Tempo idealne, ale cel nieosiągnięty
Remco Evenepoel wygrał piąty etap Tour de France. Nowym liderem został drugi wczoraj w jeździe indywidualnej na czas, wielki faworyt Tadej Pogačar.
Remco Evenepoel w swoim żywiole. Fot. PAP / EPA
Trasa pierwszej z dwóch w tegorocznej Wielkiej Pętli, długiej, bo liczącej 33 km „czasówki”, zaczynała się i kończyła w położonym niedaleko kanału La Manche normandzkim mieście Caen. Jej profil był zupełnie płaski, do tego nie miała zbyt wielu zakrętów, za to kolarze mogli jechać z dużą prędkością na prostych odcinkach. – Coś w sam raz dla takiego specjalisty jak Remco Evenepoel – ocenił Tom Dumoulin, mistrz świata w tej konkurencji z 2017 roku. – On nie tylko wygra, ale powinien także zostać nowym liderem – dodał były świetny holenderski kolarz.
Chciał zwycięstwa i koszulki
Właśnie takie cele wyznaczył sobie Belg. Zawodnik grupy Soudal Quick-Step startował w tym roku w trzech czasówkach i wszystkie wygrał. Niecały miesiąc temu podczas Criterium du Dauphine na o niemal połowę krótszym odcinku w pokonanym polu zostawił dwóch głównych faworytów obecnej edycji Tour de France: Tadeja Pogačara (UAE Team Emirates-XRG) i Jonasa Vingegaarda (Visma-Lease a Bike). Słoweńca wyprzedził wtedy aż o blisko 50 sekund, a Duńczyka o 20.
Aktualny mistrz olimpijski i mistrz świata doskonale wywiązał się z trudnej roli faworyta. Evenepoel z każdym kilometrem coraz bardziej się rozpędzał. Na pierwszych dwóch pomiarach czasu jeszcze minimalnie przegrywał z zawodnikami, którzy wystartowali wcześniej. Na trzecim był już jednak pierwszy, do tego fantastycznie pojechał ostatni, prowadzący nieco w dół fragment trasy. Na mecie prowadzącego do tej pory włoskiego mistrza Europy Edoardo Affiniego (Visma-Lease a Bike) wyprzedził aż o 33 sekundy, a całą trasę przejechał ze średnią prędkością 54 km/h. Niesamowite!
Słoweniec dotrzymał słowa
– Było całkiem dobrze. Nie mogłem jechać szybciej. Jestem zadowolony z wyniku i drugiego zwycięstwa mojej drużyny w tym wyścigu (pierwsze odniósł jego rodak, sprinter Tim Merlier – przyp. red) – mówił Belg. – Moją najmocniejszą stroną było to, że pod koniec utrzymałem to samo tempo, co na początku. Tak, idealnie ustawiłem tempo i wszystko było w porządku – dodał.
Przed środowym etapem Evenepoel zajmował dziewiąte miejsce. Na mecie obserwował więc jazdę tych ośmiu kolarzy, którzy go wyprzedzali w klasyfikacji generalnej. Międzyczasy wskazywały, że już nikt nie odbierze mu zwycięstwa. Niewiadomą pozostawało tylko to, czy założy żółtą koszulkę. To mu się akurat nie udało, bo tą mógł się cieszyć – po raz pierwszy w obecnej edycji – dotychczasowy wicelider Pogačar, który do Belga stracił tylko 16 sekund, co dało mu drugą pozycję. Słoweniec zapowiadał, że przed startem w Wielkiej Pętli popracuje nad samotną walką z czasem i słowa dotrzymał. – Pojechał bardzo dobrze, w porównaniu z Criterium du Dauphine zrobił duży postęp i pokazał, że jest w świetnej formie – chwalił nowego lidera Evenepoel, który awansował na drugie miejsce w „generalce” (do Słoweńca traci 42 sekundy).
Słabo natomiast wczoraj pojechał Vingegaard – był dopiero 13. (1.21 straty do zwycięzcy), przez co spadł z trzeciej na czwartą pozycję. Jego miejsce zajął rewelacyjnie spisujący się ostatnio, piąty w środę Francuz Kevin Vauquelin (Arkea-B&B Hotels). Wydaje się, że właśnie tych czterech kolarzy – zgodnie z przewidywaniami Pogačar, Evenepoel i Vingegaard oraz niespodziewanie Vauquelin – powalczy o podium. Wyniki „czasówki” raczej potwierdzają, że z tego grona wypisał się Primoż Roglič (Red Bull-Bora-hansgrohe). Słoweniec, w końcu kiedyś też świetny w tej konkurencji (mistrz olimpijski z Tokio), wczoraj był ledwie 12. i już teraz, w połowie pierwszego z trzech tygodni wyścigu, traci do lidera dwie i pół minuty.
Dzisiaj kolarze znowu pojadą po szosach w Normandii. Liczący ponad 200 km pagórkowaty odcinek z kilkoma podjazdami w końcówce zapowiada się niezwykle emocjonująco.
Wyniki 5. etapu, Caen - Caen (jazda indywidualna na czas, 33 km):
1. Remco Evenepoel (Belgia, Soudal Quick-Step) 36.422. Tadej Pogačar (Słowenia, UAE Team Emirates-XRG) strata 16 s.
3. Edoardo Affini (Włochy, Visma-Lease a Bike) 33
4. Bruno Armirail (Francja, Decathlon AG2R La Mondiale) 35
5. Kevin Vauquelin (Francja, Arkea-B&B Hotels) 49
6. Florian Lipowitz (Niemcy, Red Bull-Bora-hansgrohe) 58 ... 175. Kamil Gradek (Bahrain-Victorious) 5.47
Klasyfikacja generalna:
1. Pogačar 17:22.58,2. Evenepoel 42
3. Vauquelin 59
4. Jonas Vingegaard (Dania, Visma-Lease a Bike) 1.13
5. Matteo Jorgenson (USA, Visma-Lease a Bike) 1.22
6. Mathieu van der Poel (Holandia, Alpecin-Deuceninck) 1.28 ... 171. Gradek 34.22
(gak)
Górą Australijka
Sarah Gigante (AG Insurance-Soudal) wygrała czwarty etap Giro d'Italia. Liderką ponownie została Szwajcarka Marlen Reusser (Movistar), która zajęła wczoraj trzecie miejsce. Na podium rozdzieliła je Włoszka Elisa Longo Borghini (UAE Team ADQ).
Środowy, liczący 142 odcinek kończył się trudnym podjazdem (11 km o średnim nachyleniu 7,4 proc.) do Pianezze Valdobbiadene (1083 m n.p.m). Trzy kilometry przed szczytem na prowadzenie wyszła dotychczasowa wiceliderka Reusser. To spowodowało, że czołówka szybko się podzieliła. Razem ze Szwajcarką zostały tylko trzecia w klasyfikacji Longo Borghini oraz Gigante i Niemka Antonia Niedermaier (Canyon-Sram zondacrypto). Już znacznie wcześniej z tyłu została liderka, Brytyjka Anna Henderson (Lidl-Trek).
Z prowadzącej czwórki na atak zdecydowała się Gigante. Australijka wypracowała sobie blisko pół minuty przewagi i samotnie przekroczyła linię mety.
Jedyna Polka w stawce Marta Jaskulska (Ceratizit) środową rywalizację ukończyła na 102. pozycji, tracąc ponad 20 minut.
Po czterech etapach Reusser ma przewagę 16 sekund nad Longo Borghini oraz 34 nad Gigante, która awansowała o osiem pozycji. Jaskulska jest 96. z czasem gorszym o 28.24 od liderki.
Ośmioetapowy wyścig zakończy się w niedzielę w Imoli.
Świetna jazda mistrza Polski
W końcówce liczącego blisko 170 km odcinka ze startem i metą w miejscowości Steyr znajdował się krótki, ale stromy podjazd. Właśnie podczas tej wspinaczki z niewielkiej czołowej grupy zaatakowało trzech zawodników – Irlandczyk Archie Ryan (EF Education-EasyPost) oraz Majka i jego kolega z UAE Team Emirates-XRG, Austriak Felix Grosschartner. Ci dwaj ostatni wykorzystali liczebną przewagę i zajęli dwa pierwsze miejsca, a zwycięzcą i pierwszym liderem został reprezentant gospodarzy. Drużyna sponsorowana przez linie lotnicze ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich zdominowała zresztą wczorajszy etap, bo czwarte i piąte miejsce zajęli także koledzy mistrza Polski. Ten jest w tak dobrej dyspozycji, że gdyby wczoraj w Austrii nie uciekał z Austriakiem, to pewnie by wygrał. Będzie miał jednak jeszcze ku temu okazje, bo trzy kolejne odcinki zakończą się podjazdami, a Majka po tak udanych dla niego mistrzostwach w Dobczycach zapowiadał, że liczy tu na etapowe zwycięstwo.
Tak w koszulce mistrza Polski prezentuje się Rafał Majka. Fot. Facebook Rafała Majki