Taylor przyniosła szczęście
Pantery po raz drugi z rzędu zdobyły Puchar Stanleya. Trudno uwierzyć, że mistrzowie NHL wywodzą się ze słonecznej Florydy.
Świętowanie triumfu odbyło się... ze szkodą dla głównego trofeum. Z lewej Brad Marchand, w środku kapitan Aleksander Barkow, z prawej Sam Bennett. Fot. NHL
Leszek Jaźwiecki z Vancouver
Sześć meczów potrzebne było do wyłonienia zdobywcy Pucharu Stanleya. Grające w Konferencji Wschodniej Florida Panthers zajęły po sezonie zasadniczym piąte miejsce i pojawiły się wątpliwości, czy uda im się obronić tytuł. W play offie podopieczni trenera Paula Maurice'a byli już na właściwych torach i przeszli tę fazę dosłownie jak burza. Najpierw pokonali Tampa Bay Lightning 4:1, potem Toronto Maple Leafs 4:3, a następnie Carolina Hurricanes 4:1 i dotarli do finału, gdzie rozprawili się z Edmonton Oilers 4:2 i obronili tytuł!
- To była najlepsza runda hokeja, jaką kiedykolwiek miałem w życiu - powiedział po odebraniu pucharu z rąk komisarza NHL Gary'ego Bettmana szczęśliwy Nate Schmidt. - Nie mogę uwierzyć, że tu jesteśmy. Jestem dumny z tej ekipy - dodał i chwilę później oddał trofeum Sethowi Jonesowi, innemu wieloletniemu obrońcy NHL. Potem puchar trafiał w ręce kolejnych uszczęśliwionych zawodników. - Naprawdę nie wiem, co zrobić: śmiać się, płakać, ślizgać się... nie wiem. To niesamowite - dodał Schmidt, który w 2018 roku też dotarł do finału z Vegas Golden Knights, ale przegrał puchar z Washington Capitals.
Kanada musi poczekać
Nafciarze z Edmontonu ostatni raz triumfowali w 1990 roku, a potem w finale byli jeszcze w 2006 roku, jednak musieli uznać wyższość Carolina Hurricanes. Oilers wcześniej triumfowali dwukrotnie w latach 1984 i 1985, a po rocznej przerwie, kiedy puchar odebrał im zespół Montreal Canadiens, ponownie nie mieli sobie równych w latach 1987 i 1988. Wielka w tym zasługa przede wszystkim legendarnego już Wayne'a Gretzky'ego, który w tych latach był gwiazdą Nafciarzy.
Skąd sympatia do drużyny z Edmontonu? Ano stąd, że przez sezon 1996/97 grał w tym zespole Mariusz Czerkawski. Jeden z najlepszych polskich hokeistów, urodzony w Radomsku, acz rozpoczynający wielką karierę w Tychach, nie miał jednak okazji posmakować finałowego zwycięstwa, mimo że w NHL grał przez 12 sezonów i wystąpił nawet w Meczu Gwiazd. Jedynym Polakiem, który może pochwalić się Pucharem Stanleya, pozostaje tyszanin Krzysztof Oliwa. Jego New Jersey Devils w sezonie 1999/2000 w finale pokonali Dallas Stars; tyle że Oliwa w fazie play off z powodu kontuzji wówczas nie grał. Puchar w rękach jednak trzymał.
Wracając do tegorocznych zmagań, to drugi raz, od 1978 roku, w finale spotkały się te same zespoły rok po roku. 47 lat temu dwukrotnie o to trofeum walczyli hokeiści Montreal Canadiens i Boston Bruins. Oba finały wygrali wówczas Kanadyjczycy (4:0 i 4:2). Hokeiści spod znaku Klonowego Liścia czekają na kolejny triumf w Pucharze Stanleya już 32 lata. Ostatnim kanadyjskim zespołem, który go zdobył, była właśnie drużyna z Montrealu w 1993 roku. W finale pokonała Los Angeles Kings 4:1. Później puchar trafiał już tylko w ręce amerykańskich zespołów.
Szczury na lodzie
Jednym z bohaterów ostatniego meczu finałowego był Sam Reinhart. Zawodnik Panther w wygranym przez nich meczu 5:1 strzelił cztery bramki. Reinhart jest pierwszym od 1957 roku zawodnikiem NHL, któremu udała się ta sztuka. Skopiował wyczyn Maurice Richarda, który 68 lat temu strzelił 4 gole dla Montreal Canadiens przeciwko Boston Bruins. Zgodnie z tradycją po trzech bramkach Reinharta na lód w Amerant Bank Arena poleciały czapeczki oraz plastikowe i pluszowe... szczury. Rzucanie gryzoni na lód to tradycja związana z innym zawodnikiem gospodarzy, Bradem Marchandem. Ze względu na jego nieustępliwość i brawurę fani hokeja nazwali go właśnie szczurem. Sam zawodnik podobno boi się tych gryzoni, ale nie ma nic przeciwko temu, by pluszowe i plastikowe szczury lądowały na lodzie po każdej jego bramce i wygranym przez jego zespół meczu.- Oby ktoś rzucił w nas szczurami - zażartował Marchand przed jednym z meczów z Edmonton i przyznał się, że na kapeluszu w swojej klubowej szafce ma... złotego szczura.
Tegoroczna batalia o Puchar Stanleya, w porównaniu z poprzednimi rozgrywkami, rozpoczęła się nie na Florydzie, a w Edmonton. Wszystko przez regulamin, który mówi, że gospodarzem pierwszego i ostatniego meczu (gra się do 4 zwycięstw) jest drużyna, która w rundzie zasadniczej uzbierała więcej punktów. Gospodarze rozpoczęli ją od zwycięstwa, ale drugi mecz we własnej hali musieli już oddać rywalom. Dwa kolejne mecze rozegrano w mogącej pomieścić 20 tysięcy kibiców Amerant Bank Arena na Florydzie. I znowu oba zespoły odniosły po jednym zwycięstwie.
Gwiazda wspiera hokeistów
Na drugim z tych spotkań na trybunach hali Floridsa Panther pojawiła się niespodziewanie... Taylor Swift w towarzystwie swojego partnera, zawodnika futbolu amerykańskiego Travisa Kelce. Zawodnik Kansas City Chiefs wie, jak smakuje zwycięstwo, bowiem jego drużyna dwukrotnie wygrała Super Bowl (w 2023 i 2024). W tym roku także zagrała w finale, ale przegrała z Philadelphia Eages. 35-letni Kelce przygotowuje się do nowego sezonu NFL, ale znalazł czas, by ze swoją partnerką pojawić się na trybunach meczu hokejowego.Megagwiazda show biznesu, zdobywczyni nagrody Grammy, nie tylko kibicuje drużynie Kelce'a, ale jest także wielką fanką hokeja. Swift i jej partner, otoczeni ochroną, zajęli swoje miejsca na trybunach, a ciekawskich przykuł uwagę strój gwiazdy. Rzucała się w oczy nie tylko charakterystyczna dla niej czerwona szminka, ale i gustownie dobrany dwuczęściowy kremowy strój Area, subtelna, choć markowa biżuteria, torebka Chanel oraz buty na obcasie Prady. Jej partner założył z kolei wiśniowo-czerwony zestaw z bluzą i spodenkami marki Elwood i czerwono-białą czapkę baseballową, a dopełnił to butami sportowymi Nike. Podczas drugiej tercji słynnej parze towarzyszył legenda ekipy z Edmonton, Wayne Gretzky.
Floryda stolicą hokeja
Aż trudno uwierzyć, że hokejowy zespół, który zasiadł na mistrzowskim tronie, kojarzony jest ze słoneczną Florydą. Zimowy Edmonton od blisko 100-tysięcznego Sunris, gdzie swoją siedzibę mają Pantery, dzieli 2540 mil, czyli prawie 4100 kilometrów. To największa odległość między finalistami w historii Pucharu Stanleya. Założona w 1993 roku Florida Panthers to niejedyna drużyna z tego zakątka Stanów Zjednoczonych, która ma na swoim koncie triumf w Pucharze Stanleya. Mają go w swojej kolekcji także hokeiści Tampa Bay Lightning.- Przegraliśmy z klasowym rywalem, nie ma w tym przypadku, że po raz drugi z rzędu zdobył Puchar Stanleya - chwalił swoich rywali kapitan Edmonton Oilers Connor McDavid. Jeden z jaśniejszych punktów drużyny w play off nie był sobą, w sześciu meczach zdobył zaledwie 1 bramkę.
Nagrodę im. Conna Smythe'a, która otrzymuje najbardziej wartościowy zawodnik finału, odebrał Samuel „Sam” Bennet. Środkowy napastnik Panter z 15 golami został najlepszym strzelcem. Do tego zaliczył 7 asyst.
- Jestem szczęśliwy i zarazem wdzięczny, że ta nagroda trafiła w moje ręce - przyznał Bennet. - Bez kolegów pewnie jednak nie miałbym szans, dlatego jest to niesamowite.
Puchar zostanie naprawiony
Po zdobyciu pucharu hokeiści Florida Panthers świętowali przez całą noc. Zabawę kontynuowali także następnego dnia aż do godzin popołudniowych w Fort Lauderdale. Jak się okazało, puchar podczas tego świętowania mocno ucierpiał. Ma pękniętą misę i wgniecione dno. Rzecznik Hockey Hall of Fame zapewnia, że do oficjalnych uroczystości puchar zostanie naprawiony. To nie pierwsze uszkodzenie wykonanego ze stopu niklu i srebra i ważącego 37 funtów (17 kilogramów) pucharu. W 131-letniej historii wiele razy już doznał uszczerbku i wgnieceń. Hokeista Tampa Bay Lightning Patrick Maroon podczas deszczu upuścił puchar i poważnie uszkodził misę, z kolei Colorado Avalanche zgniotło go na lodzie, świętując swój kolejny triumf.Były też próby kradzieży. W 1962 roku jeden z kibiców, wychodząc z hali w Chicago, najnormalniej zabrał ze sobą puchar. Długo jednak nie cieszył się nowym nabytkiem, bo został kilka minut później zatrzymany przez policję. Od kilkunastu lat puchar ma wyznaczonego opiekuna, który pilnuje go jak oka w głowie. Na razie puchar jest w rękach hokeistów z Florydy i to oni przez najbliższy rok mogę się cieszyć z jego posiadania.