Sport

Szczególna motywacja

We Wrocławiu przeżywają bolesne zderzenie z 1. ligą. Otrząsnąć się spróbują w najbliższym meczu z Ruchem Chorzów.

Mariusz Malec urodził się w Chorzowie, a w niedzielę po raz piąty w karierze może zagrać przeciwko Ruchowi. Fot. Gleb Soboliev/PressFocus

ŚLĄSK WROCŁAW

Minęły ledwie dwie kolejki, a trener WKS-u Ante Simundza już musiał przepraszać kibiców za wyniki. We Wrocławiu pojawiło się wielkie zniecierpliwienie po inauguracyjnym remisie z Wieczystą Kraków (stracony gol w doliczonym czasie z karnego, choć sam podział punktów zasłużony) oraz porażce ze Stalą Rzeszów (styl już lepszy, ale granie przez większość spotkania w osłabieniu okazało się przeszkodą nie do przeskoczenia). Podobny szok po spadku przeszła chociażby Wisła Kraków, ale najwyraźniej w Śląsku nie nauczyli się na błędach innych klubów i sami je popełniają. Teraz kluczowe będzie to, aby wnioski wyciągnąć jak najszybciej, najlepiej w weekend, by potem nie obudzić się z ręką w nocniku.

Wiele złej krwi

– Nic mnie nie zaskoczyło, choć zgodzę się, że to bardzo trudne przywitanie z I ligą. Mamy kilka urazów, co nie jest usprawiedliwieniem, ale faktem. To zmniejszyło nasze możliwości reakcji – mówił ostatnio trener Simundza. Wrocławianie liczą, że pierwsze zwycięstwo uda się odnieść w niedzielę, gdy do Wrocławia przyjedzie rywal z Górnego Śląska – Ruch Chorzów. Jeszcze nie tak dawno obie te drużyny grały ze sobą w ekstraklasie. To wrocławianie byli pierwszym zespołem, który przyjechał na Stadion Śląski, kiedy Niebiescy się tam przenieśli. Pojawiło się wtedy między klubami wiele złej krwi, ówczesny dyrektor sportowy WKS-u, kontrowersyjny David Balda, narzekał (słusznie) na zachowanie niektórych kibiców Ruchu podczas meczu, ale sam nie pokazał klasy, nazywając ich „pijanymi kibicami o niskim poziomie inteligencji”. Fani Śląska czuli wtedy wielką dumę, bo ich zespół walczył o mistrzostwo (skończył na drugim miejscu), a Niebiescy spadli z ekstraklasy. Teraz znowu się spotykają. Ostatnio chorzowianie wygrali we Wrocławiu 3:2, lecz od tamtej pory wiele się zmieniło w obu drużynach. Wtedy w barwach Śląska było... dwóch dzisiejszych piłkarzy Ruchu – Martin Konczkowski w podstawowym składzie, a Patryk Szwedzik siedział na ławce. – Przed nami długa podróż. Musimy znaleźć ścieżkę, którą chcemy podążać – powiedział Simundza.

Wychowanek Ruchu

Niedzielne spotkanie będzie szczególne dla obrońcy Śląska Mariusza Malca. To chorzowianin, wychowanek Ruchu, który jednak w Ruchu nigdy nie zagrał. Po odejściu z Pogoni Szczecin przez moment pozostawał bez klubu. Niektórzy liczyli, że trafi na Cichą, ale od początku było wiadome, że stoper znajduje się poza zasięgiem finansowym Niebieskich. Śląsk płaci znacznie więcej. Malec grał przeciwko Ruchowi cztery razy – w barwach Podbeskidzia Bielsko-Biała oraz Pogoni. Każdy mecz wygrał, w żadnym nie stracił bramki. – Liga już od samego początku pokazuje, że nikt za darmo nie da nam punktów. Będziemy musieli je wyszarpywać. Do tego potrzeba jeszcze więcej woli walki. W tym jest klucz, a nie w samym pięknym graniu. Na pewno musimy się jeszcze poprawić i w kolejnym meczu wygrać, bo mamy jeden cel – zaznaczył bojowo Malec. 

30-latek zadebiutował we wrocławskich barwach w meczu ze Stalą Rzeszów, wchodząc na boisko po tym, jak czerwoną kartkę obejrzał Marko Dijaković. Simundza był zadowolony z jego gry. – Zagrał dobrze. Od pierwszego dnia pokazuje, że jest profesjonalistą. Jego wejście było na wysokim poziomie. Dobrze spisuje się na treningach, dzięki czemu może być jeszcze lepszy – ocenił Słoweniec.

Piotr Tubacki

Nowy właściciel za rogiem?

Czy nadchodzi wreszcie moment, w którym piłkarski Śląsk zmieni właściciela? Jak doniósł wrocławski dziennikarz Marcin Torz, dotychczasowy właściciel – czyli miasto – zdecydowało się przyjąć ofertę biznesmena Mariusza Iwańskiego, odrzucając jednocześnie propozycję Cezarego Kucharskiego. Iwański to prezes spółki produkującej drony Prometheus SA, który na co dzień mieszka w Monako.