacja będzie ciekawa. Jeśli chodzi o stoperów, dwóch albo nawet trzech zawodników może tu dojdzie. Szukamy też środkowego obrońcy, który awaryjnie może zagrać na boku obrony. Szymon Szymański zagra na obu pozycjach na środku, zagra na bokach obrony na dobrym poziomie, na „szóstce” też. Razem z Mezghranim gwarantują nam grę na kilku pozycjach. Chcemy zobaczyć, jak poradzą sobie nasi wychowankowie, np. Jakub Sobeczko. Potem będziemy podejmować dalsze decyzje, ale nie wykluczamy, że jeszcze ściągniemy w ramach transferu definitywnego jakiegoś młodzieżowca. Nie chcemy się zamykać, aczkolwiek mocno kibicuję jednemu z naszych młodych graczy, który wiosną pokazał dużo dobrych cech i myślę, że teraz jest pora, by dostał szansę.
Wyobrażacie sobie scenariusz, w którym nie ściągacie żadnego młodzieżowca z zewnątrz?
DS: Z mojej perspektywy jestem w stanie to sobie wyobrazić, ale wiem, że może być o to trudno. Odeszli Bartek Barański i Szymon Karasiński, którzy mieli najwięcej minut. Wiosną sporo grał Jakub Adkonis. Po utracie tej trójki młodzieżowców może być trudno, aby od razu 3-4 zawodników z akademii dać do grania. Przy dobrym sprawowaniu się tych chłopaków może skończyć się np. na jednym transferze, szczególnie jeśli Filip Lachendro za miesiąc czy dwa będzie trenował na pełnych obrotach i grać na dobrej jakości. Może być też tak, że ktoś będzie kontuzjowany albo się nie sprawdzi i wtedy będziemy potrzebować wypożyczenia. Nie mamy ciśnienia, aby szykować ruchy na teraz. Chcemy dać szansę naszym młodym. W ekstraklasie nie ma obowiązku młodzieżowca i zawsze będzie można kogoś wypożyczyć, bo w tych klubach ci zawodnicy będą bardziej dostępni.
Czy czujecie, że po zniesieniu przepisu o młodzieżowcu w ekstraklasie rynek trochę się poluzował?
TF: Nie, w ogóle. Myślę, że pierwszych tygodniach kluby będą sprawdzać tych chłopaków, mimo że przepis już nie obowiązuje.
DS: Wydaje mi się, że to może się zmienić w 1. czy 2. kolejce, bo po co mają trzymać na ławce młodych, na których mogą potem zarobić?
Jak wygląda z trenera perspektywy obsada bramki?
DS: Mamy ją bardzo mocno obsadzoną. Zarówno Martin Turk, jak i Jakub Bielecki mają zadrę po poprzednim sezonie i będą chcieli coś udowodnić. Po Martinie na mistrzostwach Europy U-21 widać, że w reprezentacji, wśród rodaków, gra mu się trochę łatwiej. Natomiast uważam, że ma olbrzymi potencjał, którego jeszcze nie pokazał. Bielecki miał mieszaną rundę, choć więcej było pozytywów. Kuba Szymański zaczął poprzedni sezon w pierwszym składzie, gdy bronił w Pucharze Polski – wygrywaliśmy. Wraca Marcel Potoczny. Pamiętam jego treningi, zanim poszedł na wypożyczenie. Teraz widać duży progres. Nawet jeśli któryś z bramkarzy by odszedł, uważam, że jesteśmy zabezpieczeni.
Czy jest szansa na powrót Barańskiego?
DS: Jeśli byłby taki temat, to oczywiście chciałbym, aby do nas dołączył. Miał trudną rundę, w okresie przygotowawczym był dwa razy chory, miał drobne problemy po powrocie z kadry i nie potrafił się rozkręcić. W pełnym wymiarze był dostępny przez trzy mecze, licząc od spotkania z Koroną Kielce, potem ciągle coś go bolało i wrócił dopiero w końcówce, po maturach. Dopiero z Polonią Warszawa mógł zagrać po dwóch tygodniach na pełnych obciążeniach treningowych. W Lechu będzie dużo grania i jeśli odpali, będzie tam liczył na swoje minuty.
Zakładacie, że Turk zostanie w klubie po MME?
TF: Jego odejście nie jest wkalkulowane w budżet klubu, może to być ewentualny bonus. Zakładamy jednak, że Martin zostanie, bo jeśli pojawi się niezadowalająca nas oferta, to go nie sprzedamy. Na Euro pokazuje, jak dobrym jest bramkarzem. Pierwszy rok nie był tu taki, jakiego wszyscy byśmy oczekiwali, ale będzie się rozwijał i będzie duże zainteresowanie.
Są jakieś konkrety?
TF: Były już przed mistrzostwami. Te sprytniejsze kluby chciały dogadać się z nami przed Euro, ale my nie chcieliśmy tego robić, bo wiemy, że po MME kwota może być wyższa. Nie jesteśmy pod ścianą, żeby sprzedawać go za bezcen.
A jak wygląda sprawa Jehora Cykały?
TF: Zdecydowaliśmy, że na razie wraca do Teplic i z nimi się przygotowuje. Czekamy. Każdy scenariusz wchodzi w grę – od jego powrotu, że zostanie wypożyczony, że zostanie w Czechach, że pójdzie gdzieś indziej.
Jaki stawiacie cel na ten sezon? Po spadku była mowa o planie dwuletnim.
TF: Nie będziemy składać deklaracji. Wyciągamy wnioski. Ważniejsze jest zbudowanie dobrej i głodnej drużyny, która będzie w stanie wygrywać z każdym. To nas może doprowadzić do tego, że będziemy walczyć o najwyższe cele. Po takim sezonie mało kto chciałby deklarować jak najambitniejsze cele. Oczywiście – my tacy jesteśmy, ale nie chcemy gwarantować czegokolwiek. Chcemy wykonać jak najlepszą przebudowę drużyny. Uważamy, że codzienną pracą i stawaniem się lepszym bardziej zbliżymy się do tych celów niż poprzez mówienie o nich.
DS: Po przyjściu do Ruchu moim celem było to, żeby wdrapać się do TOP 6. W sierpniu mówiłem, że może być o to trudno, ale w grudniu byłem przekonany, że to może się udać. Życie mnie jednak wiosną zaskoczyło. Liga jest tak nieprzewidywalna, że może się wydarzyć wiele scenariuszy, ale nie wyobrażam sobie, abyśmy nie skończyli rozgrywek wyżej niż w poprzednim sezonie (10. miejsce - przyp. red.). Runda jesienna pokazała, że jesteśmy w stanie dużo zrobić, ale wiosna zweryfikowała nasze odczucia i oczekiwania. Najlepiej, abyśmy zrobili teraz wynik ponad stan, jeśli chodzi o nasz budżet.
A budżet na transfery będzie większy czy mniejszy niż przed rokiem?
TF: Jest bardzo zbliżony. Jesteśmy w niezłym momencie, gdzie ani nie mamy zaległości, ani obaw odnośnie przyszłości. Może nawet uda się, by budżet był trochę większy, jeśli chodzi o transfery wychodzące.
Jaka jest sytuacja Nono?
TF: Po okresie, gdy trenował w rezerwach i miał się przygotować do powrotu, sztab będzie sprawdzał przez najbliższe dni jego formę fizyczną, jak przepracował okres przygotowawczy i jak mu zależy na powrocie do zespołu. Piłkarz Ruchu musi spełniać wytyczne wobec każdego zawodnika na swojej pozycji. Nono ma świadomość, co musi zrobić, aby w tej drużynie zostać. Jeśli spełni wymagania, zostanie tu. To zależy tylko od niego. Jest dobra wola klubu, by jak najlepiej go przygotować i mam nadzieję, że tak się stanie. Dopiero będziemy się badać, przechodzić testy motoryczne, wtedy będziemy mądrzejsi.
Jakie by pan wymienił plusy i minusy zimowych transferów?
TF: To okienko było słodko-gorzkie, bo większość zawodników, których ściągnęliśmy, jak Jakub Bielecki, Jehor Cykało czy Dominik Preisler, odnalazła się. Kuba miał różne momenty w bramce, ale całościowo myślę, że się obronił. Dzięki niemu dostaliśmy się do półfinału PP. Jehor miał trudne wejście do drużyny, ale potem spełniał nasze oczekiwania – nie pomyliliśmy się. Jego dwie bramki też pomogły nam zagrać w półfinale. Dominik to jeden z najlepszych lewych obrońców w całej lidze. Na bokach obrony jesteśmy teraz mocno zabezpieczeni.
Jakub Adkonis?
TF: Już rozmawialiśmy na ten temat, dlaczego do nas dołączył. Zarówno my, jak i on oczekiwaliśmy dużo więcej. To dla mnie nauczka – ale nie w kontekście Kuby, lecz formy, w jakiej to się rozegrało. Całościowo powiedziałbym, że mieliśmy za dużo wypożyczonych zawodników, co jednak miało swoją genezę. Wtedy wydawało się, że to będą dobre decyzje. Nie uderzam w żadne personalia, ale sama formuła mi nie pasuje i na pewno nie będziemy korzystać w takiej liczby graczy wypożyczonych.
Czy walka o awans i TOP6 w nowym sezonie będzie trudniejsza czy łatwiejsza?
DS: Trudno powiedzieć, to pokażą pierwsze mecze. Nie wiemy, jakimi składami i budżetami będą dysponować spadkowicze. Czasem jeśli spadkowicz dobrze ruszy, jak kiedyś Zagłębie Lubin czy Lechia, to potem idzie. A jak ma swoje meandry – jak my czy ŁKS – to jest bardzo trudno. Dużo zależy od siły beniaminków. Można przypuszczać, że Wieczysta zrobi bardzo dużo transferów i będą to piłkarze przewyższający I ligę, bo zawsze ściągali graczy przewyższających dany szczebel. W drużynach, które zostały, też różnie może być. Czasami jest tak, że ten, kto przegra baraż, wzmacnia się tak, że nie ma siły, aby nie awansował – jak np. Arka. A czasem ktoś jest w szóstce, traci 2-3 piłkarzy i w następnym sezonie walczy o utrzymanie.
Czy jest pomysł, aby w transferach mocniej postawić na piłkarzy z ekstraklasy? Aleksander Komor był w Katowicach, ale jako rezerwowy, a Nagamatsu odbił się od Korony.
TF: Rozglądamy się w pierwszej kolejności po ekstraklasie. Jeśli chcesz być w jakimś miejscu, musisz postawić na graczy, którzy tam są i się sprawdzili. Są na to szanse. Rozmawiamy z dwoma piłkarzami z ekstraklasy, jeden temat jest bardzo blisko, drugi trochę dalej. Te sprawy rozstrzygną się w przeciągu dwóch tygodni, a jedna może nawet na przestrzeni dni. W pierwszej kolejności patrzymy na piłkarzy ekstraklasowych, a w drugiej kolejności na wyróżniających się w naszej czy w II lidze.
W Ruchu sprawdzili się Cykało i Preisler, czy w związku z tym nadal będziecie patrzeć po rynkach w sąsiednich krajach?
TF: Nie ukrywamy, że ograniczyliśmy się z różnych względów do trzech rynków i to przynosi efekty. Mam nadzieję, że za Cykało czy Preislerem pójdą następni, rozmawiamy z zawodnikami z tamtych stron, także z ekstraklasy. Jeśli coś się sprawdza długofalowo, to czemu z tego rezygnować? Jeśli piłkarze przychodzący z Czech świetnie się tu odnajdują, to nam to tylko pomaga. Dostajemy potem dużo sygnałów z innych drużyn, że ktoś chętnie by do nas przyszedł i następnie weryfikacja leży po naszej stronie.
Jak wygląda sytuacja zdrowotno-kontraktowa Patryka Sikory, którego umowa formalnie wygasa z końcem czerwca?
TF: Cały czas jest w procesie rehabilitacji. Wiemy, że do końca czerwca ma kontrakt, ale będziemy z nim rozmawiać o jego przyszłości. Chcemy, aby z nami został, zobaczymy, na jakich zasadach. Patryk wie, że kiedy będzie się czuł się na tyle dobrze, by wziąć udział w treningu w większym wymiarze, usiądziemy do rozmów.
DS: Jego kontuzja jest tak rzadka – sposób, w jaki pękła rzepka – że przewidywanie daty powrotu jest bardzo trudne. Może się okazać, że zagra w meczu ligowym w sierpniu, a może to potrwać jeszcze kilka miesięcy. Obecnie wygląda lepiej, niż gdy wracał po więzadłach. Czuje się bardzo dobrze, potrafi kopnąć piłkę, w trakcie biegania nie puchnie mu kolano, nie zbiera się płyn. Jest znacznie więcej pozytywnych sygnałów, niż gdy wracał do treningów w grudniu. Przy dobrej pracy z dużą indywidualizacją – bo mamy też historie zebrane z Patrykiem – jesteśmy w stanie wyciągnąć z niego wiele pozytywów. Myślę, że najgorsze za nim.
Sikora to formalny kapitan zespołu. Jak wygląda sprawa opaski?
DS: Mieliśmy kilku zawodników, którzy pełnili tę funkcję. Mam nadzieję, że gdy będziemy ustalać kapitana na kolejny sezon, to Patryk będzie brany pod uwagę. Mamy w drużynie zawodników, którzy nosili opaskę pod jego nieobecność i w sparingach nic się w tej kwestii nie zmieni.
Jak sytuacja zdrowotna Filipa Lachendry?
TF: Jest kilka dni przed ostateczną diagnozą odnośnie pozwolenia na udział w treningach. Stan jego zdrowia jest dużo lepszy, więc liczymy, że w kolejnym tygodniu będzie z nami trenował.
Jest szansa, aby do Chorzowa wrócił jeszcze Szymon Karasiński?
TF: Z informacji, jakie mamy od Szymona, wiemy, że trener Leszek Ojrzyński chce mu się przyjrzeć w okresie przygotowawczym Zagłębia Lubin. Dostał jednak komunikat, że klub nie zamyka się na pozyskanie lewego obrońcy (Zagłębie pozyskało ostatnio Lukę Lucicia – przyp. red.) i może być tak, że będzie jeszcze dostępny. Wszystko zależy też od tego, kiedy te tematy się pojawią, bo możemy mieć już wówczas zamkniętą kadrę.
Ogłosiliście dwa nowe nazwiska w sztabie szkoleniowym. Temat jego poszerzenia jest już zamknięty?
DS: Nie będzie żadnych odejść. Jesteśmy zadowoleni z ludzi, którzy tworzyli sztab w poprzednim sezonie. Trenerzy Marcin Zubek i Radosław Hołubiec wrócili do swoich rodzin, co było dla nich istotne. Pozyskaliśmy w to miejsce trenera bramkarzy Mirosława Kuczerę, w czym duża rola dyrektora sportowego, który zaproponował szkoleniowca Polonii Bytom. Świetnie wypadł na rozmowach kwalifikacyjnych, więc byliśmy zdeterminowani, aby to on zastąpił trenera Hołubca. W przypadku Tomasza Olszewskiego, to działało w drugą stronę, znałem go z pracy w Warcie Poznań. Potrzebowaliśmy dobrych fachowców. Bramkarze potrzebują fachowca, który będzie ich rozwijał. Radek Hołubiec był taką osobą, co udowadniał w Stali Rzeszów, a trener Kuczera w Bytomiu wykonał świetną pracę z Axelem Holewińskim. Oprócz tego będą nam pomagać trenerzy z akademii, mamy wytypowaną grupę czterech szkoleniowców, którzy będą się rotować. Chcemy, by młodzi piłkarze swobodniej się przy nich czuli. Nie chcę mówić, że nikt do sztabu nie dojdzie, bo z perspektywy czasu może ktoś się pojawi, ale na dzisiaj sztab pracuje w trochę większej liczbie niż w poprzednim sezonie.
Rozważacie zatrudnienie trenera mentalnego?
DS: Zawodnicy nie chcą trenerów mentalnych. Nawet jeśli ktoś mówi, że to się sprawdza, to obecnie nastawienie szatni jest takie, że to się nie sprawdzi. Wolą pracować indywidualnie, a my zadbamy o proces mentalny w inny sposób. Uważam, że też mogę przyłożyć do tego trochę więcej, przede wszystkim na życiowych przykładach pokazywać, że sytuacje, która mają miejsc w meczu, to nic takiego, np. utrata prowadzenia czy strata gola po stałym fragmencie. Mieliśmy ostatnio choćby przykład Francji w Lidze Narodów, gdy z 1:5 zrobiło się 4:5 i mogło być nawet 5:5. Takie rzeczy się dzieją, nie można załamywać rąk. To jeden aspekt. Drugi jest taki, że szukamy zawodników na odpowiednim poziome mentalnym, którzy wychodząc na boisko będą dawali radę. Komor przeżywał dużo gorsze sytuacje w Katowicach niż to, co miało miejsce ostatnio w Ruchu.
Może pan powiedzieć coś więcej o sparingpartnerach?
DS: Zaczynamy od spadkowicza z I ligi, Wartą Poznań. Chcemy zakończyć przygodę z naszym stadionem przy Cichej. Dwa kolejne mecze to jubileusze zarówno Pogoni Staszów, jak i LKS-u Wisła Wielka. Nie będziemy jednak grać z Mławianką Mława. Chcielibyśmy to uczcić i nie wysyłać rezerw czy drugiego garnituru, tylko chcemy pojechać tam i dać naszym kibicom i klubom partnerskim trochę radości, grając w mocnym składzie. Trzeba brać pod uwagę, że pierwsze trzy tygodnie to mocne treningi. Intensywność będzie rosła. Od poniedziałku będzie dobra jazda, przez cały obóz także. Moje nastawienie jest takie, że mocne sparingi na koniec obozu potrafią wyrządzić więcej krzywdy niż pożytku – pod kątem marudzenia na wyniki. Do tego czasem dochodzą mikrourazy, ale mam nadzieję, że ich nie będzie. W tych dwóch spotkaniach oczekujemy ofensywnej gry i zdobycia dużej liczby bramek, skoro gramy z drużynami z IV ligi i A klasy. Później będą dwa mecze z wykrystalizowanym składem, który musi sprostać Puszczy Niepołomice, spadkowiczowi z ekstraklasy, nieprzyjemnemu zespołowi posiadającemu wszystkie cechy pierwszoligowe, a potem Wiśle Kraków przy Reymonta, gdzie będzie dużo kibiców. Uważam, że poziom rywali powinien być rosnący.
Wypoczął pan przed nowym sezonem?
DS: Było kilka dni urlopu, ale przez pierwsze 8-9 dni byliśmy jeszcze w klubie, przygotowując cały proces rekrutacji. Siedzieliśmy z Tomkiem Foszmańczykiem od 6 do 23, jednego dnia zaliczyliśmy 8 spotkań, było to dość wyczerpujące. Po powrocie z urlopu zajęliśmy się tym, by dograć formalności z piłkarzami. Wcześniej nie chcieli rozmawiać, bo wszyscy pojechali na urlopy i trzeba było na nich czekać. Nie chcieliśmy podpisywać kontraktów, zanim nie będą przebadani. Chcieliśmy zobaczyć ich wizualnie, czy wygląd piłkarzapokazuje, że będzie o siebie dbał i będzie walczył. Nie podpiszemy zawodnika, który nie wygląda dobrze fizycznie i nie prezentuje się odpowiednio w testach fizycznych.