To była naprawdę świetna jazda!
Mało błędów, świetny serwis - Iga Świątek gładko w 75 minut odprawiła krnąbrną Amerykankę Danielle Collins 6:2, 6:3 w trzeciej rundzie Wimbledonu.
Iga Świątek czuje się na trawie coraz bardziej komfortowo… Fot. PAP/EPA
Miał być najtrudniejszy, a okazał się najłatwiejszy z trzech rozegranych meczów rozstawionej z numerem 8 polskiej tenisistki na All England Club. Iga Świątek od początku do końca kontrolowała wydarzenia na korcie, nie zostawiając Amerykance - z którą miała na pieńku od ćwierćfinału igrzysk w Paryżu - żadnych złudzeń.
Polka grała w sobotę spokojnie, precyzyjnie i nie podejmowała niepotrzebnego ryzyka. Natomiast 54. w światowym rankingu Danielle Collins, wyjątkowo często się myliła. Po pięciu gemach 31-letnia Amerykanka miała już na koncie 11 niewymuszonych błędów. To więcej niż Świątek uzbierała w całym meczu (10).
W efekcie pięciokrotna mistrzyni wielkoszlemowa po 20 minutach prowadziła 4:1. Polka nie tylko popełniała mało błędów, ale również świetnie serwowała - nie dała się przełamać ani razu, obroniła wszystkie 3 break-pointy. Z czasem Collins lepiej prezentowała się przy własnych gemach serwisowych, ale nawet przez chwilę nie mogła pomarzyć o odwróceniu losów meczu.
W kolejnym gemie Polka obroniła dwa break pointy i podwyższyła prowadzenie. Amerykankę stać było jedynie na zmniejszenie straty. Serwująca nowymi piłkami na zwycięstwo w secie Świątek gładko zamknęła partię.
„Danimal” postanowiła skorzystać z przerwy toaletowej, ale po powrocie z szatni obraz gry nie uległ zmianie. Już w gemie otwarcia Świątek ją przełamała, a następnie podwyższyła na 2:0. Z czasem Amerykanka lepiej prezentowała się przy własnych gemach serwisowych, ale była daleko od odrobienia powstałej na początku straty. Dominacja Igi była pełna - w trzech kolejnych gemach przy własnym podaniu oddała rywalce tylko jedną piłkę. Mecz zakończyła po godzinie i 15 minutach, ponownie przełamując Amerykankę. A na koniec pełną piersią wykrzyczała swoje triumfalne „jazda!”.
- To był świetny mecz. Czułam się naprawdę dobrze. Chciałam być odważna w swoich uderzeniach od samego początku. Jestem zadowolona z pracy, którą wykonałam, z poziomu gry, który utrzymałam przez cały mecz - Świątek podsumowała spotkanie. To było dziesiąte spotkanie tych zawodniczek i ósma wygrana podopiecznej Wima Fissette’a, która zrewanżowała się Collinsza ostatnią porażkę, sprzed dwóch miesięcy na mączce w Rzymie.
W 1. rundzie w Londynie Polka wygrała z Rosjanką Poliną Kudiermietową (64. WTA) 7:5, 6:1, a w kolejnej z Amerykanką Caty McNally (208. WTA) 5:7, 6:2, 6:1.
(t, PAP)
„Myślę, że w Polsce mamy lepszy klimat dla truskawek. Pewnie mnie za to wyrzucą z turnieju”