Tytuł pojechał do Warszawy
W niedzielę w Lublinie Legia wygrała mecz numer siedem i po 56 latach wróciła na mistrzowski tron!
Kameron McGusty ostatnimi akcjami zapewnił Legii mistrzostwo, a sobie statuetkę MVP finałów. Fot. PAP/Wojtek Jargiło
Tytuł dla Legii to spora sensacja. Przed sezonem warszawian nikt nie typował do złota, faworytami wszak byli Anwil, Trefl, może King. W Warszawie już dawno zapomnieli jak smakuje koszykarskie złoto, po raz ostatni Legia zdobywała mistrzostwo... 56 lat temu. W niedzielny wieczór warszawianie wreszcie stanęli na najwyższym stopniu podium. Medale wręczali szef PZKosz Grzegorz Bachański oraz prezes PLK Łukasz Koszarek. Drużyna ubrana była w okolicznościowe zielone koszulki z napisem "mistrz Polski" i czerwone czapeczki z podobnym nadrukiem. Puchar jako pierwszy wzniósł kapitan Michał Kolenda. Potem tradycyjnie z głośników popłynął przebój "We are the champions" Queen, a ze specjalnych armatek wysypało się złote konfetti. Ta noc należała do Legii.
Jak przebiegało spotkanie? Zaczęło się od minuty ciszy poświęconej zmarłemu przed dwoma dniami wybitnemu koszykarzowi Mieczysławowi Młynarskiemu. Początek należał do Legii, która głównie za sprawą Kamerona McGusty'ego objęła 10-punktowe prowadzenie (15:5). Z drugiej strony walkę podjął Manu Lecomte. Po punktach i asystach Belga lublinianie zmniejszyli straty (18:23 po pierwszej kwarcie). Do przerwy 5 punktów zaliczki gości (42:37). Trzecia kwarta była mocno atletyczna - przepychanie się pod koszem, sporo fauli (zwłaszcza Legii), dużo osobistych wykonywanych przez lublinian. Przed ostatnią częścią goście ze stolicy prowadzili trzema oczkami. Dwie i pół minuty przed końcem po akcji Courtneya Rameya Start po raz pierwszy w meczu objął prowadzenie (79:77). Wtedy sprawy wziął w swoje ręce McGusty. Amerykanin zagrał akcję dwa plus jeden, a za chwilę poprawił trójką! Kibiców w hali Globus uciszyli jeszcze Radanov i Silins, którzy rzutami z daleka zamknęli spotkanie. Kilkusetosobowa grupka fanów z Warszawy oszalała ze szczęścia. Trener Heiko Rannula utonął w ramionach swoich graczy.
Kto został najlepszym zawodnikiem finałów? W 7-meczowej serii zmieniało się jak w kalejdoskopie - początkowo duże szanse miał Andrzej Pluta, potem Ousmane Drame, Tyrane De Lattibeaudiere i Manu Lecomte, ale na koniec sprawy wziął w swoje ręce Kameron McGusty. Amerykanin był najlepszym zawodnikiem sezonu zasadniczego, w serii finałowej długo był w cieniu, ale cały czas robił swoje. W ostatnim meczu postawił swój stempel - bez niego nie byłoby tytułu dla Legii. W siódmym spotkaniu zdobył aż 30 punktów, dodał do tego 4 asysty, 2 zbiórki i 2 przechwyty. Grał na bardzo wysokim procencie skuteczności rzutów (68 z gry, 60 za trzy). - To był ciężki sezon, były wzloty i upadki. Ale zakończyliśmy go mistrzostwem i to wspaniałe uczucie - powiedział po spotkaniu w Polsat Sport McGusty.
◼ PGE Start Lublin - Legia Warszawa 82:92 (18:23, 19:19, 24:22, 21:28)
Stan rywalizacji: 4-3 dla Legii
LUBLIN: Krasuski 3 (1x3), De Lattibeaudiere 14 (1x3), Williams, Lecomte 25 (4x3), Drame 5 - Ramey 23 (3x3), Brown 10 (2x3), Put 2. Trener Wojciech KAMIŃSKI.
WARSZAWA: McGusty 30 (30 (3x3), Pluta 10 (1x3), Vucić 22, Silins 8 (1x3), Kolenda 3 (1x3) - Radanov 10 (1x3), Sykes 4, Wilczek 2, Onu 3 (1x3). Trener Heiko RANNULA.
(pp)