Sport

Trochę inna rzeczywistość

Rozmowa z Dawidem Szulczkiem, trenerem Ruchu Chorzów

Trener Dawid Szulczek zdradził, co dzieje się obecnie za chorzowskimi kulisami. Fot. Marcin Bulanda/PressFocus

Jakie emocje wzbudziło u pana sobotnie pożegnanie Cichej?

Na pewno duży sentyment. To było wielkie wydarzenie i z tego powodu chciałem też, aby chłopcy z akademii, którzy od dziecka wychowywali się na tym stadionie, otrzymali możliwość zagrania w takim spotkaniu, przy tylu kibicach. Niemalże każdy z nich dopiero pierwszy raz mógł wystąpić przy takiej publice. Sam jako dziecko chciałem wybiec na to boisko i usłyszeć doping kibiców. Było mi to dane w trochę starszym wieku, choć jako trener. Na pewno zakręciła się łezka w oku. Codziennie widzieliśmy, jak ubywa dachu, rzeczy z klubu. W zeszłym tygodniu mieliśmy przeprowadzkę i wszystko potoczyło się bardzo szybko. Szkody spowodowane burzami spowodowały, że musieliśmy się przenosić w trybie awaryjnym, bo planowaliśmy trochę później. Gdy wrócimy z obozu, będziemy w trochę innej rzeczywistości, ponieważ wszystko będzie odbywało się w drugim, nowym budynku. Sparingi poobozowe będziemy też grać w innym zestawieniu personalnym. Myślę, że tak jak odcięliśmy poprzedni sezon grubą kreską, tak samo zamykamy temat starego stadionu. Mam nadzieję, że po kilku sezonach na Stadionie Śląskim będzie nam dane cieszyć się z nowego, pięknego obiektu.

Który moment związany z tym stadionem zapamięta pan najbardziej?

Mój pierwszy mecz, który pamiętam bardzo dobrze. Miałem 6 lat, to było spotkanie z Odrą Wodzisław Śląski, które wygraliśmy 3:2 po bramce „Gitary” (Witolda Wawrzyczka, miało to miejsce 31.07.1996 – przyp. red.) z końcówki. Ten szał radości... Tata wszystko tłumaczył mi na bieżąco, czemu gwizdek itd. Z perspektywy czasu pamiętam, że zadawałem mu dużo dziwnych pytań (śmiech). Siedzieliśmy na wysokości linii bramkowej na sektorze 1 (trener wskazuje palcem). Wtedy jeszcze nie było krzesełek i siedzieliśmy na betonowych schodach. Od tamtego czasu minęło prawie 30 lat, czyli kawał historii.

Ostatnio testowaliście kilku zawodników, a na obóz, który zaczął się wczoraj, zabrał pan dwóch, Nikodema Leśniaka-Paducha ze Skry Częstochowa i Jakuba Witka z rezerw Wisły Płock, który kiedyś grał w Ruchu. Skąd taki wybór?

Część decyzji podjęliśmy już przed sparingiem, ale chcieliśmy to potwierdzić w spotkaniu z Wartą. Uważamy, że dla pozostałych to jeszcze nie ten moment, nie na I ligę przy tylu kibicach. Kilku piłkarzy z akademii pokazało się z niezłej strony. W zimę nie zabieraliśmy ich na obóz, ale teraz wzięliśmy Mateusza Rosoła, Macieja Krzempka, Kajetana Klaję i Kacpra Dyducha. Patrzę na to pod kątem tylko indywidualnym. Wiadomo, że nie jesteśmy zadowoleni z wyniku z Wartą, bo wymagamy więcej od piłkarzy już doświadczonych. Nie ma co też ukrywać, że mieli utrudnione zadanie, bo skład był wymieszany i zagraliśmy tak pierwszy i ostatni raz w życiu. Dużo zawodników było poza meczem, bo mocno trenowaliśmy. Kilku z nich zmagało się z bólami mięśniowe, drobnymi otarciami czy obiciami. Jeśli zagraliby z Wartą, to mogłoby spowodować, że przez kilka dni nie byliby w treningu i obóz zdążyłby się skończyć. A chcę mieć na nim wszystkich zdrowych. Czeka nas ciężki i szybki obóz – pięć dni ostrej roboty i dwa sparingi, z Pogonią Staszów i LKS-em Wisła Wielka, które traktujemy jako mecze mające otworzyć nasz worek z bramkami, żeby zyskać pewność siebie.

Czyli sparingi zostały w pewnym sensie podzielone na „grupy”?

Tak, ten pierwszy to były testy, potem musimy iść po gole i się napędzić, a następnie mecze z Puszczą Niepołomice i Wisłą Kraków są już nastawione na szykowanie się na ligę.

Co może pan powiedzieć o sytuacji zdrowotnej tych graczy, którzy byli nieobecni z Wartą. Lista była długa.

Filip Lachendro wraca do zdrowia i zaczyna pracę indywidualną. Patryk Sikora jedzie z nami na obóz, bo indywidualnie pracuje trochę dłużej. Część rzeczy będzie mógł robić z drużyną, choć będą to elementy bezkontaktowe. Daniel Szczepan miał kilka tygodni przerwy przez uraz mięśni przywodzicieli, który przytrafił mu się w spotkaniu w Głogowie, ale wrócił do treningów w poniedziałek. Piotr Ceglarz przechodził dodatkowe badania motoryczne po transferze. Mo Mezghrani czuł drobny ból w pięcie i nie chcieliśmy tego pogłębiać. Aleksander Komor miał drobny dyskomfort i nie chcieliśmy, aby go pogłębił. Shuma Nagamatsu podczas strzału na treningu zderzył się z innym zawodnikiem i opuści dzień lub dwa obozu. Jeśli chodzi o brak Jakuba Bieleckiego, to chcieliśmy między słupkami sprawdzić Marcela Potocznego, którego chcemy wypożyczyć na szczebel centralny. Dużo dało mu wypożyczenie do Pniówka. Nie chcemy, żeby Marcel był u nas numerem 3-4 za Bieleckim, Martinem Turkiem i Kubą Szymańskim. Jeśli się ogra, to jest w stanie wrócić i powalczyć o numer 1. Z kolei Dominik Preisler w czwartek miał drobny problem z mięśniem dwugłowym i jego przerwa potrwa ok. 2 tygodni.

Mieliście trzy „dziewiątki”, ale odszedł Soma Novothny. Czy będziecie chcieli wypełnić tę lukę, czy skorzystacie z dostępnych opcji, np. mając na uwadze, że na szpicy może zagrać Patryk Szwedzik?

Dokładnie, po to go ściągnęliśmy. Nominalnie gra na skrzydle, ale ma też dużo meczów na „dziewiątce” czy „dziesiątce”. Na każdej z tych pozycji może występować. Daniel Szczepan i Tomasz Bała będą rywalizować o miejsce na szpicy, a Szwedzik będzie zabezpieczeniem.

Na ile istotny był dla pana fakt, że Ceglarz był w Motorze kapitanem, z którym osiągał wiele sukcesów i że może pomóc w zarządzaniu szatnią?

Było to dla mnie bardzo ważne, bo odeszło wielu zawodników, w tym doświadczonych – Sadlok, Starzyński, Moneta. Chcieliśmy gracza z „succes story” w poprzednim klubie. Jednakże Komor także wywalczył awans z GKS-em, czyli klubem, gdzie również jest duża presja kibicowska. Było to dla mnie istotne, aby trafić na zawodników, którzy nie mają problemu zagrać na Stadionie Śląskim. Do tego Nagamatsu w Zniczu brylował w I lidze. Ma bardzo dobrą energię. A Tomek Bała? W Stali Rzeszów dawał świetne zmiany, a w pierwszym składzie dobrze wyglądał pod względem fizycznym, ma dużo jakości jak na I ligę. Jestem zadowolony z tych ruchów.

Dokonaliście 5 transferów, szukacie stopera, obserwujecie sytuację z młodzieżowcami – a oprócz tego planujecie jeszcze jakieś ruchy?

Jeśli chodzi o młodzieżowców, do meczu z Puszczą chcemy dawać dużo szans naszym zawodnikom, nawet jeśli będzie to wpływało na poziom gry zespołowej i wynik sparingów. Kiedy oni mają łapać doświadczenie, jeśli nie w takim okresie? Mecz z Wartą był już dobrym przetarciem. Jeśli ktoś będzie bardzo dobrze wyglądał w kolejnych tygodniach, dostanie także szanse na stadionie Wisły Kraków, gdzie również będzie sporo kibiców. Jeśli będzie jednak potrzeba, spróbujemy kogoś ściągnąć. Mamy przygotowane listy, ale obecnie czekamy, co z naszymi młodymi. Niektórzy dają dobre sygnały, a niektórzy – niestety – wrócą do juniorów. Poza tym chcemy wzmocnić obronę, najlepiej zawodnikiem, który byłby jak Sadlok czy Szymon Karasiński, czyli mogący zagrać i na środku, i na boku. Nie jest to jednak główny cel poszukiwań, bo raczej patrzymy na ogólną jakość, na umiejętność gry w piłkę, na mentalność, motorykę. To kluczowe.

Rozmawiał i notował Piotr Tubacki

KADRA RUCHU NA OBÓZ W BUSKU-ZDROJU

◾  Bramkarze: Bielecki, J. Szymański, Turk 
◾  Obrońcy: Klaja, Komor, Konczkowski, Krzempek, Lukić, Mezghrani, Sz. Szymański 
◾  Pomocnicy: Ceglarz, Kozak, Nagamatsu, Rosół, Sikora, Sobeczko, Szwedzi, Szwoch, Ventura 
◾  Napastnicy: Bała, Dyduch, Szczepan
◾  Testowani: Leśniak-Paduch, Witek 
◾  Nieobecni: Nono (braki przygotowawcze), Lachendro (rekonwalescencja), Preisler (kontuzja), Potoczny (szykuje się do wypożyczenia)