Tendencja rosnąca
Ostatni tydzień przygotowań GKS-u Tychy do rundy jesiennej stoi pod znakiem totalnej remontady.
Przy Edukacji wierzą, że Mamin Sanyang będzie się rozkręcał. Fot. Łukasz Sobala/Press Focus
GKS TYCHY
Po laniu, które w sobotę sprawiła tyszanom II-ligowa czeska Zbrojovka Brno podopieczni Artura Skowronka otrzymali… wolne. Piłkarze GKS-u do zajęć wrócili dopiero wczoraj i od odprawy, przez zajęcia w siłowni oraz na boisku, rozpoczęli ostatni już w tym letnim okresie przygotowawczym mikrocykl treningowy.
Dłuższy dystans
Od środy do piątku mają zaplanowane po jednym treningu na boisku, a zamknięcie tygodnia stanowić będzie podwójny sparing. O godzinie 11.00 pierwszy skład trójkolorowych zmierzy się z 12. zespołem izraelskiej ekstraklasy, Ironi Tyberiada, a o godzinie 16.00 pozostali piłkarze pokażą się sztabowi w starciu z II-ligowym GKS-em Jastrzębie. Chodzi o to, żeby zawodnicy sprawdzili swoje organizmy na dystansie całego meczu, bo przecież już tydzień później – 19 lipca o godzinie 19.45 – GKS Tychy rozpocznie nowy sezon, podejmując Miedź Legnica.
Nieprzyjemne doświadczenie
– To było bardzo nieprzyjemne doświadczenie – skomentował sobotnią porażkę 2:8 trener tyszan w wypowiedzi dla klubowych mediów. – Dostać takie lanie zawsze bardzo boli. W bardzo prosty sposób traciliśmy gole i choć błędy na tym etapie przygotowań były wkalkulowane w naszą grę, bo piłkarze mocno pracują i jesteśmy w takim momencie, w którym zmęczenie mogło się nawarstwiać, to mimo wszystko tak to nie może działać. Na pewno mamy bardzo dobry materiał, żeby budować przede wszystkim z tyłu, bo zmiany, które zaszły w zespole latem, dotknęły głównie tej formacji. To pokazuje, że potrzebujemy zrozumienia i czasu, żeby nasza gra wyglądała tak dobrze jak na wiosnę.
Po 4 gole na bramkarza
8 straconych goli w ciągu 140 minut (spotkanie trwało 4x35 minut) bez wątpienia każe popatrzeć na grę defensywną. Obaj bramkarze – i Leon-Ouar Wechsel, i Kacper Kołotyło – w swoich 70 minutach pobytu między słupkami po 4 razy wyciągali piłkę z siatki. Nie sprawdziły się też oba zestawienia obronne, bo ani pierwsze, z doświadczonymi Jakubem Tecławem i Nemanją Nediciem, ani drugie, z nowymi młodzieżowcami dowodzonymi przez wypożyczonego z Arki Gdynia Kasjana Lipkowskiego, nie były w stanie zatrzymać czeskiej nawałnicy. Co gorsza, rywale strzelali gola za golemzarówno z akcji, jak i ze stałych fragmentów gry.
Po setnej minucie
Kibiców, oglądających mecz na murawie Stadionu Miejskiego, najbardziej martwiło to, że tyszanie nie mieli praktycznie żadnej siły uderzeniowej. Owszem, próbowali, ale przez ponad 100 minut nie potrafili sfinalizować akcji. W dodatku z urazem z boiska zszedł Damian Kądzior, a ponieważ Daniel Rumin i Kacper Wełniak leczyli kontuzje, okazało się, że cała nadzieja w Piotrze Gębali. To właśnie 18-latek, mający za sobą 58 minut gry w 6 I-ligowych występach w poprzednim sezonie, w 103 minucie „odczarował” czeską bramkę, a jego śladem w 120 minucie poszedł Mamin Sanyang. 22-letni Gambijczyk wraca do gry po długim leczeniu kontuzji więzadła krzyżowego. Ostatni oficjalny mecz rozegrał 16 września ubiegłego roku, więc powoli będzie się rozkręcał.
Kontuzja Rumina
A skoro mowa o napastnikach, to dodajmy, że kontuzja Rumina, który w trakcie treningu złamał palec w stopie, wymaga leczenia, które potrwa do 6 tygodni. Natomiast Wełniak, leczący naciągnięcie mięśnia czworogłowego, powinien być do dyspozycji trenera już w sobotę na próbę generalną przed sezonem. Ważne jest także to, że nic nie dolega Kądziorowi, więc nadzieja na skuteczność ma tendencję rosnącą.
Jerzy Dusik