Sport

Ugoda z „szantażem”

Zabrzański wrak opuszczają kolejni zawodnicy. Ich umiejętności są na tyle wysokie, że szybko znajdują nowych pracodawców.

I komu to przeszkadzało? Fot. Sebastian Sienkiewicz/PressFocus

Po tym, jak prezes Bogdan Kmiecik zrejterował z pokładu Trójkolorowych, kończąc finansowanie Górnika i rozpoczynając proces upadłościowy zabrzańskiej spółki, przebywający na urlopach zawodnicy czwartego teamu Orlen Superligi i dwukrotni brązowi medaliści wcześniejszych rozgrywek praktycznie z dnia na dzień zostali bez pracy.

Transfery last minute

Tlącą się jeszcze nadzieję na światełko w tunelu, że może jakimś cudem uda się uratować klub przed upadkiem, zastąpiła wiara w szybkie znalezienie nowych pracodawców. Było przy tym sporo obaw, bo większość klubów miała już dopięte kadry i rozpoczynało przygotowania do sezonu, jednak poziom sportowy podopiecznych trenera Arkadiusza Miszki pomógł - większości - na transfery last minute. Pierwsi odeszli ci, którym z końcem poprzedniego sezonu wygasły umowy. Ukraiński rozgrywający Taras Minocki przeprowadził się do Francji, zahaczając się w Dunkierce. Reprezentacyjny skrzydłowy Jakub Szyszko dostał propozycję „nie do odrzucenia” od płockich mistrzów Polski, a doświadczony bramkarz Piotr Wyszomirski trafił do Energi MKS-u Kalisz. Kolejne informacje mówiły o tym, że kapitan i obrotowy Adam Wąsowski znalazł się w Stali Mielec, reprezentacyjny bramkarz Kacper Ligarzewski zasilił szeregi brązowego medalisty i pucharowicza z Ostrowa Wielkopolskiego, Paweł Krawczyk rozpocznie nowy etap za naszą zachodnią granicą, w występującym w 3. Bundeslidze ASV Hamm-Westfalen, a Szymon Pluczyk - po ledwie półrocznym pobycie w Górniku - został przygarnięty przez sąsiada zza miedzy, Olimpię Piekary Śląskie. To są już transfery dokonane. Ukraiński skrzydłowy Dmytro Artemenko, skrzydłowy Krzysztof Komarzewski, a także mający za sobą najlepszy sezon w karierze obrotowy Piotr Krępa znaleźli się na celowniku Azotów Puławy, które początkowo ogłosiły swoje wycofanie się z elity, lecz po uzyskaniu licencji na grę w Superlidze i zaskakującym znalezieniu sponsora „na szybko” montują nową, silną drużynę. Poza tym wiadomo, że bramkarz Bartosz Szczepanik zakończył karierę, a wciąż w zawieszeniu są losy skrzydłowego Jakuba Bogacza, młodzieżowego reprezentanta kraju, rozgrywającego Jakuba Pindy, a także reprezentacyjnego, czeskiego rozgrywającego Lukasa Morkovsky'ego, rumuńskiego rozgrywającego Dana-Emila Rakoczy, serbskiego rozgrywającego Nikoli Ivanovicia, ukraińskiego obrotowego Dmytra Ilczenki, rozgrywającego Szymona Działakiewicza oraz sztabu szkoleniowego.

Dostaną, co się należy

Dodajmy, że rozstania z Górnikiem nie są proste, jakby się wydawało po komunikatach prezesa Kmiecika. Odejścia zostały bowiem obwarowane „szantażem”, czyli zgodą na rozwiązanie kontraktów pod warunkiem zrzeczenia się wypłat za czerwiec oraz części wypłat za... wrzesień i grudzień, które zostały potrącone jako kary za niezadowalające wyniki! Na szczęście, jak zapewnił komisarz ligi Piotr Łebek (także na naszych łamach) i komisarz zmiany barw klubowych Andrzej Walasek, zaległe pieniądze zostaną wypłacone, bowiem przysługujące Górnikowi środki z tytułu praw marketingowych i nagrody za miejsce w rozgrywkach Superliga zabezpieczyła m.in. właśnie na poczet sytuacji związanych ze spłatą zaległości klubu wobec zawodników i sztabu szkoleniowego. Kolejna dobra informacja jest taka, że w związku z nieprzyznaniem Górnikowi licencji na grę w Superlidze i jego likwidacją, kontrakty mogą zostać rozwiązane jednostronnie.

Zbigniew Cieńciała