Sport

Szykujemy jeszcze kilka niespodzianek

Rozmowa z Łukaszem Żygadło, byłym rozgrywającym reprezentacji Polski, który od nowego sezonu będzie prezesem siatkarzy Steam Hemarpolu Norwida Częstochowa

Łukasz Żygadło nie wyklucza, że jako prezes pojawi się na... siatkarskim parkiecie! Fot. Marcin Bulanda / Press Focus

W poprzednim sezonie był pan grającym dyrektorem sportowym. Teraz czas na grającego prezesa?

– To rzeczywiście było dość nietypowe połączenie. Dbam o formę, więc... kto wie? Może jeszcze zobaczymy grającego prezesa (śmiech). Ale mówiąc poważnie, zostawmy granie zawodnikom, a zarządzanie klubem zarządzającym.

Słyszę jednak, że nie wyklucza pan takiego wariantu.
– Tak jak powiedziałem, jeśli pojawi się taka potrzeba, nie wykluczam tego. Nie ukrywam, że mój zeszłoroczny powrót na boisko wspominam bardzo dobrze.

Skąd ta zmiana w Norwidzie? Czy to było wcześniej przygotowane i zaplanowane, że zostanie pan prezesem?
– Dotychczasowy prezes, Lesław Walaszczyk, z powodów zawodowych musiał zrezygnować ze stanowiska. Zarząd zaproponował mi objęcie tej funkcji i podjąłem decyzję o jej przyjęciu.

To też chyba trochę zabieg marketingowy. Pana nazwisko zna każdy kibic siatkówki w Polsce.
– Myślę, że rzeczywiście ma to pewien wydźwięk marketingowy. Moje przyjście tutaj od początku wiązało się ze wsparciem w obszarze budowy drużyny i promocji klubu. Oczywiście odpowiadam też za wyznaczanie kierunku, w jakim klub ma się rozwijać. Chcemy iść do przodu, rozwój młodych zawodników to część naszego DNA. W nadchodzącym sezonie będziemy mieć ich w składzie całkiem sporo i pozostajemy wierni tym założeniom.

Europejskie puchary wracają do Częstochowy. AZS grał w nich nieprzerwanie przez 23 sezony, Norwid teraz zadebiutuje. Czeka pan już na losowanie? Ma wymarzonego rywala?
– Czekamy na losowanie, które odbędzie się 15 lipca. Cieszymy się, że zostaliśmy zaproszeni do tych rozgrywek. To duża wartość, zarówno dla klubu, sponsorów, miasta, kibiców, jak i samych zawodników. Wiele osób przyjęło tę informację z entuzjazmem. Mam nadzieję, że ten pierwszy sezon gry w pucharach to będzie coś więcej niż tylko sam udział. Powalczymy o to.

Kiedyś drużyna z Częstochowy już sięgnęła po ten puchar.

– Pamiętam. Sam miałem przyjemność grać w barwach AZS-u, również w Lidze Mistrzów. Te porównania będą się naturalnie pojawiać. Dla nas to dopiero trzeci sezon w PlusLidze, ale już w ubiegłym roku, przy okazji rebrandingu klubowego logo, przygotowaliśmy się na taką możliwość. Przyjęliśmy w herbie nazwę w języku angielskim właśnie z myślą o grze w Europie, choć, szczerze mówiąc, nie spodziewaliśmy się, że to nastąpi tak szybko. Teraz chcemy maksymalnie wykorzystać szansę, która się przed nami otwiera.

Szkoda tylko, że puchary siatkarskie wciąż są deficytowe dla klubów. To poważny problem.
– To pytanie do osób zarządzających rozgrywkami. Z pewnością jest przestrzeń do pracy nad pozyskiwaniem sponsorów, którzy mogliby zapewnić klubom lepsze warunki finansowe.

W poprzednim sezonie Norwid był jedną z największych rewelacji PlusLigi. Awans do play-offu uznano za spory sukces. Czy zespół będzie jeszcze silniejszy? Celem będzie poprawa ósmego miejsca?

– Liga zapowiada się na jeszcze bardziej wyrównaną i trudniejszą. Trudno dziś wskazać zdecydowanego faworyta, czy też zespół wyraźnie odstający poziomem. Już w poprzednim sezonie każde zwycięstwo trzeba było wyszarpać i to się raczej nie zmieni. W lipcu trudno jeszcze mówić o konkretnych celach. Nasz skład nie ulegnie dużym zmianom, ale uważam, że drużyna będzie silniejsza, zarówno pod względem personalnym, jak i sztabu trenerskiego.

Dużo transferów jeszcze przed wami?
– Sukcesywnie ogłaszamy zakontraktowanych zawodników na naszej stronie i w mediach społecznościowych. Szykują się jeszcze niespodzianki, więc warto nas obserwować.

PlusLiga – najsilniejsza siatkarska liga świata? Możemy tak powiedzieć?
– Trudno powiedzieć to jednoznacznie, ale na pewno to jedna z najmocniejszych, absolutnie w światowej czołówce. Silne są też ligi włoska czy turecka. Planujemy przed sezonem turniej, w którym chcemy zagrać z Weroną, mającą w składzie m.in. Micaha Christensona czy Naumory'ego Keitę. Sam jestem ciekaw, jak wypadniemy na tle takiego zespołu. Patrząc jednak całościowo, PlusLiga to bez wątpienia najbardziej wyrównana liga w Europie.

Zostanie ona zmniejszona do 14 drużyn. Nowicjuszem będzie zespół z Chełma. Z perspektywy prezesa klubu, który niedawno sam awansował, będzie to dla nich bolesne zderzenie?
– Tak, przyznaję – wejście do PlusLigi to spore zderzenie z rzeczywistością. Różnice organizacyjne i strukturalne są znaczące, ale największa różnica to ta boiskowa. Norwid po awansie miał w składzie zawodników, którzy wcześniej nie byli kluczowymi graczami PlusLigi lub debiutowali na tym poziomie. A mimo to udało nam się sprawić kilka niespodzianek i utrzymać się w lidze, choć nie było to łatwe.

Norwid to młody projekt. Jak pan ocenia potencjał klubu w mieście z silną konkurencją – piłką nożną i żużlem?
– Rzeczywiście konkurencja jest duża, ale Częstochowa to ponad 200 tysięcy mieszkańców. W mniejszych miastach siatkówka świetnie sobie radzi, więc czemu nie tu? W województwie śląskim zostały tylko trzy zespoły w najwyższej klasie rozgrywkowej. To region z silnymi tradycjami sportowymi. Siatkówka w Częstochowie ma długą historię i zapotrzebowanie na nią wciąż jest. Mamy do tego odpowiednią halę, więc realnie myślimy o najwyższym poziomie rozgrywek. Oczywiście potrzebujemy także partnerów, którzy wierzą, że w Częstochowie można odbudować siatkówkę na najwyższym poziomie i nad tym intensywnie pracujemy.

Infrastruktura to coś, czego Raków może wam najbardziej zazdrościć.

– Warunki mamy naprawdę dobre. Hala na ponad siedem tysięcy miejsc to ogromny potencjał. Podczas meczu z Jastrzębskim Węglem w play-offie zapełniliśmy ją w imponującym stopniu, kibice byli widoczni po każdej stronie trybun. Mam nadzieję, że w nowym sezonie poziom sportowy, który chcemy reprezentować, przyciągnie regularnie kilkutysięczną publiczność.


Rozmawiał Mariusz Rajek