Sport

Tego nie da się powtórzyć

TRZY PYTANIA DO MACIEJA MIZI, byłego kapitana Ruchu Chorzów

Maciej Mizia jeszcze raz miał okazję wyprowadzić zespół z eRką na piersi. Fot. Marcin Bulanda / Press Focus

1. Co dla pana oznaczało pożegnanie z Cichą?

Co by nie było, straciłem tu trochę zdrowia. Szkoda, ale mam nadzieję, że w przyszłości powstanie nowy stadion, choć to nie będzie już ta sama atmosfera. Tego nie da się powtórzyć. Przez tyle lat, ile człowiek wylał tu potu, grając ze wspaniałymi piłkarzami... Szkoda, że to ostatni dzień tutaj.

2. Jakiś szczególny moment utkwił panu w pamięci?

Było ich wiele. Puchary, mecz z Benficą Lizbona, gdzie pierwszy raz zagrałem na pozycji ostatniego stopera, było 0:0, a Piotrek Lech obronił karnego. Spotkania ze śp. trenerem Orestem Lenczykiem, gdy przez cztery lata byłem kapitanem, potem z Jurkiem Wyrobkiem i Edkiem Lorensem, który prowadził nas w Meczu Gwiazd. Szkoda tych czasów.

3. W kontekście waszych czasów wiele mówiło się o charakternym Ruchu, o znakomitej atmosferze. Dzisiaj pojawiają się zarzuty, że niektórym piłkarzom tego charakteru brakuje. Zgadza się pan?

Być może się zgadzam, ale nie jestem w szatni. Gdybym w niej był, być może mógłbym się wypowiedzieć więcej, lecz nie chcę się wypowiadać za kogoś. Wiem, jaka była u nas atmosfera – byłem zresztą kapitanem – a atmosfera była wspaniała. Nawet, kiedy coś nie wychodziło, to nie było tak, że... tyłki się grzały. A czasem nie wychodziły mecze i różne rzeczy. Z tej pięknej trybunki wszystko było słychać. Pamiętam różne anegdotki. Był tam taki pan, nie powiem kto. Graliśmy mecz z ŁKS-em, przegraliśmy i w pewnym momencie on krzyknął: „Nie dość, że sami gorole, to jeszcze kapitan z Sosnowca” (Mizia, który pochodzi z Bielska-Białej, do Ruchu przyszedł z Zagłębia  przyp. red). Tak było! Zarabialiśmy wtedy zerowe pieniądze. Teraz – może ktoś się obrazi – ktoś kopnie dwa razy piłkę i zarabia 20 tysięcy. Pamiętam, jak my graliśmy za trenera Lorensa. Po pierwszej rundzie byliśmy liderami, a graliśmy pół roku za darmo. Potem dopiero było wyrównywanie pieniędzy i tak dalej, ale... to już historia na taką małą książkę.

Rozmawiał Piotr Tubacki