Sport

Szczęśliwa ósemka

Sobienie Królewskie zwyciężyły w Gloria Hotels Klubowych Mistrzostwach Polski Mężczyzn by Ventus Exclusive. Ósmy raz w historii i piąty z rzędu!

Medaliści klubowych mistrzostw Polski. Fot. Mirek Mróz/Polski Związek Golfa

Zwycięską drużynę tworzyli: Konrad Bargenda, Michał Cygan, Antoni Fijałkowski, Mikołaj Geritz, Karol Gil, Wojciech Grzegorzek, Andrzej Wierzba jr, Mateusz Zarzycki. Honory kapitana pełnił Tomek Pedryc.  - Smak zwycięstwa jest wspaniały, a wagę sukcesu podkreśla fakt, że presja z roku na rok rośnie, bo każdy chce z nami wygrać. Postawiliśmy w tym roku na bardzo młody skład, na chłopców wychowanych w atmosferze, którą w klubie kultywujemy od lat, którzy stając w szranki czują tę presję reprezentowania mistrzów Polski. Rywalizując nierzadko z dużo starszymi od siebie kolegami, stanęli na wysokości zadania – chwalił podopiecznych kapitan, ojciec Alejandro Pedryca, który jeszcze nie tak dawno współtworzył trzon tej drużyny, a obecnie jest świetnie zapowiadającym się zawodowcem.

Wrocław był blisko

Srebrne medale wywalczyli reprezentanci Wrocław Golf Club: Michał Augustyn, Piotr „Kajtek" Kajkowski, Wojciech Jakubowski, Cheol Wan Lee, Solomon Toner, Jakub Urbański, Mateusz Zygadło, Jakub Giniew z kapitanem Patrykiem Jabłońskim. - Z Wrocław Golf Club byłem pierwszy raz na tym turnieju. A był to dopiero trzeci występ Wrocławia na klubowych mistrzostwach Polski. Tym razem po raz pierwszy wdarliśmy się do najlepszej ósemki. Wcześniej byłem z Toya Golf na pięciu klubowych, gdzie zdobyliśmy trzy złote medale – relacjonował kapitan drużyny z Wrocławia, w pewnym sensie będącej spadkobiercą wielkiej drużyny Toya Golf, w której grał Adrian Meronk i która ma na koncie ma tak jak Sobienie osiem tytułów mistrzowskich.

- Z zespołu Toya Golf w drużynie WGC zostałem tylko ja i Kuba Urbański, reszta załogi to nasi klubowicze oraz moi byli podopieczni z czasów juniorskich. Mamy super zespół, który zgrał się niesamowicie. Mix młodości i doświadczonych graczy dotarł się doskonale. Wszystkie mecze były bardzo ciężkie oraz wyrównane. Przegraliśmy w finale więc to ten mecz okazał się najtrudniejszy. W Sobieniach grają młodzi kadrowicze, których doskonale znam ze zgrupowań. Świetni gracze, których w tym roku nie udało się pokonać”.

Kuba Urbański - członek drużyny, pamiętający jeszcze czasy świetności Toya Golf, depeszował, co u niego teraz słychać i jak wspomina turniej. - Studiowałem na uczelni University of Mount Olive, którą ukończyłem w 2021 roku. Był to mój pierwszy występ w barwach Wrocław Golf Club, wcześniej grałem z zespołem Toya Golf. W mistrzostwach klubowych wiele razy z poprzednim zespołem udało się wywalczyć złoto, jednak po wszystkich zmianach, które nastąpiły we Wrocławiu, dla nowego klubu jest to pierwszy taki sukces. Cieszę się, że mogłem być jego częścią. Myślę, że moje mecze w ćwierćfinale i półfinale były równie ważne. W tym pierwszym trafiłem na najsilniejszego zawodnika przeciwnej drużyny, jednak sukces odniosłem dzięki szybkiemu wyjściu na prowadzenie i atakowaniu od samego początku. Mecz półfinałowy diametralnie się różnił, w dużej mierze przez pogodę - mój początek pozostawiał wiele do życzenia, jednak cieszę się z walki do końca i faktu, że finalnie wyszedłem z tej potyczki zwycięsko. Do mistrzostwa zabrakło kilku uderzeń - tak to już jest w golfie. Graliśmy dobrze, zostawiliśmy serce na polu i byliśmy bardzo blisko mistrzostwa. Jestem zadowolony i dumny z drużyny, świetnie sobie poradziliśmy, chłopaki naprawdę zrobili kawał dobrej roboty - cieszę się że byłem częścią tego zespołu i mam nadzieję, że jeszcze razem powalczymy o mistrzostwo - stwierdził.

W turnieju występowała również współczesna drużyna Toya Golf, w której grało kilku dawnych jej reprezentantów, na czele z Jasiem Szmidtem i Jankiem Szałaganem.

„Ryba” już myśli o rewanżu

O medal brązowy walczyły Kalinowe Pola z Tokarami. Zwycięsko z tego boju wyszły Kalinowe: Kamil Nowak, Jan Rybczyński, Jan Branicki, Tomasz Pulsakowski, Damian Klinowski, Michał Pigulski, Krzysztof Zawistowski i Filip Nowak. Prowadził ich Jakub „Ossa” Ossowski. - Klubowe mistrzostwa Polski to moja ulubiona impreza w kalendarzu golfowym. Jestem bardzo dumny z tego, że mogę reprezentować Kalinowe Pola, a przede wszystkim być częścią drużyny, którą formujemy już przez wiele lat i dbamy o to, żeby ta atmosfera i siła zespołu była naszym największym atutem – relacjonował Jan „Ryba” Rybczyński.  - Ten turniej z roku na rok jest na coraz wyższym poziome. Widać coraz większe zaangażowanie ze strony klubów. Jeśli chodzi o wyniki, to jak co roku trzeba spodziewać się niespodzianek. W zeszłych latach to my byliśmy drużyną, która dostarczała emocji i wygrywała mecze, gdzie nikt nie liczył na nasze zwycięstwo. W tym roku natomiast my musieliśmy uznać wyższość drużyny z Wrocławia, która w brawurowym stylu zabrała nam nadzieję na złoto. Ogromy niedosyt, ale to tylko pokazuje, że Match Play rządzi się swoimi prawami i na tym turnieju nie ma faworytów albo napisanych scenariuszy. Gratulacje dla drużyny z Sobieni za kolejny czempionat, no i cóż, szykujemy się na kolejną edycję”!

O milimetr

Droga Sobieni do zwycięstwa nie była oczywista. Po tym, jak ich czołowi zawodnicy stali  się zawodowcami – jak Alex Pedryc, Michał Bargenda i Nikolas „Gigant” Tymiński - udało się skompletować mocno odmłodzoną ekipę. Po rundzie Stroke Play kolejność zespołów była następująca: Kalinowe Pola, Binowo Park i Kraków Valley, a Sobienie zajmowały dopiero szóste miejsce, za piątym Wrocławiem i czwartym Śląskim Klubem Golfowym. I nagle okazało się, że kluczem do sukcesu był ćwierćfinał z Krakowem, który zdecydował o tym, że obrońcy tytułu powalczą jednak o medale. W dodatku wszystko rozstrzygnęło się na drugim dołku dogrywki, gdzie Antoni Fijałkowski i Konrad Bargenda pokonali Janka Pylę i Kamila Sikorę.

 - Dogrywka z Krakowem i cały mecz przejdzie do historii. Prawda jest taka, że byliśmy dosłownie o krok od porażki – opisywał tamte gorące chwile Marek Bargenda, ojciec Konrada i asystent kapitana Pedryca.  - Od początku sytuacja nie rozwijała się po naszej myśli. Przegrywaliśmy w meczach singlowych i tylko Foursome i Fourball trzymał się w grze. W pewnym momencie wiedzieliśmy, że dwa mecze singlowe są już przegrane, a Antek Fijałkowski jest 2 down... na dwa dołki do końca. Porażka zbliżała się wielkimi krokami. Na szczęście Antek wygrywa dołek 17 i 18 i remisuje swój mecz. Pojawia się światełko nadziei. Wygrana dwóch par da nam dogrywkę. Foursome po nerwowym początku rozkręca się z dołka na dołek i z 2 down wyciąga na remis, a następnie wygrywa swój mecz. Do wygrania pozostaje jeszcze ostatni mecz pary w Fourball. Jest bardzo wyrównany; Jurek Dudek gra świetnie i trzyma Kraków w meczu. Wreszcie na szóstym dołku, czyli piętnastym  w meczu, Konrad trafia birdie po świetnym zagraniu na green i nasz Fourball wychodzi na prowadzenie 2 up. Na 16 kolejny świetny approach i Konrad kończy mecz puttując na birdie. Mamy zwycięstwo w Fourball i remis w meczu z Krakowem. Reszta jest historią...

„Nienawistna ósemka”

Później Sobienie pokonały Tokary 3.5-1.5, a w finale przerwanym nawet przez burzę, z takim samym rezultatem zwyciężyły Wrocław. W finale gospodarze turnieju wygrali trzy mecze, przegrali jeden, a Fourball Bargenda-Gil kontra Kajkowski-Lee nie musiał już kończyć tej walki, ponieważ triumf Sobieni był przypieczętowany.

 - To mój ósmy tytuł KMP – opisywał wydarzenia Mikołaj „Mimi” Geritz, weteran w tym towarzystwie, świadek całej wielkiej historii swojej drużyny. - Byłem przy wszystkich zwycięstwach Sobieni Królewskich. To był jeden z bardziej emocjonujących turniejów, ale nie z powodu przebudowania. To wydarzyło się w zeszłym roku, więc szok zmian już minął. Teraz byliśmy zwarci, odważni i gotowi. Znaliśmy swoje mocne i słabsze strony. Kluczem wszystkich meczy była wyśmienita strategia naszego kapitana - Tomka Pedryca. To on nas najlepiej zna i wie co trzeba zrobić. Każdy członek drużyny miał własny moment glorii w tym roku. Można naprawdę powiedzieć, że każdy nasz zawodnik był ważną częścią drużyny. Gdyby choć jednego z nas zabrakło, to by nam się nie udało. Mecz z Krakowem był najbardziej mrożącym krew w żyłach wydarzeniem, ale poradziliśmy sobie z presją i pokazaliśmy, że król nie jest gotów oddać korony. Mój najważniejszy mój mecz obył się ostatniego dnia. Jestem przekonany, że moja gra tego dnia pomogła całej drużynie skupić się na swoich meczach, zapewniając zwycięstwo zespołowi. Jestem naprawdę dumny z tego tytułu. Nazywam go „Nienawistną Ósemką” – nawiązał Geritz do filmu Quentina Tarantino.  - Jak co roku była zacięta walka, kolejny raz potwierdził się fakt, że w tym turnieju wszystko może się wydarzyć.

Andrzej Wierzba nie był przy wszystkich zwycięstwach Sobieni, ale też ma ich na koncie całkiem sporo:  - To mój szósty tytuł klubowych mistrzostw Polski. Spośród dotychczasowych zwycięstw, najbardziej znaczące wydaje mi się to z edycji 2021. Przez trzy lata nie udało nam się wygrać tego turnieju, mimo że mieliśmy wtedy bardzo mocną drużynę. Tamten rok był dla nas przełomowy – pomógł nam się “odblokować” i zapoczątkował serię pięciu wygranych z rzędu. Z kolei najtrudniejszy turniej to bez wątpienia tegoroczna edycja. Nasza drużyna nie była już tak silna i doświadczona jak wcześniej, a w fazie stroke play byliśmy o krok od odpadnięcia. Potem czekał nas bardzo ciężki mecz z Krakowem, kiedy niemal przegraliśmy. Emocje były ogromne: mieliśmy już dwie gry w plecy, Antek był 2 down na dwa dołki do końca, a FS i FB remisowały. Wtedy nastąpił zryw – wygraliśmy kilka dołków z rzędu, co doprowadziło do dogrywki. Choć była ona bardzo stresująca, nasza drużyna zagrała znakomicie. Zarówno na pierwszym, jak i drugim dodatkowym dołku stworzyliśmy sobie świetne szanse i w końcu udało się przypieczętować zwycięstwo - zaznaczył Wierzba.

Jeśli chodzi o moje indywidualne występy, to szczególnie zapadła mi w pamięć runda z Kubą Urbańskim. Zagrałem wtedy bardzo solidnie i praktycznie bezbłędnie, co pozwoliło mi wygrać mecz już na trzynastce. Przez cały turniej towarzyszyła nam świetna atmosfera drużynowa. Z chłopakami dobrze się znamy, jesteśmy zżyci i związani z kulturą sobieniową, co przekłada się na dobrą komunikację i współpracę na polu. Ogromną rolę odegrał też nasz kapitan, Tomek Pedryc, który potrafił świetnie ustawić skład na każdy mecz. Mieliśmy też asa w rękawie – Alejandro, który postanowił do nas dołączyć, wspierać nas mentalnie i caddiować. Jego doświadczenie było nieocenione i mocno nas napędzało do walki - dodał.

Kapitan Jurek Dudek

- Od jakiegoś czasu podchodzimy do mistrzostw z jednym celem – dostać się do najlepszej ósemki – depeszował Jerzy Dudek – kapitan drużyny z Krakowa, która o mały włos nie zmieniła biegu historii.  - Historycznie wygląda to tak, że trzeba mieć trochę szczęścia w losowaniu. Ostatnio mamy po prostu trochę mniej tego szczęścia albo gramy bardzo słabo w Stroke Play i wpadamy w pierwszej rundzie na Sobienie. Więc jest ciężko – wiadomo, że to jest wielokrotny mistrz Polski i jest to trudna przeprawa z tymi juniorami. Tak było w poprzednich latach. Kiedy indziej gramy tak dobrze jak w tym roku stroke i trafiamy na słabszy dzień Sobieni i znowu wpadamy na siebie. Stroke, wiadomo jest bardzo ważny, żeby dostać się do ósemki, ale to jest minimum, które trzeba osiągnąć. Osiągnęliśmy to i dało nam to dużo satysfakcji – bo byliśmy trzecią drużyną w kraju.

Później przyszła konfrontacja z Sobieniami. Wydaje się, że pary nam w jakiś sposób podpasowały, tak nam się przynajmniej wydawało. Ale życie weryfikuje – to jest po prostu golf, dyspozycja dnia, wystarczy jeden słabszy moment. Doprowadziliśmy do dogrywki. W poprzednim sezonie przegraliśmy na Kalinowych z Sobieniami też na ostatnim dołku, po bardzo zaciętej walce. W tym roku stało się to po dogrywce, po drugim dołku, gdzie birdie trafił młody Antek Fijałkowski i zakończył nasze marzenia o TOP 4. Później wpadliśmy na bardzo silne Binowo. Tam rywalizacja zakończyła się na singlach. Mieliśmy bardzo ciężko, wydawało się, że możemy spokojnie sobie tam poradzić. Znowu zdecydowała dyspozycja dnia – tak to niestety wygląda. W ostatnim meczu o siódme miejsce graliśmy z Black Water Links i tutaj to my bardzo szybko rozstrzygnęliśmy wszystko w singlach. Foursome na ostatnim dołku przegrał w momencie, kiedy praktycznie single schodziły z pola. Więc to taka mała satysfakcja. Ostatni mecz wygrany, zawsze wywołuje uśmiech na twarzy. Poprzednie mecze były bardzo zacięte. Na pewno jesteśmy zadowoleni z naszego występu – TOP 8 był naszym celem. Było bardzo dużo dobrych zespołów w tym roku. Wydawało się, że tak wiele drużyn ma szanse i ambicje. Życie to jednak koryguje. Jeden słabszy dzień powoduje, że jesteś w finale, albo cię tam nie ma, jest TOP 8, albo nie. Mieliśmy duże wzmocnienie od naszych juniorów. Jasiu Pyla robi ogromne postępy. Został z nami tak naprawdę tylko na dwa dni. Wygrał swój pierwszy mecz, zagrał w stroke poniżej par, także genialnie. Później wyjechał na mistrzostwa Europy, bo przecież musiał też trochę odpocząć pomiędzy zawodami. Więc ostatnie dwa dni byliśmy troszkę osłabieni, ale cieszy progres młodych chłopaków. To jest najważniejsze. Potwierdzam, że to jest najlepszy turniej. Wszyscy czekają na niego z utęsknieniem. Dbajmy o niego, dbajmy o atmosferę i o to, żeby było fair play. Sobienie miały znowu łatwą przeprawę. Najtrudniej miały z nami w dogrywce, także jesteśmy dla nich szczęśliwą drużyną. Za każdym razem jak z nimi przegramy zostają mistrzem Polski - dodał Dudek.

Ktoś musiał odpaść

Walka o trzecie miejsce była bardzo zacięta między Kalinowymi, a Tokarami, a o triumfie tych pierwszych, zdecydowała batalia Nowak-Zawistowski vs Dariusz Dymecki i Marcin Kuna. Kolejne miejsca zajęły ekipy: Binowo Park, Śląskiego, Kraków Valley i Black Water Links.

Po zakończeniu burzy na polu walczyły jeszcze dwie ekipy, wojujące o utrzymanie się w grupie mistrzowskiej, z Wilanowa i Karolinki oraz Accelerating i Mikołowa. Okazało się, że z dywizji mistrzowskiej wypadły Karolinka, Accelerating i A&A. W przyszłym sezonie ich miejsce zajmą trzy najlepsze zespoły z zakończonej rywalizacji dywizji drugiej: Wierzchowiska, Józefów i Podkarpacki KG. Klubowy Mistrz Polski Mężczyzn otrzyma od PZG nagrodę w wysokości 5000 złotych, z przeznaczeniem na dofinansowanie wyjazdu drużyny na Klubowe Mistrzostwa Europy Mężczyzn, które odbędą się pod koniec października w Cabot Bordeaux we Francji.

Kasia Nieciak

WYNIKI STROKE PLAY

WYNIKI MATCH PLAY


Drużyna Jurka Dudka mogła zmienić bieg historii tego turnieju. Fot. Facebook zawodnika

To wyjątkowy turniej w kalendarzu golfowym w Polsce. Fot. Mirek Mróz/PZG