Sport

Trudniejszy okres

Jeszcze przez blisko miesiąc Włókniarz Częstochowa będzie musiał sobie radzić bez Piotra Pawlickiego.

Bez popularnego „Pitera” Lwy będą miały trudności z wygrywaniem meczów. Fot. Grzegorz Misiak / Press Focus

PGE EKSTRALIGA

Sytuacja Lwów mocno się skomplikowała. W ostatni czwartek częstochowianie przegrali trzeci mecz z rzędu, tym razem we Wrocławiu pokonała ich Sparta (35:55). Biorąc pod uwagę, że goście podeszli do tej potyczki w poważnym osłabieniu, od samego początku byli skazywani na porażkę. Jednak ku zaskoczeniu ekspertów drużyna z Częstochowy podjęła walkę z wicemistrzami kraju. Niemal do końca starcia przyjezdni starali się stawiać czoła rywalom, bo dopiero w 14. wyścigu Spartanie zagwarantowali sobie zwycięstwo za trzy meczowe punkty. – Wielokrotnie już wspominałem, że może i ponosimy „piękne” porażki na wyjazdach, ale za to punktów się nie otrzymuje. Mimo osłabienia staraliśmy się walczyć, ale w czwartek starczyło nam sił na zgromadzenie łącznie 35 punktów. Robiliśmy, ile mogliśmy. Jeśli jednak przez różne przypadkowe kwestie nie ma się zdecydowanego lidera i jeszcze jednego z podstawowych zawodników drużyny, to ciężko ich zastąpić tymi, którzy na chwilę obecną prezentują się nieco słabiej – powiedział trener Włókniarza, Mariusz Staszewski.

To już ten Doyle?

To, że częstochowianie ponieśli we Wrocławiu „piękną” porażkę, było przede wszystkim zasługą Jasona Doyle’a, który przy swoim nazwisku dopisał aż 20 punktów, czyli ponad połowę dorobku drużyny. Bez niego Włókniarz byłby bezradny. Swoją świetną passę Australijczyk kontynuował dwa dni później w Grand Prix Szwecji w Malilli. W tych zawodach – w trudnych warunkach torowych, spowodowanymi obfitym deszczem – awansował bezpośrednio do wielkiego finału. W wyścigu nr 23 szwedzkiego turnieju zaliczył jednak upadek i ostatecznie musiał zadowolić się czwartym miejscem.

Wygląda na to, że niespełna 40-latek wreszcie wrócił do wyczekiwanej przez kibiców w Częstochowie wysokiej formy. – Tak jak mówiłem, po kontuzjach trzeba było poczekać na formę Jasona, jaką prezentował na początku sezonu. We Wrocławiu zaprezentował się wręcz rewelacyjnie i to na tle tak mocnego przeciwnika. Ręce same składały się do oklasków – ocenił szkoleniowiec.

Dobra dyspozycja Doyle'a może być kluczowa dla zespołu trenera Staszewskiego, bo w końcu kontuzję nadal leczy Piotr Pawlicki. Gdy w ubiegły czwartek po meczu we Wrocławiu pytaliśmy szkoleniowca Włókniarza o długość przerwy w startach popularnego „Pitera”, odpowiedział, że wynieść ma około czterech tygodni. Podobnie wygląda sytuacja z innym podstawowym żużlowcem Biało-zielonych, Madsem Hansenem. – Musimy cierpliwie na nich czekać – usłyszeliśmy od trenera.

Mecz z potentatem

Biorąc pod uwagę okoliczności związane z urazami dwóch kluczowych zawodników, należy przypuszczać, że Włókniarza czekać będzie następna seria wymagających batalii. Pierwsza z nich rozegrana zostanie w najbliższy piątek, kiedy zespół spod Jasnej Góry podejmie team z Torunia. Faworytem pojedynku będzie ekipa z województwa kujawsko-pomorskiego, która aktualnie zajmuje pozycję wicelidera tabeli. Częstochowianie nie zamierzają jednak załamywać rąk i chcą nawiązać walkę z kolejnym ligowym potentatem, licząc jednocześnie na atut własnego toru. – Po to wyjeżdżamy, aby wygrywać. Kolejny mecz na pewno nie będzie łatwiejszy. Torunianie są rywalami równie mocnymi jak zawodnicy Sparty. Miejmy nadzieję, że nasz tor lepiej nam posłuży niż ten we Wrocławiu – zakończył nasz rozmówca.

Norbert Giżyński