Sport

Ubodzy krewni

Prezes Biało-zielonych Paolo Urfer nie chce sprzedać Kolumbijczyka Camilo Meny za dwa miliony euro.

Skrzydłowy Lechii Camilo Mena (z prawej) na razie nie jest na sprzedaż. Fot. Piotr Matusewicz/PressFocus

LECHIA GDAŃSK

W sobotniej potyczce sparingowej z GKS-em Tychy (2:0) na boisku nie pojawili się: wracający do pełni sił Tomasz Neugebauer, oglądający mecz z trybun Bohdan Wjunnyk, cierpiący na problemy żołądkowe Kacper Sezonienko, Anton Carenko wrócił do Gdańska dopiero w poniedziałek oraz zmagający się z lekkim urazem Maksym Chłań. Ukraiński skrzydłowy ma ofertę z Belgii i nadal nie podjął decyzji o swojej przyszłości.

Mena nie do wyjęcia

Lechia otrzymała ofertę transferową za kolumbijskiego skrzydłowego, Camilo Menę. Oferta opiewała na dwa miliony euro, złożył ją pięciokrotny mistrz Norwegii Molde FK. Prezes Lechii Paolo Urfer jednak nie przyjął tej propozycji.

Biało-zieloni podziękowali bramkarzowi Jakubowi Ojrzyńskiemu, z kolei Władysław Skryhun będzie testowany jeszcze przez kolejny tydzień. W kręgu zainteresowań Lechii znalazł się Maksym Diaczuk, blisko 22-letni środkowy obrońca. Zawodnik Dynama Kijów wyceniany jest przez portal Transfermarkt na 1,2 miliona euro. W najbliższym tygodniu ma przyjechać dwóch zawodników, ale jeden to bramkarz bardziej w kontekście Centralnej Ligi Juniorów, a drugi będzie testowany przez klub z Gdańska.

Zadowolony trener

60-letni szkoleniowiec Lechii John Carver zabrał głos po meczu z tyszanami. Anglik był zadowolony z wygranej oraz z pracy jaką wykonali piłkarze i sztab szkoleniowy. - W sparingu z Tychami mieliśmy fantastyczną jednostkę treningową. Oczywiście jest miło, gdy się wygrywa, ale to przygotowania do sezonu i chodzi przede wszystkim o formę zawodników. Dołączyłem do zespołu dopiero dzień przed meczem. Cała ta praca, która została wykonana przez Kevina, Radka, cały sztab motoryczny i medyczny jest świetna, co było widać. Jestem zadowolony, zdobyliśmy dwa gole. Jest to ważne, ale chodzi też o przygotowanie fizyczne piłkarzy. Jesteśmy dużo dalej niż byliśmy w ubiegłym roku. Widziałem pomiary chłopaków i pracowali ekstremalnie ciężko. Musimy być profesjonalni i pracować, tak jak oczekuje od nas tego ekstraklasa. Zawodnicy to zrobili. Miło było patrzeć na zaangażowanie młodych piłkarzy, zwłaszcza w drugiej połowie. Dostali przedsmak tego, o co w tym wszystkim chodzi, więc kiedy wrócą do akademii muszą pracować z taka intensywnością jakiej oczekujemy.

Gwoli uzupełnienia, w środę (2 lipca) gdańszczanie zagrają sparing z Olimpią Grudziądz.

„Skromna” kasa

Kawałek tortu, wynoszącego niemal 300 milionów złotych, trafił oczywiście też do Lechii. Każdy klub PKO BP Ekstraklasy otrzymał 8 milionów 277 tysięcy 800 złotych w ramach kwoty stałej, która łącznie wynosiła 149 milionów czterysta złotych. W tzw. rankingu historycznym liczy się pięć ostatnich sezonów - w tym roku to okres od połowy 2019 do połowy 2024 roku. Im dłużej klub grał w ekstraklasie, tym więcej zarobi. Przez roczną absencję Biało-zielonych w lidze Lechia była „średniakiem” w tym aspekcie i otrzymała 1.463.859,64 złotych.
Wynik sportowy, czyli miejsce w tabeli, odpowiada za 1/3 puli! Lechii z tego źródełka kapnęło do kasy - 1.611.988,30 złotych. System Pro Junior System poszedł do całkowitej modernizacji i od nowego sezonu będzie nieco większy, a pieniądze otrzyma... każdy. Do tej pory całkiem przyzwoite sumy dostawało siedem najlepszych w tej tabeli zespołów. Lechia dostała z tego tytułu okrągłe... zero złotych! Ogólnie
za sezon 2024/25 otrzymała zaledwie 11.353.647,95 złotych. Jest to druga najmniejsza kwota, mniej pieniędzy otrzymała tylko Puszcza Niepołomice.

Bogdan Nather