Sport

Sukces czy porażka

Jak właściwie powinniśmy traktować występ reprezentacji Polski podczas mistrzostw Europy kobiet w Szwajcarii?

Pomimo odpadnięcia z grupy, radość Polek po zwycięstwie z Danią była uzasadniona. Fot. PAP/Marcin Bielecki

Biało-czerwone po raz pierwszy w historii dostały się na wielki turniej. Wcześniej żaden selekcjoner nie był w stanie doprowadzić jej na taki pułap. Udało się to dopiero Ninie Patalon, która w 2021 roku objęła tę funkcję. Jest pierwszą kobietą, która została selekcjonerką, a przy okazji pierwszą Polką, która mogła pochwalić się licencją trenerską UEFA Pro. Gdy została wybrana na stanowisko opiekuna reprezentacji, rozpoczęła marsz z nią w górę i po trzech latach stanęła przed ogromną szansą na sukces. Najpierw awansowała z drużyną do dywizji A Ligi Narodów. Stamtąd łatwiej jest dostać się do mistrzostw Europy. Po spadku do dywizji B Polki otrzymały szansę na udział w Euro dzięki barażom. W nich Nina Patalon poprowadziła drużynę do awansu – najpierw pokonała Rumunki, a następnie w finale Austriaczki. Było to duże osiągnięcie, ponieważ wcześniej w Lidze Narodów Austria dwukrotnie potrafiła pokonać Polskę. Tym razem szczęście uśmiechnęło się do naszych rodaczek, dzięki czemu w grudniu 2024 roku świętowały awans na turniej w Szwajcarii. Cel, który wyznaczyła sobie selekcjonerka kilka lat wcześniej - został więc zrealizowany.

Marzenie nie do zrealizowania

Polki trafiły do grupy ze Szwecją, Niemcami i Danią. To doświadczone reprezentacje, które w przeszłości sięgały po medale mistrzostw Europy. Polska przy nich jest krajem raczkującym w piłce kobiecej. Podczas Euro tylko Walijki były w takiej samej sytuacji jak Polki, czyli dopiero debiutowały na wielkiej imprezie. Nikt nie oczekiwał od podopiecznych Niny Patalon cudów. Nikt nie żądał, by wygrały wszystkie mecze w grupie. To byłoby szaleństwo. Polska pojechała na turniej po to, żeby zdobyć doświadczenie, żeby wywieźć ze Szwajcarii mądrość, na której można oprzeć kolejne kroki w rozwoju piłki kobiecej. Wyjście z grupy było marzeniem i za nie w sporcie nikt nie karze, ale – jak się okazało – tym razem było ono niemożliwe do zrealizowania.

Pierwsze w historii

Polki miały więc po raz pierwszy historii poznać smak gry na mistrzostwach Europy. Zrobiły jednak coś więcej i mogliśmy się przekonać o tym już w pierwszym meczu z Niemkami (0:2). Choć biało-czerwona ekipa przegrała, to dla wszystkich widzów było jasne, że zrobiła wszystko, co mogła, to nie jest jeszcze moment, by mogła wygrać z Niemkami. To oczywiste, że Polki włożyły w spotkanie pełne zaangażowanie. Nie odpuściły choćby na moment. Niemki były zwyczajnie za silne, ale i tak... mogliśmy być w pewien sposób zadowoleni z postawy reprezentacji Niny Patalon. Piłkarki robiły wszystko, co mogły. W drugim meczu Szwedki bezlitośnie wykorzystywały wszystkie błędy, dobitnie pokazując Polkom miejsce w szeregu. Nie było jednak mowy o rezygnacji, braku wiary czy odpuszczaniu. To było widoczne w ostatnim meczu z Dunkami, gdy Biało-czerwone grały – jak to się ładnie przyjęło – „o honor". Wygrały 3:2, a pierwszą Polką, która zdobyła gola dla reprezentacji Polski w mistrzostwach Europy, została Natalia Padilla-Bidas. Z kolei wszystkie jej koleżanki, które brały udział w meczu w Lucernie, zostały pierwszymi Polkami, które wygrały mecz na Euro. To niby drobna rzecz, sukcesik, ale patrząc na tło i okoliczności wydarzenia, jest to naszym zdaniem wielki krok w stronę jeszcze większej profesjonalizacji kobiecego futbolu w naszym kraju.

Wyjątkowe pokolenie

Charakter drużyny to fundament, na którym można budować w przyszłych latach sukcesy. Zespół, który pojechał na Euro w Szwajcarii, składał się w części z piłkarek, które w 2013 roku zdobyły złoto mistrzostw Europy U-17. To praktycznie (nie licząc wyjątków) pierwsza generacja piłkarek, która robi karierę na Zachodzie. Ewa Pajor jest królową strzelców w lidze hiszpańskiej, Paulina Dudek gra w PSG, Ewelina Kamczyk od lat występuje we francuskim Fleury 91, a Sylwia Matysik robi karierę w Niemczech. Wszystkie te piłkarki 12 lat temu świętowały medal jako juniorki, a teraz napisały kolejny rozdział historii kobiecej piłki, awansując na „dorosłe” Euro. To na nich spoczywa odpowiedzialność, to one są tymi najbardziej doświadczonymi zawodniczkamii to one wyznaczyły drogę kadry, którą podążać będą kolejne pokolenia piłkarek, w tym te, które w 2024 roku na mistrzostwach Europy U-17 zdobyły brązowy medal, a kilka miesięcy później na młodzieżowym mundialu wyszły z grupy.

Grupa pościgowa

Ten fundament jest podstawą do optymizmu. Nie jest on oczywiście powodem, żeby skakać z radości pod sufit, ale z pewnością jest zalążkiem nadziei, że w kolejnych latach będzie tylko lepiej. Zrozumiałe jest, że wielki turniej w Szwajcarii traktować się będzie jako porażkę polskiej reprezentacji. W końcu po dwóch meczach odpadła i wygrany mecz z Dunkami w tym kontekście nic nie zmienił. W takim podejściu brakuje jednak głębszego spojrzenia na problem, refleksji -gdzie była polska piłka kobieca 10 czy 20 lat temu? Chodzi o kontekst: otóż małymi krokami, powoli i bez nerwów dołączamy do krajów, które budowały historię piłki nożnej na Starym Kontynencie. Zauważmy: Polki coraz częściej grają w najlepszych klubach w Europie. Rozwijają się indywidualnie, ale i jako drużyna. Jesteśmy w grupie pościgowej i pozostaje nam wiara w to, że niedługo będziemy mogli dogonić zespoły na czele stawki. Polki dały nam w Szwajcarii powody, żeby wierzyć, że to będzie szybki pościg.

Kacper Janoszka